Nie wytrzymała – Składam pozew o rozwód – powiedziała spokojnie Weronika, podając mężowi kubek herb…

Nie wytrzymałam

– Składam pozew o rozwód powiedziała spokojnie Weronika, wręczając mężowi kubek herbaty. A właściwie już złożyłam.

Wypowiedziała to tak normalnym tonem, jakby rozmawiała o codziennych sprawach. Czymś w stylu: dziś na obiad kurczak z warzywami.

– Pozwolisz zapytać, z jakiego Hm, dobra, nie przy dzieciach Marek, widząc dwie mocno zaniepokojone buzie chłopców, mówił ciszej, łagodniej. Czym ci zawiniłem? I nie wspominając już o tym, że chłopcom potrzebny jest ojciec.

– Myślisz, że innego ojca nie znajdę? Weronika teatralnie przewróciła oczami i uśmiechnęła się z przekąsem. Czym mi zawiniłeś? Wszystkim! Liczyłam, że życie z tobą będzie jak spokojne jezioro, a jest niczym wzburzona rzeka!

– No dobra, chłopaki, pojedliście już? Marek nie chciał ciągnąć tej rozmowy przy synkach. Do zabawy! I nie podsłuchiwać! zawołał za nimi, wiedząc, jak są ciekawscy i wszędobylscy. A teraz możemy rozmawiać dalej.

Weronika niezadowolona zacisnęła usta. I tu musi wszystkim rządzić! Udaje ojca roku…

– Mam już dość takiego życia. Nie chcę codziennie spędzać po osiem godzin w pracy, uśmiechać się do kolegów, tłumaczyć się przed klientami Chcę spać do południa, chodzić po drogich butikach, do kosmetyczek i fryzjerów. Ty nie możesz mi tego zapewnić. Więc koniec! Oddałam ci najlepsze dziesięć lat mojego życia…

– Może bez tych wzniosłych słów? przerwał jej chłodno Marek. To nie ty przypadkiem dziesięć lat temu robiłaś wszystko, żeby się do mnie przytulić? Ja za bardzo się nie paliłem do ślubu.

– Pomyliłam się, każdemu się zdarza.

Rozwód przebiegł szybko i bez hałasu. Marek, choć z oporem, zgodził się, by chłopcy zostali z matką, pod warunkiem, że wszystkie weekendy i wakacje spędzają z nim. Weronika zgodziła się bez problemu.

Pół roku później Marek przedstawił synkom swoją nową żonę. Uśmiechnięta, życzliwa Luba od razu podbiła serca chłopców i nie mogli się doczekać każdego kolejnego weekendu, czym doprowadzali swoją mamę do szału.

Jeszcze bardziej irytowało ją to, że Marek otrzymał spadek po jakimś dalekim wuju, kupił duży dom pod Warszawą i żyje sobie wygodnie. Prawda, pracy nie rzucił, alimenty płaci raczej symboliczne, bo sam ubiera chłopców od stóp do głów i obsypuje ich różnego rodzaju gadżetami. I nawet te alimenty rozlicza!

Czemu nie mogła poczekać tylko tego nieszczęsnego pół roku? Gdyby Weronika tylko wiedziała… O, wtedy by nie odeszła!

Ale może jeszcze nie wszystko stracone?

******

– Może napijemy się herbatki? Jak za dawnych, dobrych czasów kobieta uśmiechała się znacząco, zawijając na palcu kosmyk długich włosów. Króciutka sukienka podkreślała zalety figury, dobrze nałożony makijaż ujmował jej lat… Naprawdę się postarała, wyglądała rewelacyjnie!

– Nie mam czasu odpowiedział Marek, nawet nie patrząc na byłą żonę. Chłopcy już gotowi?

– Jeszcze czegoś szukają, znając ich, potrwa to z dziesięć minut wyciągnęła z nadzieją Weronika, nie zamierzając jednak rezygnować. Może razem spędzimy Sylwestra? Kacper i Jurek pół dnia ubierali choinkę.

– Ustaliliśmy jeszcze w sądzie, że ferie są moje. Sylwestra spędzamy w mojej ulubionej miejscowości w górach; jest masa śniegu, można jeździć na nartach i snowboardzie. Luba już wszystko zorganizowała.

– Ale to rodzinne święto

– I właśnie będziemy świętować całą rodziną. Zaczniesz się czepiać, wystąpię o pełną opiekę.

Ledwie za byłym mężem i szczęśliwymi synkami zamknęły się drzwi, Weronika z wściekłością rozbiła serwis porcelanowy, który dostali w prezencie ślubnym. Luba… znów ta Luba! Wciąż miesza się w nie swoje sprawy, robi dobrą minę, udaje, że kocha chłopców, a pewnie odlicza dni do ich powrotu do domu. Kto jak kto, ale Weronika wie, jak bardzo są niesforni i rozkapryszeni!

A może… tak, to jest myśl. Kobieta zadowolona uśmiechnęła się sama do siebie. Jeszcze wszystko może się ułożyć po mojej myśli. Wkrótce wszystkie pieniądze Marka będą należeć wyłącznie do mnie…

******

– Co to jest? zapytał Marek, widząc walizki w przedpokoju.

– Co? Walizki Kacpra i Jurka Weronika kopnęła jedną z nich, a ta ledwo utrzymała równowagę. Uznaję, że skoro już ułożyłeś sobie życie na nowo, ja również chcę spróbować. Ale chyba rozumiesz, że nie każdy mężczyzna zechce wychowywać cudze dzieci, więc chłopcy przeprowadzają się do ciebie. Byłam już w opiece społecznej, poinformowałam ich, zostało tylko zakończyć formalności. To już twoje zadanie, ja wyjeżdżam na urlop z bardzo obiecującym kawalerem.

Pozostawiając osłupiałego Marka, Weronika ruszyła spokojnie do czekającego na nią auta. Ciekawe, na jak długo ta święta Lubunia wytrzyma? Tydzień, dwa? Najwyżej dwa! Marek, jeśli będzie musiał wybierać: synowie albo nowa żona, na pewno wybierze dzieci. Potem wróci do niej. Razem z pieniędzmi…

Minęły dwa tygodnie. Miesiąc. Dwa. Ale telefonu z żądaniem zabrania dzieci nie było. Z rozmów chłopców wynikało nawet, że Luba ani razu na nich nie krzyknęła! Jak to możliwe? Te dwa urwisy nagle stały się aniołkami? Niewiarygodne!

– I jak chłopcy się zachowują? Jeszcze cię nie zmęczyli? Weronika nie wytrzymała i zadzwoniła do byłego męża.

– Są świetni, nie psocą, pomagają, słuchają się głos Marka zrobił się wyraźnie cieplejszy, gdy mowa o dzieciach. Po prostu złote dzieciaki!

– Tak? zaskoczyła się Weronika. U mnie to wiecznie jakieś numery wywijali…

– Bo z dziećmi trzeba spędzać czas prychnął Marek. Ty zawsze z nosem w telefonie. A tak przy okazji: wyprowadzamy się. Jak zechcesz, mogę przywieźć chłopców na ferie.

– Ale To także moje dzieci!

– Sama zrzekłaś się do nich praw. Marek roześmiał się otwarcie. Nazwij to sobie macierzyństwem.

Weronice pozostało gryźć paznokcie. Męża nie odzyskała (ani jego pieniędzy), z nowym adoratorem się nie udało, a dzieci będą jeszcze dalej niż dotąd. Choć za nimi raczej tęsknić nie będzie za bardzo polubiła poświęcać każdą wolną chwilę wyłącznie sobie.

Gdzie tu sprawiedliwość? Tyle lat czekania, i wszystko przepadło na pół roku przed nowym, wygodnym życiem…

To niesprawiedliwe…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − 13 =

Nie wytrzymała – Składam pozew o rozwód – powiedziała spokojnie Weronika, podając mężowi kubek herb…