Nie zamierzała dłużej tego znosić.

Weronika nie zamierzała już tego znosić. Nie rozumiała, dlaczego Krzysztof tak się do niej odniósł przestał ją kochać? Tej nocy znów wrócił późno i położył się spać w salonie.

Rano, gdy wyszedł do kuchni na śniadanie, Weronika usiadła naprzeciw niego.

Krzyś, powiesz mi, co się dzieje?

Co ci nie pasuje?

Pił kawę i unikał jej wzroku.

Od kiedy urodzili się chłopcy, bardzo się zmieniłeś.

Nie zauważyłem.

Krzyś, od dwóch lat żyjemy jak sąsiedzi. To zauważyłeś?

Słuchaj, a czego chciałaś? W domu ciągle porozrzucane zabawki, śmierdzi jakimiś mlecznymi kaszkami, dzieci wrzeszczą Myślisz, że to komuś się podoba?

Krzyś, ale to twoje dzieci!

Wstał gwałtownie i zaczął nerwowo chodzić po kuchni.

Normalne żony rodzą jedno normalne dziecko. Żeby spokojnie bawiło się w kącie i nie przeszkadzało. A ty od razu dwoje! Mama mi mówiła, a ja nie posłuchałem takie jak ty tylko potrafią się mnożyć!

Jakie takie, Krzyś?

Bez celu w życiu.

Ale to ty kazałeś mi rzucić studia, bo chciałeś, żebym poświęciła się rodzinie!

Weronika usiadła. Po chwili milczenia dodała cicho:

Myślę, że powinniśmy się rozwieść.

Krzysztof zastanowił się, po czym powiedział:

Jestem za. Tylko żadnych alimentów. Sam ci będę dawać pieniądze.

Odwrócił się i wyszedł z kuchni. Chciała zapłakać, ale z pokoju dzieci dobiegł hałas. Bliźniacy się obudzili i domagali się uwagi.

***

Tydzień później spakowała rzeczy, zabrała chłopców i wyprowadziła się. Miała duży pokój w komunalce, który odziedziczyła po babci.

Współlokatorzy byli nowi, więc postanowiła się przedstawić. Z jednej strony mieszkał ponury, choć jeszcze nie stary, mężczyzna, z drugiej jaskrawa pani po sześćdziesiątce. Najpierw zapukała do mężczyzny.

Dzień dobry! Jestem nową sąsiadką, kupiłam ciasto, może pan przyjdzie na herbatę?

Starannie się uśmiechnęła. Mężczyzna obrzucił ją wzrokiem, burknął:

Nie jem słodyczy. I zatrzasnął drzwi przed nosem.

Wzruszyła ramionami i poszła do Zofii Piotrownej. Ta zgodziła się na herbatę, ale tylko po to, by wygłosić przemowę.

Słuchaj, dziewczyno, ja odpoczywam w dzień, bo wieczorami oglądam seriale. Mam nadzieję, że twoje urwisy nie będą mi przeszkadzać. I proszę, nie pozwalaj im biegać po korytarzu, niech nie dotykają, niech nie brudzą i nie niszczą!

Mówiła długo, a Weronika z goryczą myślała, że życie tutaj nie będzie łatwe.

***

Zapisała chłopców do przedszkola, a sama zatrudniła się tam jako pomoc. Wygodnie pracowała do godziny, gdy trzeba było odebrać Dominika i Jacka. Płacili grosze, ale Krzysztof obiecał pomagać.

Przez pierwsze trzy miesiące rozwodu rzeczywiście przysyłał pieniądze. Ale po rozprawie minęło tyle samo czasu, a od niego cisza. Weronika od dwóch miesięcy nie mogła zapłacić za czynsz.

Relacje z Zofią Piotrowną pogarszały się z dnia na dzień. Pewnego wieczoru, gdy karmiła chłopców w kuchni, weszła sąsiadka w atłasowym szlafroku.

Kochanie, mam nadzieję, że rozwiązałaś już swoje problemy finansowe? Nie chciałabym stracić prądu czy gazu przez was.

Jeszcze nie westchnęła. Jutro pojadę do byłego męża, zupełnie zapomniał o dzieciach.

Zofia Piotrowna podeszła do stołu.

Ciągle karmisz ich makaronem Wiesz, że jesteś złą matką?

Jestem dobrą matką! A tobie radzę nie wtykać nosa, gdzie nie trzeba, bo możesz go stracić!

Zrobił się harmider. Zofia Piotrowna wrzeszczała, że aż uszy puchły. Na hałas wyszedł Tomasz, sąsiad z drugiej strony. Słuchał, jak kobieta przeklina Weronikę, dzieci i cały świat, po czym wrócił do siebie. Za minutę był z powrotem. Rzucił na stół przed Zofią Piotrowną pieniądze i powiedział:

Zamknij się. Masz na czynsz.

Kobieta zamilkła, ale gdy Tomasz zniknął, syknęła do Weroniki:

Pożałujesz tego!

Zignorowała te słowa. I bardzo źle zrobiła. Następnego dnia pojechała do Krzysztofa. Wysłuchał jej i odparł:

Teraz ciężki okres, nie mogę ci pomóc.

Krzyś, żartujesz? Muszę czymś nakarmić dzieci.

No to karm, nie zabraniam.

Wniosę o alimenty.

Proszę bardzo, oficjalnie zarabiam grosze, więc dostaniesz łzy. I postaraj się więcej nie zawracać mi głowy!

Wracając do domu, płakała. Do wypłaty tydzień, a pieniędzy prawie nie było. Ale w domu czekała kolejna niespodzianka posterunkowy. Zofia Piotrowna doniosła na nią. Twierdziła, że Weronika grozi jej śmiercią, a dzieci są głodne i zaniedbane.

Godzinę tłumaczyła się policjantowi, który na koniec stwierdził:

Muszę zgłosić to do opieki społecznej.

Ale o co chodzi? Nic złego nie zrobiłam.

Takie procedury. Sygnał jest, trzeba go sprawdzić.

Wieczorem Zofia Piotrowna znów przyszła do kuchni.

Słuchaj, moja droga, jeśli twoje dzieci jeszcze raz zakłócą mój spokój, zgłoszę to prosto do opieki!

Co pani robi? Oni są dziećmi! Nie mogą siedzieć w miejscu!

Gdybyś je normalnie karmiła, to by spały, a nie szalały!

Wyszła, a chłopcy przestraszeni patrzyli na matkę.

Jedzcie, kochani. Ciocia żartuje, ona jest dobra.

Odwróciła się do kuchenki, by ukryć łzy, i nawet nie zauważyła, że wszedł Tomasz. Niósł wielką torbę. Otworzył lodówkę i zaczął wkładać do niej jedzenie.

Tomku, przepraszam, pomyliłeś lodówki.

Nie odpowiedział. Zapakował wszystko i wyszedł bez słowa. Weronika nie wiedziała, co powiedzieć.

Po wypłacie zapukała do sąsiada. Otworzył od razu, mrukliwy jak zwykle.

Tomku, wisi mi u ciebie za zakupy. Masz dwie tysiące, resztę przyniosę później.

Idź, nie trzeba.

Znów zamknął drzwi. Nie zdążyła zareWeronika uśmiechnęła się przez łzy i przytuliła chłopców mocniej, wiedząc, że od teraz nie będą już sami.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 2 =

Nie zamierzała dłużej tego znosić.