Nie wytrzymała
Składam pozew o rozwód powiedziała spokojnie Weronika, podając mężowi kubek herbaty. A właściwie już złożyłam.
Wypowiedziała to z taką zwyczajnością, jakby mówiła o czymś zupełnie codziennym. Czymś w stylu: na obiad będzie kurczak z warzywami.
Mogę zapytać, z jakiego… No dobra, nie przy dzieciach Paweł, widząc dwa bardzo zaaferowane oblicza, mówił ciszej, stonowanym tonem. Co ci we mnie nie pasuje? I nie wspominam nawet, że dzieciom potrzebny jest ojciec.
Myślisz, że nie znajdę im drugiego taty? Weronika teatralnie przewróciła oczami i lekko się uśmiechnęła. Co mi nie pasuje? Wszystko! Liczyłam, że życie z tobą będzie spokojne jak tafla jeziora, a nie jak rwąca rzeka!
Słuchajcie, chłopaki, wszystko zjedliście? Pawłowi nie uśmiechało się kontynuować tej rozmowy przy dzieciach. Marsz się pobawić. I nie podsłuchiwać! rzucił jeszcze do synów, wiedząc, że zawsze muszą być blisko akcji. No to możemy dokończyć.
Weronika zacisnęła usta z niezadowoleniem. Nawet teraz potrafi rozstawiać ludzi po kątach! Udaje ojca roku…
Mam już tego życia dość. Nie chcę siedzieć codziennie po osiem godzin w pracy, uśmiechać się do kolegów i użerać się z klientami Chcę spać do południa, chodzić po drogich butikach, odwiedzać najlepsze salony kosmetyczne. A ty mi tego nie zapewnisz. Wystarczy! Oddałam ci najlepsze dziesięć lat mojego życia
Możesz się obyć bez tych wielkich słów? przerwał oschle Paweł, nadal formalnie jej mąż. To nie ty przed dziesięcioma laty tak się starałaś, żeby zostać moją żoną? Ja przecież nie pałałem wielką ochotą na ożenek.
Pomyliłam się, każdemu się może zdarzyć.
Rozwód odbył się szybko i bez rozgłosu. Paweł, choć niechętnie, zostawił chłopców Weronice, pod warunkiem, że każdy weekend i wakacje będą spędzać u niego. Weronika bez trudu przystała na to.
Pół roku później Paweł przedstawił dzieciom swoją nową żonę. Uśmiechnięta i pogodna Lubomira od razu zdobyła serca chłopców. Wprost nie mogli się doczekać weekendów, co strasznie drażniło matkę.
Jeszcze bardziej Weronikę denerwował fakt, że Paweł odziedziczył spory majątek po jakimś stryjecznym wuju, kupił duży dom na obrzeżach Warszawy, i żyje sobie bez zmartwień. Pracować dalej nie przestał, alimenty płaci symboliczne, woląc sam ubierać synów od stóp do głów i zapewniać im wszelkie możliwe gadżety. Nawet te skromne alimenty sam nadzoruje!
I dlaczego ona nie mogła wytrzymać jeszcze tych kilku miesięcy? Gdyby Weronika tylko wiedziała Ach, jak bardzo teraz żałuje!
Może jednak nie wszystko stracone?
*************************
Może wypijemy herbatę? Jak za dawnych, dobrych czasów próbowała z uśmiechem, zalotnie kręcąc pasmo długich włosów na palcu. Króciutka sukienka podkreślała jej atuty, a perfekcyjny makijaż odejmował lat. Naprawdę włożyła w ten wygląd wiele wysiłku i prezentowała się olśniewająco!
Nie mam czasu odpowiedział Paweł, rzucając obojętne spojrzenie byłej żonie. Chłopcy gotowi do wyjścia?
Szukają jeszcze czegoś, pewnie z dziesięć minut się zejdzie, dobrze ich znam, westchnęła rozczarowana Weronika, ale nie ustępowała. Może spędzimy razem Sylwestra? Kacper z Jurkiem pół dnia ubierali choinkę.
Ustaliliśmy w sądzie, że ferie i święta są moje. A my jedziemy w piękną podkarpacką wieś dużo śniegu, górki na narty i snowboard. Lubomira wszystko już zaplanowała.
Ale to rodzinne święto
No właśnie, więc spędzimy je razem z rodziną. Jeszcze się poskarżysz, to pociągnę cię po sądach i chłopców zabiorę.
Ledwie za byłym mężem z zadowolonymi synami zamknęły się drzwi, Weronika w złości rozbiła na kawałki drogą porcelanę, którą kiedyś dostała od nich na ślub. Lubomira… znowu ta cała Lubomira! Co ona się zawsze wtrąca? Udaje szczęśliwą macochę, pewnie tylko czeka, aż dzieci wrócą do domu. Tylko Weronika wie, jak bardzo jej synowie potrafią dać popalić!
A gdyby tak spróbować? Uśmiechnęła się z satysfakcją. Jeszcze wszystko może się odmienić. W końcu cały dom Pawła i jego złotówki znów mogą być w jej zasięgu…
********************
I co to niby jest? Paweł uniósł pytająco brwi, widząc walizki na progu.
No jak to co? Rzeczy. Kacpra i Jurka, Weronika lekko szturchnęła wypchaną walizkę, która się zachwiała. Uznałam, że skoro ty już sobie życie ułożyłeś, to teraz moja kolej. Ale sam rozumiesz, nie każdy facet chce wychowywać cudze dzieci, więc od dziś chłopcy będą mieszkać z tobą. O wszystkim już zawiadomiłam opiekę społeczną, została tylko formalność. Zresztą, radź sobie jadę na urlop z bardzo perspektywicznym adoratorem.
Zostawiając osłupiałego Pawła w progu, Weronika powoli ruszyła do czekającego na nią samochodu. C ciekawe, ile ta święta Lubomira wytrzyma z dwoma urwisami? Tydzień? Dwa? Raczej dwa A Paweł, gdy stanie przed wyborem między dziećmi i żoną, niechybnie wybierze chłopców. I wróci do niej razem z pieniędzmi
Mijały dwa tygodnie. Miesiąc. Dwa. A byłej żony nikt nie prosił o zabranie dzieci. Według synów Lubomira nigdy nawet nie podniosła na nich głosu! Jakim cudem? Te dwa łobuziaki nagle zamieniły się w aniołki? To niemożliwe!
Jak chłopcy się zachowują? Nie masz już ich dosyć? Weronika nie wytrzymała i zadzwoniła do byłego męża.
Są grzeczni, pomagają, słuchają się, głos Pawła wyraźnie zmiękł, gdy usłyszał o dzieciach. Złote chłopaki!
Tak? przecierała oczy Weronika. A ze mną ciągle broili
Bo z dziećmi trzeba się zajmować prychnął pogardliwie Paweł. A ty wiecznie wpatrzona w telefon. Zresztą, informuję cię przeprowadzamy się. Jak będziesz chciała, mogę przywieźć chłopców na ferie.
Jak to? Przecież to też moje dzieci!
Sama zrzekłaś się praw odparł z rozbawieniem Paweł. No, matka roku…
Weronice pozostało tylko gryźć palce. Męża nie odzyskała (a raczej jego pieniędzy), z nowym wybrankiem nie wyszło, a dzieci będą daleko. Nie zamierzała za nimi szczególnie tęsknić za bardzo spodobało jej się życie po swojemu.
Co za niesprawiedliwość? Przecierpieć dziesięć lat i zrezygnować tuż przed metą dostatniego życia…
To nie fair…



