Nie wspominaliśmy o alimentach, ustaliliśmy jedynie, że będę przekazywać mężowi pieniądze na wychowanie naszego syna, a on od lat utrzymuje się z moich wypłat.

7 marca 2024, Warszawa

Kiedyś nie sądziłam, że mogę napisać coś takiego w swoim dzienniku, ale dziś czuję, że muszę się wygadać. To ja zdecydowałam się na rozstanie z rodziną, zakochałam się w innym mężczyźnie i zostawiłam męża. Marek uznał, że przez to wszystko powinnam naprawić szkody, które wyrządziłam, a w szczególności jego zranione serce. Nie zezwolił, abym zabrała naszego syna, a on rzeczywiście chciał zostać z ojcem to bolało okrutnie, ale nie miałam serca ani siły ciągnąć go ze sobą na siłę. Wszystko rozstrzygnęliśmy błyskawicznie, dali mi wolną rękę, a ja, żeby nie mieć wyrzutów sumienia, zaczęłam regularnie przelewać im pieniądze najczęściej raz czy dwa razy w miesiącu.

Mój były pracował jeszcze wtedy w jednej z warszawskich firm, zarabiał przyzwoite pieniądze. Jednak kiedy zauważył, że po stronie mojej i mojego nowego partnera, Michała, nie brakuje pieniędzy, całkiem rzucił pracę. Od tamtej pory korzysta tylko z moich przelewów i dołożeń od Michała, uzasadniając, że wszystko jest dla dobra naszego syna.

Z czasem zauważyłam, jakie skutki ma takie postępowanie. Marek zaczął syna rozpieszczać zamawiali jedzenie z najlepszych knajp, syn mógł opuszczać szkołę, kiedy tylko chciał, co chwilę jeździli na wypasione wakacje nad polskie morze albo w Tatry, kupowali najnowszy sprzęt AGD i elektronikę. Nic dziwnego, że chłopiec nabrał lekceważącego stosunku do mnie. Coraz rzadziej chciał mnie widywać. Cokolwiek mu kupowałam albo robiłam tata i tak robił to lepiej, choć, ironicznie, za moje pieniądze. Mój syn, mając jedenaście lat, nawet się nie zastanawiał, skąd właściwie ojciec tak nagle ma tyle pieniędzy, skoro prawie nie wychodzi z domu.

Michał, mój obecny mąż, podrzucił mi myśl, że może przesadzam z tymi pieniędzmi dla Marka i syna. Od jakiegoś czasu zaczęliśmy też zastanawiać się nad przyszłością syna, szczególnie nad finansami na jego studia. Doszliśmy do wniosku, że lepiej odkładać pieniądze na ten cel, zamiast pozwalać Markowi wydawać wszystko na kolejne niepotrzebne przyjemności. Kiedy oznajmiłam Markowi osobiście, że zamierzam zadbać o przyszłość syna i nie będę już wspierać ich w taki sposób, jak dotychczas wygarnął mi, że jestem fatalną matką i kiepską byłą żoną. Rzucił, że pozwie mnie do sądu o alimenty, bo według niego nie płaciłam im tak naprawdę nic.

Skonsultowałam się z prawniczką panią Magdaleną z jednej z kancelarii przy Nowym Świecie i zapewniła mnie, żebym nie przejmowała się jego pogróżkami, bo w tej sytuacji nic nie wskóra. Od lat żyje z moich pieniędzy, a sam nie ma żadnych dochodów. Mimo wszystko mam wrażenie, że to ja wychodzę na tym źle. Czuję, że straciłam syna jeszcze bardziej on myśli, że przestałam troszczyć się o niego i jego ojca. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek zrozumie, jak bardzo mi na nim zależy.

Może kiedyś przyjdzie dzień, w którym zobaczy całą prawdę. Dziś jednak wszystko boli bardziej niż wcześniej.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 − dziesięć =

Nie wspominaliśmy o alimentach, ustaliliśmy jedynie, że będę przekazywać mężowi pieniądze na wychowanie naszego syna, a on od lat utrzymuje się z moich wypłat.