Nie z tej ziemi

Jadwiga od dziecka była delikatna i pełna dobroci. Mama zawsze powtarzała:

Nasza córeczka odziedziczyła po dziadku Grzegorzu charakter on był człowiekiem, który pomagał każdemu, choć nie żył długo. A więc Jadwiga, choć jeszcze mała, już teraz ratuje każdą biedną biedronkę.

Gdy Jadwiga dorosła, skończyła szkołę, wzięła pracę i zamieszkała samodzielnie w mieszkaniu swojego dziadka, starego Grzesia, w jednej z kamienic na Starym Mieście w Warszawie. Pozostała taką samą życzliwą, sprawiedliwą, zawsze gotową nieść pomoc ludziom i zwierzakom, choć niektórzy kręcili nosem.

Coś jej w nosie nie gra, aż tak odważna, nie z tej ziemi szeptali sąsiedzi.

Pewnego deszczowego, jesiennego popołudnia Jadwiga wracała z marketu i zobaczyła przed sobą staruszkę, która z trudem dźwigała dwa półpuste torby.

O Boże, jak drżą te starcze ręce, jak zgięte jest kręgosłup pominęła w myślach, łaskawie patrząc na kobietę.

Podbiegła i rozpoznała w niej Marię Iliniczną, mieszkankę tego samego podwórka.

Dzień dobry, proszę, pomogę! od razu wzięła torby z jej dłoni.

Starsza najpierw się cofnęła, przerażona, potem niepewnie się uśmiechnęła.

Dziękuję, kochana, ale mieszkam na czwartym piętrze

Wiem, a ja mieszkam na drugim odparła Jadwiga z błyskiem w oku.

Kiedy już wniosła torby do mieszkania Marii, zauważyła, że wnętrze zalega warstwa kurzu i bałagan.

Marianno, może pomogę z porządkami? Widzę, że jest ciężko. Mogę wrócić później, najpierw zniosę własne zakupy zaproponowała.

Nie, nie, nie marnuj na mnie czasu odpowiedziała staruszka, ale Jadwiga nie dała się zniechęcić.

Od tego dnia regularnie odwiedzała Marię, przynosząc jedzenie, leki i czasem wspólny herbatek. Jadwiga uwielbiała słuchać, jak babcia grała na starym pianinie, które mąż podarował jej, gdy urodził się ich syn. Samej Jadwiga nie poszła już na studia muzyczne zrobiła to na życzenie mamy ale kiedy podeszła do klawiszy, płynęły nuty tak naturalnie, jakby to był jej drugi język.

Na klatkę schodową natknęła się z kolei na Tamara Siergiejewną, starszą sąsiadkę z piątego piętra.

Jadwigo, widzę, że wzięłaś się za Marię. Dobrze robisz. Szkoda tylko, że jej syn z żoną mieszkają w Niemczech, bogaci, a wnuki w Krakowie, przyjeżdżają rzadko, niby czekają na jej odejście. Co za plotki mruknęła Tamara.

Jadwiga skinęła głową, nie wierząc w te opowieści.

Co tam z bogactwem, Marianno? Jedno pianino i trochę solidnych mebli, a już plotkują pomyślała sobie i uśmiechnęła się pod nosem.

Wieczorem przyniosła babci ciasto i weszła w kuchnię.

Zaparzę herbatę, zaraz radośnie rzekła Jadwiga.

Nie musisz się tak męczyć, kochana odparła Maria, choć oczy jej lśniły.

Po prostu chciałam zrobić Ci przyjemność i sobie trochę uprzyjemnić dzień uśmiechnęła się sąsiadka.

Podczas herbaty Maria opowiadała o wojennym dzieciństwie, o zmarłym mężu, o synu, który wyjechał do Berlina, i o rzadkich wizytach wnuków, które przypominały zimowe przedsmakowanie. Jadwiga wtrąciła:

A małe wnuczki? zapytała.

Wnuczki zadrżał głos starszej, uznają mnie za starą babcię, której umysł już nie służy. W zeszłym roku przyjechał Garik, chropowaty, ale przyniósł owoce. Na odjazd mruknął: Och, babciu, już cię mam dość, idź sobie na górę. westchnął i milczał.

Zima przyniosła przeziębienie. Jadwiga odwiedzała Marię po pracy, przynosząc jedzenie, leki i czasem prośbę:

Kochana, zagraj na pianinie, bardzo bym tego chciała usłyszeć

Palce Jadwigi delikatnie dotknęły klawiszy, a melodia wypełniła pokój. Maria zamknęła oczy, nasłuchując i zapewne wspominając dawne lata. Tak stało się ich codziennym rytuałem opowieści i ciche dźwięki.

Czas mijał, zdrowie Marii słabło, lekarz z przychodni napotykał ją co wieczór. Pewnego dnia, gdy Jadwiga ścierała kurz i wycierała podłogę, staruszka nagle odezwała się:

Wiesz, kochana, napisałam testament. Mieszkanie pójdzie wnukom, bo i tak go tak czekają. A pianino chcę, żeby trafiło właśnie do Ciebie.

Jadwiga zamarła.

Nie, proszę, nie potrzebuję niczego, nie chcę, żeby wnuki mnie w czymś oskarżyły protestowała.

Nic nie szkodzi, wiem wszystko i wszystko załatwiłam, jak przystało odparła Maria.

Wiosna nadeszła, a Maria już nie wstawała z łóżka, częściej wzywała lekarza, a Jadwiga dbała, by leki podawane były na czas. Gdy w końcu dziewczyna otarła podłogę i usiadła przy właścicielce mieszkania, ta wyszeptała:

Nie zapomnij o pianinie, ono ma być Twoje, nie zapomnij bardzo tego chcę.

Następnego ranka Jadwiga wybiegła do pracy, a Maria już nie otworzyła oczu. Zadzwoniła natychmiast do Garika, syna babci, na numer podany w telefonie.

Na pogrzebie Jadwiga płakała, jakby straciła własną matkę. Wnukowie przyjechali, żeby ogłosić podział majątku, i wprowadzili ją do pustego pokoju. W samym środku stało pianino jedyne, co pozostało w mieszkaniu.

Kiedy przywieziecie już pianistę, żeby wnieść to piękno do mojego domu? zapytał Garik, przystojny, lekko zarozumiały młodzieniec, spoglądając na Jadwigę z wyraźnym wyrazem: Pamiętaj o naszej babci.

Jadwiga poczuła mieszankę wdzięczności i żalu. Delikatnie wytarła kurz z instrumentu, łzy płynęły po policzkach, choć nie do końca z powodu smutku może raczej z podziękowań.

Dziękuję, Mario Iliniczno, najżyczniejsza dusza szepnęła.

Kilka dni nie grała, bo serce nie chciało. Pewnego wieczoru, po kolacji, otworzyła wieko pianina i natrafiła na małą zawiniątko owinięte w jedwabną tkaninę. Rozwinęła je i znalazła małą szkatułkę, w której leżały błyskotki i list:

Jadwigo, kochana, to dla Ciebie. Za Twój rok poświęceń, który był dla mnie szczęśliwy, bo nie byłam sama. Bądź szczęśliwa tak bardzo tego pragnę. Jeśli zechcesz je sprzedać, sprzedaj, ale zostaw sobie przynajmniej jedno pierścionek jako pamiątkę po mnie.

W szkatułce były pierścionki, kolczyki, bransoletki, dwa naszyjniki oraz zdjęcie młodej Marii. Jadwiga zapłakała nad tym bogactwem, które spadło w jej ręce. Po chwili wybrała jeden pierścionek, założyła go i ponownie dotknęła klawiszy melodia rozbrzmiała łagodnie.

Szkatułka leżała otwarta. Rozglądając się po klejnotach, przyszło jej niecodzienne pomysły. W sobotę wzięła ją, zapakowała do torby i ruszyła do lombardu.

To rodzinne kosztowności? zapytał zaskoczony rzeczoznawca.

Tak, bardzo cenne odparła.

Po otrzymaniu pieniędzy wróciła do domu, a potem udała się na przedmieścia Warszawy, do opuszczonego, ogromnego dwupiętrowego domu z rozległym ogrodem, w którym cegła kryła się pod popękaną tynką. Dom był wciąż solidny, choć wymagał pilnego remontu.

Usiadła przy pianinie i zagrała klasyczną muzykę. Niedługo potem zwróciła się do pośrednika nieruchomości, by kupić ten budynek.

Naprawdę chcesz go kupić? Potrzeba tu gruntownego remontu zdziwił się pośrednik.

Tak, dokładnie ten dom potwierdziła Jadwiga.

Ośmiu miesięcy później po gruntownej renowacji otwarto w tym domu dom opieki dla samotnych seniorów. W przestronnym salonie stało pianino, a wokół wygodne kanapy i fotele. Pierwszymi mieszkańcami zostali dziadek Janusz Semenowicz oraz dwie babcie, Anna i Grażyna, dwie siostry, które straciły mieszkanie po pożarze. Z czasem przybyło kolejnych.

Często Jadwiga siadała przy pianinie i grała klasykę, bo podopieczni prosili:

Jadwigo, zagraj coś proszę

Grała z oddaniem, czując, że gdzieś w tle szepcze Maria Iliniczna: Brawo, kochana.

Jadwiga stała się właścicielką tego przytulnego domu, który mieszkańcy nazywają Naszym Domem. Dziennikarze przyjeżdżają, piszą artykuły i pytają:

Sprzedaliście kosztowności i otworzyliście dom opieki? Czy nie żałujecie?

Żadnej kropli żalu uśmiecha się Jadwiga. Czyż nie przyjemnie patrzeć na szczęśliwych, starszych ludzi? Grająca babcia Głucha dzierga skarpetki, a Janusz Semenowicz rozgrywa szachy, czekając na partnera, dziadka Ignacego. Wiem, że Maria jest zadowolona z tego, co zrobiłam z jej skarbami. Ja dostałam coś więcej miłość i dobroć.

Po dwóch latach Jadwiga wyszła za mąż za Stasia, który chętnie pomagał żonie, również o wielkim sercu i ogromnej empatii. Razem prowadzili dom, troszcząc się o seniorów i grając, kiedy tylko miał miejsce choćby najmniejszy dźwięk pianina.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + osiemnaście =

Nie z tej ziemi