Nie wpuścili córki do domu — Dlaczego jej nie wpuściliście? — odważyła się zapytać Weronika, dręczo…

Nie wpuścili córki za próg

A dlaczego jej nie wpuściliście? zdecydowałem się zadać pytanie, które najbardziej mnie dręczyło. Przecież wcześniej zawsze pozwalaliście jej wejść

Mama uśmiechnęła się gorzko.

Bo boję się o ciebie, Monika. Myślisz, że nie widzimy, jak kulisz się w kącie, gdy twoja siostra wraca w środku nocy? Jak chowasz podręczniki, żeby ich nie zniszczyła? Ona się na ciebie złości, rozumiesz? Złości się, bo jesteś normalna. Przed tobą inna przyszłość, a ona swoją dawno utopiła w butelce

Wcisnąłem głowę w ramiona, zamarłem nad otwartym zeszytem z sąsiedniego pokoju znowu zaczynała się awantura.

Ojciec nawet nie zdjął kurtki stał w korytarzu, ściskając komórkę i krzyczał.

Nie mydl mi oczu! wrzeszczał do telefonu. Na co ty to wszystko przepuściłaś? Dwa tygodnie od wypłaty minęły! Dwa tygodnie, Agnieszka!

Z kuchni wyjrzała mama Anna. Przez chwilę przysłuchiwała się monologowi męża, potem zapytała:

Znowu?

Jerzy tylko machnął ręką i włączył głośnik w słuchawce rozległ się płacz.

Starsza siostra Moniki miała dar potrafiła wzruszyć nawet kamień.

Ale rodzice, po tylu latach, obrastali już pancerzem.

Co znaczy: on cię wyrzucił? zaczął mierzyć krokami ciasny korytarz Jerzy. Słusznie. Kto by znosił twoje wieczne stany upojenia? Spojrzałaś kiedyś w lustro? Trzydzieści lat masz, a twarz jak pobity pies.

Ostrożnie uchyliłem drzwi pokoju o kilka centymetrów.

Tato, proszę płacz niespodziewanie się zatrzymał. Wyniósł mi rzeczy na klatkę schodową. Nie mam dokąd pójść.

Na dworze leje, zimno Przyjadę do was, dobrze? Na kilka dni, tylko żeby się przespać.

Mama chciała chwycić za telefon, ale Jerzy gwałtownie się odwrócił.

Nie! uciął. Twojego ducha tu nie będzie.

Ustaliliśmy przecież ostatnio? Ustaliliśmy. Po tym, jak oddałaś telewizor do lombardu, kiedy byliśmy na działce, drzwi tego domu są przed tobą zamknięte!

Mamo! Powiedz mu coś! krzyczała przez telefon Agnieszka.

Anna zakryła twarz dłońmi. Jej ramiona zaczęły się trząść.

Agnieszka, jak to możliwe powiedziała mama bez spojrzenia na ojca. Przecież woziłam cię do lekarza. Obiecałaś przecież. Ostatni zabieg miał starczyć na trzy lata. Ty nawet miesiąca nie wytrzymałaś!

A te wasze zabiegi to śmiech na sali! żachnęła się Agnieszka, a jej ton natychmiast zmienił się ze skamlącego na agresywny. Naciągają was tylko na kasę!

Źle się czuję, rozumiecie?! Pali mnie w środku, nie mam czym oddychać! A wy o telewizorze

Żal ci telewizora! Kupię wam nowy!

Za co kupisz? Jerzy zatrzymał się, wlepiając wzrok w ścianę. Za co, jeśli wszystko przepiłaś? Znów pożyczyłaś od kolegów? Albo wyniosłaś coś z mieszkania tego swojego jak on się tam nazywał?

Nieważne! wykrzyczała Agnieszka. Tato, nie mam gdzie mieszkać! Chcecie, żebym pod mostem spała?!

Idź do ośrodka dla bezdomnych. Gdzie chcesz, byle nie tu, głos ojca stał się lodowaty. Tutaj nie wrócisz.

Zamki wymienię, jak cię zobaczę pod blokiem.

Usiadłem na łóżku, obejmując kolana rękami.

Zwykle w takich momentach, kiedy starsza siostra doprowadzała rodziców do szału, gniew uderzał rykoszetem we mnie.

A ty co siedzisz? Znów w telefonie? W całą siostrę pójdziesz, też leniwa wyrośniesz! słowa, które słyszałem ostatnie trzy lata.

Dziś jednak o mnie zapomnieli.

Nikt nie krzyczał, nikt nie czepiał się. Ojciec odłożył telefon, przebrał się i wraz z mamą przenieśli się do kuchni.

Ostrożnie wyszedłem na korytarz.

Jerzy, nie można tak rozpaczała mama. Zginie, zupełnie zginie. Przecież wiesz, jaka jest, gdy jest w tym stanie. Ona nie odpowiada za siebie.

A ja muszę za nią odpowiadać? ojciec z hukiem postawił czajnik na kuchence. Mam pięćdziesiąt pięć lat, Anka. Chcę wrócić do domu i usiąść w fotelu.

Nie chcę chować portfela pod poduszkę! Nie chcę słuchać skarg sąsiadów, którzy widzieli ją w windzie z jakimiś typami, którym potem nawrzucała!

To nasza córka, powiedziała cicho mama.

Była córką do dwudziestki. Teraz to ktoś, kto wysysa z nas resztki sił.

Ma ciągły problem z alkoholem, Anka. Tego się nie leczy, jeśli sama nie chce.

A ona nie chce. Podoba jej się takie życie. Wstała, znalazła wino, wypiła, padła!

Telefon znów zadzwonił.

Rodzice na moment zamarli, potem rozległ się głos ojca.

Słucham.

Tato znów telefonowała Agnieszka. Siedzę na dworcu. Tu kręci się policja, zabiorą mnie, jeśli zostanę.

Proszę

Słuchaj mnie uważnie, przerwał jej ojciec. Do domu nie wrócisz. To jest postanowione.

To mam sobie coś zrobić? usłyszałem prowokację w głosie Agnieszki. Chcecie, żebyście odebrali kiedyś telefon z prosektorium?!

Zamarłem. To był jej atut, którego używała za każdym razem, gdy kończyły się inne argumenty.

Kiedyś to działało. Mama zaczynała płakać, ojciec łapał się za serce, dawano jej pieniądze, wpuszczano na jakiś czas, karmiono, oczyszczano.

Dziś jednak tata nie dał się zmanipulować.

Nie strasz mnie, powiedział tylko. Zbyt bardzo siebie lubisz, by to zrobić. Słuchaj, zrobimy tak.

Jak? w głosie Agnieszki zabrzmiała nadzieja.

Znajdę ci pokój. Najtańszy, na peryferiach. Opłacę pierwszy miesiąc. Dam ci trochę na jedzenie. Koniec. Reszta już od ciebie zależy.

Znasz robotę, przestaniesz pić będziesz żyć. Nie? po miesiącu lądujesz na ulicy, nie będę się już przejmował.

Pokój?! Nie mieszkanie? Tato, sama nie dam rady. Boję się.

I co, jak trafię na złych sąsiadów?

I w ogóle, jak mam wynajmować bez niczego? Nawet pościeli nie mam, wszystko zostało u tamtego!

Pościel mama ci spakuje. Zostawimy u dozorczyni. Podejdziesz i odbierzesz. Do mieszkania nie wchodź, ostrzegałem.

Jesteście potworami! znów przeszła do krzyku Agnieszka. Własną córkę na wysypisko! Do jakiejś nory!

Sami siedzicie w trójce, a ja mam się chować po kątach jak szczur?!

Mama nie wytrzymała, chwyciła za telefon.

Agnieszka, zamilcz! krzyknęła tak głośno, że aż zadrżałem. Ojciec ma rację!

To twoja ostatnia szansa. Albo pokój, albo ulica.

Wybieraj teraz, bo jutro nawet na pokój nie dostaniesz!

W słuchawce zapadła cisza.

Dobrze, mruknęła w końcu Agnieszka. Podeślijcie adres. I trochę pieniędzy Przelejcie mi teraz na kartę. Jestem głodna.

Nie będzie żadnych pieniędzy, odciął Jerzy. Kupię jedzenie, położę w torbie. Wiem, na co wydałabyś na jedzenie.

Rozłączył się.

Wiedziałem, że to już pora. Ostrożnie wszedłem do kuchni, udając, że tylko chce mi się pić.

Oczekiwałem, że zaraz spadnie na mnie lawina złości.

Ojciec spojrzy na moją starą koszulkę i rzuci, że wyglądam jak niechluj.

Mama zarzuci mi, że nic mnie nie obchodzi mają takie kłopoty, a ja kręcę się po domu jakby nigdy nic.

Ale rodzice nawet nie odwrócili głów.

Monika, cicho zawołała mama.

Tak, mamo?

W szafie na górnej półce są stare prześcieradła i poszewki. Przynieś, proszę. I złóż do tej niebieskiej torby z pawlacza.

Dobrze, mamo.

Ruszyłem wykonać polecenie.

Znalazłem torbę, wysypałem z niej jakieś graty.

Nie mogłem pojąć: jak Agnieszka da sobie radę sama?

Przecież nawet nie umie ugotować makaronu. A jej nałóg

Wiedziałem, że siostra nie wytrzyma dwóch dni bez alkoholu.

Wróciłem do pokoju rodziców, stanąłem na taborecie i zacząłem zdejmować pościel.

Nie zapomnij o ręcznikach! krzyknął z kuchni ojciec.

Już dodałem, odpowiedziałem.

Widziałem, jak tata przeszedł przez korytarz, założył buty i wyszedł, nie mówiąc ani słowa.

Pewnie pojechał szukać tej taniej nory.

Wszedłem do kuchni. Mama siedziała bez ruchu.

Mamo, może podać ci tabletkę? spytałem cicho, podchodząc bliżej.

Uniosła na mnie wzrok.

Wiesz, Monika zaczęła jakby nie swoim głosem. Kiedy była mała, myślałam: wyrośnie, będzie mi pomagać.

O wszystkim sobie pogadamy.

A teraz siedzę i myślę byleby tylko zapamiętała ten adres. Byleby tam dojechała

Dojedzie, usiadłem na brzegu krzesła. Ona zawsze się wykaraska.

Tym razem nie da rady, mama pokręciła głową. Ma zupełnie inne oczy. Martwe, jakby w środku już nic nie było.

Tylko powłoka, która musi się karmić tą trucizną.

Wiem, że się jej boisz

Zamilkłem. Zawsze myślałem, że rodzice nie widzą mojego strachu, że są zbyt zajęci ratowaniem przegranej Agnieszki.

Myślałem, że wam na mnie nie zależy, wyszeptałem.

Mama pogłaskała mnie po głowie.

Zależy, tylko nie mamy już siły. Wiesz, jak w samolocie najpierw maska dla siebie, później dla dziecka. Przez dziesięć lat próbowaliśmy ją ratować. I terapiami, i do szeptunek jeździliśmy, i do drogich klinik, i do psychologów.

A na końcu o mało co sami byśmy się nie udusili.

W korytarzu rozległ się dzwonek. Wzdrygnąłem się.

To ona? zapytałem przestraszony.

Nie, ojciec ma klucze. To pewnie dostawa. Zamówił zakupy.

Poszedłem otworzyć. Kurier wręczył dwa ciężkie siaty.

Zaniosłem je do kuchni i zacząłem rozpakowywać: kasza, konserwy, olej, herbata, cukier. Nic zbędnego.

Tego nie będzie jeść, zauważyłem, odkładając paczkę kaszy. Lubi wszystko gotowe.

Jak będzie chciała żyć ugotuje sobie, ucięła mama, a jej głos na sekundę odzyskał dawną twardość. Dosyć już rozpieszczania. Przez naszą litość zaprowadzimy ją do grobu.

Po godzinie wrócił ojciec. Wyglądał, jakby przeszedł przez trzy zmiany w fabryce.

Znalazłem, rzucił krótko. Klucze mam. Właścicielka surowa starsza pani, była nauczycielka.

Od razu zapowiedziała: jak poczuje choćby zapach, czy hałas, wykopie bez słowa.

Powiedziałem wprost: Niech pani wyrzuca od razu.

Jerzy westchnęła mama.

Co Jerzy? Czas zacząć być szczerym z ludźmi. Musi wiedzieć, z kim ma do czynienia.

Wziął torbę z pościelą, zabrał siaty z jedzeniem i wyszedł.

Zostawię wszystko u dozorczyni. Zadzwonię do niej i powiem, gdzie odebrać.

Monika, zamknij za mną drzwi na wszystkie zamki. I jeśli będzie dzwonić nie odbieraj.

Ojciec wyszedł, mama zamknęła się w kuchni i zaczęła płakać.

Zacisnęło mi się serce. Jak to możliwe? Żyje tak, jakby nie żyła od butelki do butelki, a rodzicom nie daje spokoju

***

Nadzieje rodziców się nie spełniły po tygodniu zadzwoniła właścicielka i powiedziała, że musiała eksmitować Agnieszkę z policją.

Przyprowadziła trzech facetów i urządziła całonocną imprezę.

I znowu rodzice nie potrafili jej zostawić. Agnieszkę zabrali do ośrodka odwykowego.

Ośrodek ma zamknięty, dobrze pilnowany obiecali, że przez rok ją z tego wyciągną.

Kto wie, może jednak cud się wydarzy?…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć − sześć =

Nie wpuścili córki do domu — Dlaczego jej nie wpuściliście? — odważyła się zapytać Weronika, dręczo…