Nie wiedziałem o jej istnieniu aż do dziś. Nie mogę jej oddać, to moja córka.

Nie wiedziałem o jej istnieniu aż do dzisiaj. Nie oddać jej przecież do domu dziecka. To moja córka — powiedział mężczyzna.

Kinga przygotowywała kolację i nuciła pod nosem. Wreszcie uraduje Jakuba. Mieszkali razem od dziesięciu lat. Najpierw nie spieszyli się z dzieckiem, dobrze im było we dwoje. Kinga chciała popracować, zdobyć doświadczenie.

Marzyła o posadzie w prestiżowej firmie i obiecała, że w najbliższym czasie nie planuje dzieci. Praca była dobra, z perspektywą awansu. Kinga świetnie się spisała, miała przed sobą podwyżkę. Zarabiała dobrze, urlop macierzyński też był spory — teraz można było pomyśleć o dziecku. Ale nie tak łatwo. Zrobiła badania — wszystko w porządku, z Jakubem też.

— Proszę uzbroić się w cierpliwość — powiedziała lekarka. — Tak bywa. Osiągnęłaś wiele zawodowo, poświęciłaś mnóstwo sił i nerwów. Zrelaksuj się, nie skupiaj tylko na dziecku. Po prostu żyj, odpoczywaj, wszystko będzie dobrze — uśmiechnęła się i przepisała Kingi witaminy.

W końcu zaszła w ciążę. Najpierw nie uwierzyła, myślała, że to pomyłka. Kupiła jeszcze dwa różne testy, ale na obu pojawiły się dwie kreski. Wytrzymała jeszcze tydzień, nie mogła już dłużej — poszła do szpitala i oddała krew. Z Jakubem będą mieć dziecko! Teraz go uraduje, urządzą małe święto.

Kinga smażyła mięso i nasłuchiwała własnego ciała. Wiedziała, że to za wcześnie, by cokolwiek czuć, ale wydawało jej się, że wyczuwa, jak w niej rośnie nowe życie. Kilka razy podchodziła do lustra, podnosiła bluzkę i wpatrywała się w swój brzuch. Ale ku jej rozczarowaniu pozostawał płaski.

Gaz pod patelnią dawno już wyłączyła, woda w czajniku ostygła, a Jakuba wciąż nie było. Na telefony nie odpowiadał. W końcu zaskoczył zamek w drzwiach. Po odgłosie kroków Kinga zrozumiała, że mąż nie jest sam. Zmarszczyła brwi — przyjdzie odłożyć niespodziankę. Nowina o ciąży była sprawą intymną, dotyczyła tylko ich dwojga.

Westchnęła i wyszła do przedpokoju. Jakież było jej zdumienie, gdy zobaczyła dziewczynkę, może dziesięcioletnią, z upartym i nieufnym spojrzeniem. Kinga spojrzała na męża stojącego za jej plecami.

— Przepraszam, że się spóźniłem, wstąpiłem po Anię — Jakub opuścił wzrok na kark dziewczynki.

— Kto to? Dlaczego ją przywiozłeś? Czemu nie zadzwoniłeś? — pytania wyskakiwały z Kingi wbrew jej woli.

— Chodźmy do pokoju. Wszystko wyjaśnię — powiedział Jakub i delikatnie popchnął dziewczynkę w stronę salonu.

Kinga stała w miejscu, patrząc na ich plecy. Gdy weszła, siedzieli już na kanapie. Ona usiadła na krześle, by móc widzieć ich twarze. Dziewczynka spojrzała na nią obojętnie i odwróciła się w stronę okna.

— To Ania, moja córka — powiedział Jakub.
Wyglądał na zawstydzonego, winnego i zdeterminowanego do bólu.

— Twoja córka? Nic nie rozumiem.

— Sam dowiedziałem się o niej dopiero dzisiaj. Zadzwoniła jej babcia i poprosiła, żebym zabrał Anię. Trafia do szpitala — wyjaśnił.

— Skąd wiesz, że to twoja córka? — Kinga spojrzała na niego z niedowierzaniem.

Jakub zawahał się na chwilę.

— Wszystko się zgadza. Można zrobić test DNA, ale jestem pewien, że Ania to moja córka. W każdym razie, dopóki jej babcia nie wyzdrowieje, zostanie z nami. Dziewczynka nie ma innych krewnych, jej mama zginęła w wypadku pół roku temu. Kinga, zjedzmy kolację, później opowiem ci więcej. — Spojrzał na Anię, która siedziała obok, jakby to wszystko jej nie dotyczyło.

Kinga wstała i wyszła do kuchni. Wszystko w niej buntowało się przeciwko słowom męża. Ale przecież nie wyrzuci dziecka na ulicę. „To tylko na kilka dni. To sen, to nie może być prawda”. Jakub i Ania weszli za nią i usiedli przy stole. Kinga nałożyła na talerze mięso z ziemniakami. Sama nie tknęła jedzenia. Dziewczynka jadła ziemniaki, odsuwając mięso.

— Nie lubisz mięsa? — zapytał ją Jakub. Skineła głową. — A co lubisz?

— Makaron z parówkami — odpowiedziała cicho, nie podnosząc wzroku.

— No cóż, przepraszam. Twój tata nie uprzedził, że cię przywiezie — Kinga powiedziała ostro, wyładowując złość na obojgu. Ledwo przyszła, a już pokazuje charakter, mała złośnica.

— A herbatę będziesz piła? Czy tylko kompot i sok? Przepraszam, nie mam ani jednego, ani drugiego, mogę zaproponować tylko herbatę — dodała sarkastycznie, nalewając wrzątek do kubków.

— Kinga, przestań — zbeształ ją Jakub.

Kinga postawiła czajnik na kuchence i wyszła. Słyszała, jak rozmawiali, jak Jakub po raz pierwszy od lat sam zmywał naczynia. Gdy wszedł do sypialni, Kinga siedziała na łóżku ze skrzyżowanymi na piersi rękami, wpatrując się w ciemne okno. Próbował ją objąć, ale odsunęła jego dłoń.

— Ania powinna już spać — powiedział.

— Rozłóż kanapę. — Kinga wstała i wyjęła z szafy pościel.
Dziewczynka stała przy ścianie i spoglądała na nich spode łba. Gdy Ania się położyła, zamknęli się w kuchni. Jakub opowiedział o związku z matką dziewczynki.

— To skończyło się, zanim poznałem ciebie. Nie widziałem jej od tamtej pory. A dziś jej matka zadzwoniła i powiedziała o Ani.

— Ale czemu nie uprzedziłeś mnie, nie zadzwoniłeś? Sam o wszystkim zdecydowałeś, przywiozłeś ją tutaj. Moje zdanie cię nie obchodzi? „Wkrótce będziemy mieć własne dziecko” — chciała krzyknąć, ale Kinga milczała.

— Kinga, sam byłem w szoku. Nie mogłem jej zostawić samej. Babcia jest śmiertelnie chora. Co miałem zrobić? Oddać ją do domu dziecka? To moja córka.

— Nie wiesz tego na pewno — ledwo powstrzymała krzyk.

— Zrobię test na ojcostwo. Na razie zostanie z nami — powiedział stanowczo.

„Tak postanowiłem. Nie podoba ci się, radź sobie sama…” — przeczytała w jego spojrzeniu. Może już nie chce dziecka, które wW końcu, gdy Ania nieśmiało podeszła do Kingi i przytuliła się, jakby szukając ukojenia po stracie babci, Kinga poczuła, że serce topnieje jej w piersi, i zrozumiała, że czas zamknąć rozdział gniewu, otwierając nowy — pełen cierpliwości i ciepła.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × dwa =

Nie wiedziałem o jej istnieniu aż do dziś. Nie mogę jej oddać, to moja córka.