Nie wpuścili córki do domu
A dlaczego jej nie wpuściliście? Natalia w końcu zebrała się na odwagę, by zadać to pytanie, które męczyło ją najbardziej. Przecież wcześniej zawsze ją wpuszczaliście
Mama uśmiechnęła się smutno.
Bo boję się o ciebie, Natalko. Myślisz, że nie widzimy, jak kulisz się w kącie, gdy twoja siostra wpada nad ranem?
Jak chowasz podręczniki, żeby nie zniszczyła?
Przecież ona patrzy na ciebie i się złości. Złości się właśnie przez to, że jesteś normalna.
Ciebie czeka inne życie, a ona swoje dawno temu utopiła w wódce
Natalia zgarbiła się i zastygła nad otwartym podręcznikiem z sąsiedniego pokoju znowu zaczynała się awantura.
Ojciec nawet kurtki nie zdjął, stał pośrodku przedpokoju, ściskał w dłoni telefon i krzyczał.
Nie bajeruj mnie! wrzeszczał do słuchawki. Na co to wszystko roztrwoniłaś?! Minęły dwa tygodnie od wypłaty! Dwa tygodnie, Lucyna!
Z kuchni wyjrzała Jadwiga. Przez chwilę przysłuchiwała się tyradzie męża, po czym spytała:
Znowu?
Wojciech tylko machnął ręką i włączył głośnik z telefonu natychmiast dobiegł szloch.
Starsza siostra Natalii miała niezwykły dar potrafiła wzruszyć nawet kamień.
Ale rodzice po tylu latach nabrali grubej skóry.
Co to znaczy, że cię ktoś wyrzuca? Wojciech zaczął krążyć po ciasnym przedpokoju. I dobrze robi!
Kto by to wytrzymał, to twoje ciągłe nic nie pamiętam?
Spojrzałaś kiedyś w lustro?
Masz trzydzieści lat, a twarz jak zbity pies.
Natalia ostrożnie uchyliła drzwi swojego pokoju na kilka centymetrów.
Tato, proszę szloch nagle ucichł. Wyniósł mi rzeczy na klatkę schodową. Nie mam gdzie iść.
Na dworze deszcz, zimno Przyjadę do was, dobrze? Na kilka dni. Tylko się wyśpię.
Mama podskończyła, chciała odebrać telefon, ale Wojciech stanowczo się odwrócił.
Nie! powiedział stanowczo. Nie ma mowy, żebyś tu wracała.
Ustaliliśmy ostatnio? Ustaliliśmy. Po tym, jak telewizor na lombard wyniosłaś, gdy byliśmy na działce drzwi do tego domu są dla ciebie zamknięte!
Mamo! Mamo, powiedz coś ojcu! rozpaczała Lucyna przez telefon.
Jadwiga zakryła twarz dłońmi. Zaczęła płakać cicho.
Lucynko, jak to się stało wyszeptała matka, nie patrząc na męża. Przecież cię woziłam do lekarzy.
Obiecałaś. Ostatnia terapia miała wystarczyć na trzy lata.
Nie wytrzymałaś nawet miesiąca!
Wasze terapie są do niczego! Lucyna nagle przeszła z żalu do gniewu. Tylko kasę z was wyciągają!
Źle mi jest, rozumiecie? Cała się palę w środku, nie mogę oddychać!
A wy mi o telewizorze
Żałujecie tego pudła!
Kupię wam nowy!
Za co go kupisz? Wojciech się zatrzymał i wpatrzył w punkt na ścianie. Skąd, skoro wszystko już przepiłaś?
Znowu pożyczyłaś od tych swoich znajomków? Albo coś wyniosłaś z mieszkania tego jak mu tam?
Nieważne! odkrzyknęła Lucyna. Tato, nie mam gdzie mieszkać! Chcecie, żebym pod mostem spała?
Idź do noclegowni. Idź, gdzie chcesz głos ojca stał się aż przerażająco spokojny. Tu nie wejdziesz.
Jak jeszcze cię zobaczę pod domem, zmienię zamki.
Natalia siedziała na łóżku, obejmując kolana ramionami.
Zazwyczaj w tych momentach, gdy starsza doprowadzała rodziców do szału, złość wracała do niej.
A ty co, znów siedzisz z telefonem? Cała w siostrę pójdziesz, taka sama wyrośniesz! słowa, jakie słyszała od trzech lat.
A dziś o niej jakby zapomnieli.
Nikt nie krzyczał, nikt się nie czepiał. Ojciec odłożył telefon, rozebrał się i rodzice przeszli do kuchni.
Natalia ostrożnie wyszła do przedpokoju.
Wojtek, tak nie można łkała matka. Ona się zgubi, zupełnie zgubi. Wiesz, jaka jest, kiedy w tym stanie.
Za siebie nie odpowiada.
A ja mam za nią odpowiadać? ojciec głośno postawił czajnik na kuchence. Mam pięćdziesiąt pięć lat, Jadwiga. Chciałbym wracać do domu i po prostu zasiąść w fotelu.
Nie chcę chować portfela pod poduszką! Nie chcę wysłuchiwać narzekań sąsiadek, że ją widziały na klatce z podejrzanymi typami!
To nasza córka powiedziała cicho matka.
Była córką do dwudziestki. Teraz to ktoś, kto wysysa z nas życie.
Jest uzależniona, Jadwiga. Tego się nie odmówi, jeśli sama nie chce.
A ona nie chce. Lubi tak żyć. Obudzi się, znajdzie, wleje jednego i zapomni!
Telefon znów zadzwonił.
Na chwilę rodzice zamilkli, potem odezwał się ojciec.
Słucham.
Tato znowu dzwoniła Lucyna. Siedzę na dworcu. Tu chodzą policjanci, zabiorą mnie, jeśli zostanę.
Proszę
Słuchaj uważnie przerwał jej ojciec. Do domu nie wrócisz. Kropka.
To mam sobie coś zrobić? w głosie Lucyny zabrzmiała groźba. Chcecie, żeby zadzwonili do was z kostnicy?!
Natalia zamarła. To był zawsze ten moment, gdy Lucyna sięgała po najcięższy argument.
Dawniej działało. Matka płakała, ojciec łapał się za serce, siostrze dawali pieniądze, wpuszczali do domu, karmili i myli.
Ale dzisiaj ojciec pozostał nieugięty.
Nie strasz mnie powiedział chłodno. Za bardzo ci na sobie zależy. Zrobimy tak.
Jak? w głosie Lucyny pojawiła się nadzieja.
Znajdę ci pokój. Najtańszy, na obrzeżach miasta. Opłacę pierwszy miesiąc. Dam trochę złotych na jedzenie. To wszystko. Dalej musisz radzić sobie sama.
Znajdziesz pracę, przestaniesz marnować życie będziesz mieszkała.
Jeśli nie za miesiąc wylądujesz na ulicy. I nic mnie już nie obchodzi.
Pokój? Nawet nie mieszkanie? Tato, sama nie dam rady. Boję się.
Tam tam przecież mogą być jacyś podejrzani ludzie.
I jak ja wynajmę cokolwiek, nie mam nic nawet pościeli nie mam, ten drań mi ją zabrał!
Mama zapakuje pościel i ręczniki do torby. Zostawimy u dozorczyni. Przyjdziesz i odbierzesz. Nie wchodź do mieszkania, ostrzegam.
Jesteście okrutni! Lucyna znów wrzasnęła. Własną córkę na wygwizdów! W jakiś chlew!
Sami siedzicie w trzypokojowym, a ja mam się jak szczur po kątach chować?
Mama nie wytrzymała, chwyciła telefon.
Lucyna, przestań! krzyknęła tak głośno, że Natalii dech zaparło. Ojciec ma rację!
To twoja jedyna szansa. Albo pokój, albo ulica.
Decyduj teraz, bo jutro nawet na pokój ci nie damy!
Po drugiej stronie zapadła cisza.
No dobrze w końcu burknęła Lucyna. Podeślijcie mi adres. I przelejcie coś na kartę. Głodna jestem.
Żadnych pieniędzy uciął Wojciech. Kupię jedzenie i dam w paczce. Wiem, na co wydasz każdą złotówkę.
Rozłączył się.
Natalia uznała, że pora się odezwać. Ostrożnie weszła do kuchni, udając, że przyszła napić się wody.
Spodziewała się, że zaraz na nią spadnie fala zebranych pretensji.
Ojciec spojrzy na jej koszulkę i skomentuje, że chodzi jak niedbała.
Mama doczepi się, że nic ją nie obchodzi oni mają takie problemy, a ona chodzi po domu bez zmartwienia.
A tymczasem rodzice ani drgnęli.
Natalio zawołała cicho matka.
Tak, mamo?
Na najwyższej półce w szafie są stare prześcieradła i poszewki. Przynieś, proszę. I włóż do tej niebieskiej torby z komórki.
Dobrze, mamo.
Natalia poszła wykonać polecenie.
Znalazła torbę, wytrzepała jakieś rupiecie.
Nie umiała sobie wyobrazić, jak Lucyna ma sama sobie poradzić.
Przecież makaronu nawet ugotować nie potrafi. A z nałogiem
Natalia wiedziała, że siostra nie wytrzyma dwóch dni bez alkoholu.
Wróciła do pokoju rodziców, wdrapała się na stołek i wyjęła pościel.
Nie zapomnij o ręcznikach! zawołał z kuchni ojciec.
Już włożyłam odpowiedziała Natalia.
Widziała, jak ojciec przeszedł do przedpokoju, założył buty i wyszedł, nie mówiąc ani słowa więcej.
Pewnie pojechał szukać tej nory.
Natalia weszła do kuchni. Mama siedziała bez ruchu.
Mamo, może chcesz tabletkę? spytała cicho, podchodząc bliżej.
Mama spojrzała na nią.
Wiesz, Natalka zaczęła cichym, bezbarwnym głosem. Jak była mała, myślałam: wyrośnie, będzie mi pomagać.
Porozmawiamy o wszystkim.
A teraz tylko się modlę żeby chociaż nie zapomniała adresu tego pokoju. Żeby tam dojechała
Dojedzie Natalia usiadła na krześle Ona zawsze sobie radziła.
Tym razem nie da rady pokręciła głową mama. Ma inne oczy. Puste. Jakby nic już w środku nie zostało.
Sama otoczka, która potrzebuje kolejnej dawki tej trucizny.
Wiem, że się jej boisz
Natalia zamilkła. Zawsze myślała, że rodzice nie widzą jej lęku, że są zbyt zajęci ratowaniem straconej Lucynki.
Myślałam, że macie mnie gdzieś szepnęła.
Mama pogłaskała ją po włosach.
Nie jest nam obojętne. Po prostu nie mamy już siły. Wiesz, jak w samolocie najpierw załóż maskę tlenową sobie, potem dziecku. My od dziesięciu lat próbujemy założyć maskę jej. Dziesięć lat, Natalka!
Leczenie, zaklęcia, terapie prywatne
A przez to my sami ledwo się nie udusiliśmy.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Natalia podskoczyła.
To ona? zapytała z niepokojem.
Nie, tata ma klucze. To pewnie dostawa zakupów, zamawiał przecież.
Natalia otworzyła drzwi. Kurier wręczył jej dwa ciężkie torby.
Zaniosła je do kuchni i zaczęła przekładać. Kasze, konserwy, olej, herbata, cukier nic więcej.
I tak tego nie będzie jeść mruknęła, odkładając paczkę kaszy gryczanej. Ona tylko gotowe rzeczy lubi.
Jak naprawdę zapragnie żyć, to ugotuje odcięła matka, w której głosie zabrzmiała dawna stanowczość. Dość rozpieszczania. Przez nadmiar litości można kogoś wepchnąć prosto do grobu.
Po godzinie wrócił ojciec. Wyglądał, jakby był po trzech zmianach.
Znalazłem powiedział krótko. Klucze są u mnie. Właścicielka starsza nauczycielka, surowa.
Powiedziała: jeśli będzie słychać alkohol, natychmiast wyrzuca.
Uczciwie powiedziałem: To proszę wyrzucić od razu.
Wojtek westchnęła mama.
No co, Jadwiga? Nie będę ludziom ściemniał. Musi znać prawdę.
Wziął torbę z pościelą i produkty. Ruszył do wyjścia.
Zaniosę to wszystko do dozorczyni. Zadzwonię, powiem, gdzie ma odebrać.
Natalia, zamknij drzwi na wszystkie zamki. I nie odbieraj, jak będzie dzwonić na stacjonarny.
Ojciec wyszedł, a mama zamknęła się w kuchni i cicho płakała.
Natalce ścisnęło się serce. Jak to możliwe? Ona nie żyje, tylko wegetuje od libacji do libacji, a rodzicom życie zabiera
***
Rodzicielskie przewidywania się sprawdziły po tygodniu Wojciech dostał telefon od właścicielki pokoju: wyrzuciła lokatorkę z policją.
Lucyna sprowadziła trzech mężczyzn i imprezowała całą noc.
A jednak mama z tatą nie mieli serca zostawić córki Lucynę zawieźli do ośrodka leczenia uzależnień.
Ośrodek zamknięty, dobrze strzeżony obiecano, że przez rok spróbują ją wyprowadzić na prostą.
Kto wie, może jednak zdarzy się cud?…
***
Czasem najtrudniejszą miłością jest ta, którą trzeba umieć postawić granice. Nawet wobec własnego dziecka. By pomóc innym, najpierw trzeba umieć ochronić siebie przed całkowitym wyniszczeniem. W tym też tkwi prawdziwa troska.



