Nie udało się wam dobrze wychować dzieci. A u Sławka Mikity…

Nie udało się wam normalnie dzieci wychować. O, a u Szymona to Bartek

Bożena do dziś nie rozumie, skąd mamie wzięła się ta wieczna pretensja. Jeszcze niedawno wszystko układało się nieźle, zwłaszcza w dzieciństwie. Była stawiana za wzór starszemu bratu, regularnie chwalona.
Żyli raczej przeciętnie, nie biedowali, ale kokosów też nie było. Na wszystko istotne jakoś się uzbierało, a na większe wydatki cała rodzina składała się i planowała wcześniej. Nawet samochód był sfatygowany, ale ojcu zawsze udawało się go naprawić, jeśli zaczął kaszleć.

Po maturze brat Szymon wyjechał na studia do Warszawy. Grosza na niego szło niemało czesne, wynajem, żarcie…

Bożena widziała rodziców, jak kombinują i odkładają na wszystkim. Jej studia były tuż-tuż, różnica wiekowa to ledwie dwa lata.

Drugiej warszawianki już nie utrzymamy powiedzieli. Przecież u nas na uczelni też można dobrze studiować.

Bożena została więc w rodzinnym mieście. Najpierw roznosiła pizzę w weekendy, potem udało jej się dostać robotę jako kelnerka w sąsiednim barze. Studiowała dziennie za darmo, a na ubrania i czasem nawet na zakupy do domu dokładała się.

Brawo, córko, i w domu się przydasz! Uczysz się i pracujesz. A Szymonkowi ledwo starcza na naukę, robota by go wykończyła. Wiesz, jak tam stawiają wysokie wymagania! Przychodzi do domu wymęczony!

Ja też się męczę Nockami projekty piszę.

Ale to nie to samo. W domu przecież siedzisz.

Koniec końców Szymon obronił dyplom i zaczął szukać roboty. Po co wracać do rodzinnego miasta? Przecież w stolicy czekają same perspektywy! Pracy oczywiście z odpowiednim prestiżem nie było. Była jaka była, tylko za skromne pieniądze. Znowu więc na wsparciu rodziców.

Musi się tam zaczepić, z czasem pójdzie mu jeszcze lepiej.

„Poszło” przynajmniej w słowach mamy. Szymon zaczął pracować, potem nagle ożenił się z córką dyrektora. Bo był wypadek przy pracy (czyli nieplanowana ciąża).

Pojawił się ich syn już się porządnie zakotwiczył! Rodzice teściowej kupili im mieszkanie, teść Szymona załatwił mu awans i jeszcze dorzucił grosza do wypłaty. Szymon miał szczęście jak jasna cholera! Rodzice Bożeny odetchnęli.

Bożena też się wyszła za mąż, ale nie aż tak z pompą jak brat nie za syna dyrektora, tylko za zwykłego Michała. Na mieszkanie zbierali we dwójkę, nie w Warszawie zresztą.

Bożena doczekała się córeczki, a potem niespodzianka! Chłopcy bliźniacy. Czekali na drugie dziecko, a tu od razu dwa. Bywało ciężko, nie narzekali. Dzieci rosły, do szkoły chodziły.

Trzydziestopięciolecie ślubu rodziców postanowili świętować hucznie. Dwudziestopięciolecie przeszło bokiem, trzydziestka także wieczny brak pieniędzy, ale teraz się zawzięli.

Szymon przyjechał z synem, żona rzekomo zajęta, ale przesłała prezent bon do sklepu z AGD. Poleciła rodzicom kupić zmywarkę.

Najpierw Szymon wręczył bon, potem razem z ojcem wybrali sprzęt, zamontowali i mama cały wieczór chodziła dumna, chwaliła się wszystkim sąsiadkom. Po imprezie nie trzeba zmywać zmywarka myje!

Prezent od rodziny Bożeny, czyli voucher na wyjazd dla rodziców taki tam drugi miesiąc miodowy przepadł w cieniu zmywarki. Chociaż kosztowało to drożej, nikt nie docenił.

Rodzice pojechali na tę swoją eskapadę, nawet podziękowali, ale zaraz dodali, że pieniądze Bożena wydała lekkomyślnie. Wypad minął a zmywarka została!

A potem się zaczęło: przy każdej okazji mama wyciągała swojego genialnego Szymona. Syn w Warszawie, to człowiek sukcesu. Zrobił karierę, mieszkanie, żonę, dziecko jedno, a nie trójka naraz.

Jedno porządne dziecko, a nie trójka dzieciaków rozkrzyczanych! Po co było rodzić trójkę? To trzeba dzieci wychowywać! Teraz jest łatwo, a potem? O, a Szymon

Szymon ma mieszkanie naszpikowane elektroniką: odkurzacz sam odkurza, światło samo się zapala, zmywarka myje, jedzenie dostarczają, pani sprzątająca przychodzi

Mamo, ja sama wszystko ogarniam, dzieci i Michał mi pomagają.

Ale Szymon

I znowu Szymon

No, bo twój brat

Lata mijały, dzieci Bożeny wyrosły. Żadne nie skończyło Uniwersytetu Warszawskiego, ale wszystkie mają dyplom wyższej uczelni z rodzinnego miasta. Komentarz mamy nie zawiódł:

No, nie wyszło ci wychowanie. O, a Bartek, syn Szymona

Mamo, dzieci są porządne, a o Bartku nie wszystko wiesz! Byliśmy u nich w gościach, wcale nie jest idealnie.

Nie gadaj głupot! Jak z ciebie nic nie wyszło, to z dzieci na pewno też! Patologię rozmnożyliście!

Tak, mamo, nie wyszłam. Dobra praca ale nie w Warszawie! Mąż zaradny nie ten! Dzieci z czerwonym paskiem ale nie ze stolicy!

Mieszkanie po remoncie tylko sprzątaczki nie mamy. Zwykły odkurzacz, zmywarka, światło sami klikamy

Nam pomagacie ale to nie to! Twój Szymon nawet nie potrafi grosza wysłać wam na leki, bo ma wydatki.

On zrobił karierę, a ty nikim jesteś!

Aż któregoś razu Szymon zawitał do rodziców. Mama myślała, że po prostu wpadł w odwiedziny, a tu się okazało na stałe. Żona wniosła pozew, teść Szymona wywalił go z firmy, z synem problemy na całego.

Do rodzinnego miasta pracy nie znalazł, pensja: śmiech na sali w porównaniu z warszawską.

Bożenka, uznaliśmy, że Szymon musi otworzyć biznes. Jest gotowy. Nie może przecież zostać zwykłym inżynierem po warszawskich standardach wyznała mama.

Skoro uznaliście, to działajcie.

Tylko liczymy na twoją pomoc. Pieniądze, kredyt. Przecież wam za dobrze nie mieszkacie w Warszawie.

No właśnie, Szymon już też nie! Czas zejść na ziemię.

Ty niczego nie potrzebujesz, a jemu się należy, bo

Mamo, my pomagamy dzieciom, wam. Mało, ale każdemu. Musimy zmienić samochód, jakieś drobiazgi.

Samochód poczeka. Dla Szymona kasa ważniejsza.

Wiem mamo. Szymon zawsze był najważniejszy. Odkąd wyjechał do stolicy, tak już zostało. Ja nie chciałam do Warszawy, ale nawet tu nie dostałam wsparcia.

Dom twoich rodziców poszedł na edukację i życie twojego brata, bo on miał potencjał. Dom dziadków z drugiej strony poszedł na Warszawę, bo wielki człowiek musi mieć samochód.

Prosiłam wtedy o pożyczkę na wózek dla bliźniaków. Pożyczyć się nie dało! Myślisz, że byliśmy u brata w Warszawie? Odwiedzaliśmy ich? Nie! Tylko wasze paczki dostarczaliśmy, a spaliśmy w hotelu. Jego żona nas nie chciała, bo jesteśmy z prowincji!

Ale ona już wniósła o rozwód i on teraz potrzebuje pomocy. Nawet mieszkania nie ma!

Samochodu też rozbity. Jego syn się postarał.

Nie gadajmy o jego problemach, po prostu mu pomóżmy.

Nie, mamo! Praca tu jest, zarobki normalne. Ale dla niego poniżej godności. Dla nas okej, dla niego mizeria.

Co mam mu dać? Złotówki? Kasa na biznes, potem na samochód, potem na mieszkanie… Nie, mamo! Chyba wielkiemu człowiekowi nie przystoi brać forsy od biednej siostry z prowincji, która nawet człowiekiem nie została!

I jak ty ze mną rozmawiasz?

Spokojnie mamo. Zrozumiałam, człowiekiem został tylko mój brat. Teraz mieszka z wami, więc niech wam pomaga. Jego kolej.

Bożena! Zmuszasz nas do sprzedaży mieszkania! Rozumiesz do czego nas doprowadzasz?!

Tak? Ja zmuszam? To nie zapomnijcie przynajmniej kupić sobie jakiegoś pokoju!

Rodzice sprzedali mieszkanie, kupili przaśną kawalerkę. Reszta pieniędzy powędrowała do Szymona, z którymi wrócił do Warszawy. W końcu co on będzie robił w jakimś prowincjonalnym miasteczku?

Biznesu żadnego nie było, za to Szymon znów był człowiekiem. Mama Bożeny znów miała punkt odniesienia i płynnie wróciła do tematu jej nieudacznictwa, przy każdej okazji żebrząc o grosz. Remont w kawalerce trzeba było zrobić, Bożena w końcu im pomagała, ale przy remoncie rękę cofnęła.

Przecież wiem, że ta kawalerka i tak trafi do brata. To niech sam urządza. On przecież światowiec!

Kasa bratu w końcu się skończyła. Wrócił do rodziców. Kawalerka ciasna, ale trudno. Szymon na polówce w kuchni ale i tak był wśród ludzi.

Jak to się mówi, nie na tego konia postawili A wy co sądzicie? Piszcie w komentarzach, zostawcie lajk!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − czternaście =

Nie udało się wam dobrze wychować dzieci. A u Sławka Mikity…