Nie żałuj. To oznacza, że nie kochałeś.

Dziś znów wracam myślami do tamtej nocy…

„Nie ubierzesz czegoś cieplejszego? Na dworze minus dwadzieścia pięć, a w nocy ma być jeszcze zimniej” – powiedziała mama, zaglądając do mojego pokoju.

„Nie zdążę zmarznąć, przecież niedaleko. Nie pójdę na urodziny w dżinsach” – odparłam, kręcąc się przed lustrem i poprawiając pasek sukienki.

„Czy Dominik po ciebie przyjdzie?” – dopytywała się mama.

„Nie, ma jeszcze coś do zrobienia u kolegi. Naprawia komputer” – odpowiedziałam beztrosko.

„Mógłby to zostawić na jutro. Nie podoba mi się, że idziesz sama” – upierała się mama.

„Mamo, nikt już na to nie zwraca uwagi. Nie ma w tym nic złego. Spóźnię się i tak, już wychodzę” – włożyłam buty do torby i podeszłam do przedpokoju.

Wiedziałam, że mama nie lubi Dominika. Wszystko przez ten pocałunek, którego był świadkiem. „To nie wypada. Powinnaś mieć więcej godności” – mówiła później, gdy tylko wyszedł.

Wciągnęłam ciepłe kozaki, narzuciłam długi puchowy płaszcz, owinęłam szyję miękkim szarą.

„Czapki też nie założysz?” – załamała ręce mama.

„Ukręciłam włosy, jaką czapkę? Już idę” – otworzyłam drzwi i szybko wybiegłam z mieszkania.

Mama jeszcze coś wołała za mną, ale już biegłam po schodach w dół, myśląc tylko o wieczorze pełnym śmiechu i spotkaniu z Dominikiem.

Nasz związek rozwijał się szybko i namiętnie. Czułam, że niedługo się oświadczy.

Mróz od razu szczypał w policzki i dłonie, próbując wcisnąć się pod obszerny płaszcz. Podniosłam szalik wyżej, wtuliłam w niego nos i przyspieszyłam. „Żeby tylko Dominik się zjawił jak najszybciej” – myślałam. Telefonowałam do niego pół godziny wcześniej. „Nie przeszkadzaj mi, wtedy przyjdę szybciej” – odpowiedział krótko.
Nie dzwoniłam więcej.

W klatce schodowej odsunęłam szalik od twarzy. Nie czekałam na windę, weszłam po schodach, żeby się rozgrzać. Mimo że mieszkałam dwa bloki dalej od Natalii, zdążyłam zmarznąć.

Drzwi do mieszkania, za którymi słychać było muzykę, były uchylone. Ktoś, kto wychodził zapalić, nie domknął ich. Albo gospodyni celowo zostawiła je otwarte dla spóźnialskich. „Dobrze, mniej uwagi na mnie” – pomyślałam i weszłam do półmrocznego przedpokoju. Od razu ogarnęła mnie muzyka i gwar gości.

Zrzuciłam płaszcz, wsunęłam szalik do rękawa. Na wieszaku wisiały już trzy grube kurtki jedna na drugiej. Natalia zaprosiła tłum. Ledwo upchałam swój płaszcz. Wsunęłam buty na nogi, wzdrygnęłam się z zimna i weszłam do pokoju.

Światło raziło po ciemnym korytarzu, a muzyka sprawiła, że serce zaczęło bić mocniej. Kilkanaście osób tańczyło wokół stołu, zajmując całą przestrzeń. Nikt mnie nie zauważył. Rozglądałam się za Natalią, ale jej nie było.

Przeciskałam się w stronę kuchni, omijając tańczących. Już miałam otworzyć drzwi, gdy nagle rozchyliły się same. Natalia, z rozognionymi policzkami i triumfującym uśmiechem na ustach, wpadła na mnie. Zaskoczenie zmiotło ten uśmiech w chwilę.

Za nią stał Dominik. Przygładzał palcami rozczochrane włosy.

„Już jesteś?” – zapytałam, spoglądając na Natalię.

Odzyskała już zimną krew i uśmiechała się, jakby nic się nie stało.

„Impreza w pełni. Co tak późno?” – zapytała. „Idziemy tańczyć? A może najpierw coś wypijesz?” – minęła mnie bez słowa.

„Nie zadzwoniłeś. Nie zauważyłeś, że mnie nie ma? A może byłeś zbyt zajęty?” – zapytałam, a w głosie czuć było łzy.

„Nie zdążyłem. Sam dopiero co przyszedłem” – Dominik pochylił się, żeby mnie pocałować, ale odsunęłam się.

Poczułam zapach perfum Natalii.

„Ola, o co ci chodzi? Kroiliśmy tylko kiełbasę” – próbował się tłumaczyć.

„Zetrzyj szminkę z policzka. Oddaj jej to” – wepchnęłam mu do rąk prezentową torbę.

Ledwo ją złapał, a ja już przedzierałam się przez tłum do wyjścia. W przedpokoju zdjęłam buty, wsunęłam kozaki, wyrwałam płaszcz z wieszaka i wybiegłam. Szalik wysunął mi się z rękawa na schody. Schyliłam się po niego, gdy z mieszkania wybiegł Dominik. Ruszyłam biegiem w dół.

„Ola, wszystko źle zrozumiałaś!” – krzyknął za mną.

Wybiegłam na mróz, który znów ścisnął twarz. Przypomniałam sobie o butach, ale nie było sensu wracać. „Jak on mógł? Przyszedł wcześniej i nawet nie zadzwonił, nie szukał mnie… A ta przyjaciółka? Zdrajcy…” Łzy dusiły mnie w gardle. Szłam w przeciwną stronę niż dom. Zorientowałam się dopiero, gdy rzęsy zmarzły od płaczu, a czubek nosa przestał czuć.

„Gdzie teraz? Do domu? Mama będzie pytać, uspokajać, mówić, że od początku nie lubiła Dominika… Może do kościoła? Powinna być pasterka. Nie, tam będzie tłum, a do tego daleko.”

Rozejrzałam się. Byłam już dość daleko. Weszłam do sklepu, żeby się ogrzać. Żałowałam teraz tej sukienki. Mróz wchodził do kości, mimo płaszcza. „Rozchoruję się. Niech im będzie wstyd…” Ocierałam nos. Tusz pewnie się rozlał od łez i szronu.

W sklepie było pusto. Kasjerka patrzyła na mnie ciekawie. Zdjęłam szalik z szyi i narzuciłam go na głowę, końce owinęłam wokół szyi. Znów wyszłam w mróz.

Nagle usłyszałam chrzęst śniegu i czyjś oddech. Spojrzałam i zobaczyłam chłopaka w czarnym kapturze.

Zdałam sobie sprawę, że jesteśmy sami na ulicy. Przyspieszyłam, ale on szedł za mną. Wkrótce brakowało mi tchu.

„Uciekasz przed kimś?” – zapytał.

Udawałam, że nie słyszę. Myślałam, że odejdzie, jeśli nie zareaguję. Ale szedł dalej, jak przyklejony.

„Ktoś cię skrzywdził? Rzucił cię? Nie żałuj. Jeśli odszedł, to znaczy, żeJeszcze wtedy nie wiedziałam, że ten chłopak w kapturze, który nazywał się Kacper, stanie się miłością mojego życia i ojcem naszych dzieci, a tamta grudniowa noc będzie początkiem czegoś piękniejszego, niż kiedykolwiek śmiałam marzyć.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 + 12 =

Nie żałuj. To oznacza, że nie kochałeś.