Nie tylko niania Alicja siedziała przy drewnianym stoliku w uniwersyteckiej bibliotece, otoczona st…

Nie taka zwykła niania

10 marca

Siedziałem w czytelni uniwersyteckiej w Warszawie, otoczony stosem podręczników i notatek. Przerzucałem strony zeszytu z wykładów, wzrokiem omiatam kolejne akapity próbowałem zapamiętać jak najwięcej przed jutrzejszym kolokwium. Nasz wykładowca, doktor Rudecki, słynął z wymagającego podejścia; kto nie zdał na pierwszym terminie, właściwie z marszu szedł na poprawkę. Nie mogłem sobie na to pozwolić ten semestr i tak już był dla mnie wyjątkowo ciężki.

Po chwili podeszła do mnie Basia, moja koleżanka z roku. Przysiadła się do stolika, nachylając lekko i powiedziała cicho:

Szukasz jakiejś pracy dorywczej, prawda?

Oderwałem wzrok od notatek, skinąłem głową, nie odzywając się. Czas gonił, a materiału do przyswojenia wcale nie było mniej.

Mhm wydusiłem w końcu, starając się utrzymać koncentrację. Tylko wszystko rozbija się o czas. Przecież mamy zajęcia do czternastej co dzień, a opuszczać nie bardzo można

Basia uśmiechnęła się wyrozumiale wiedziała, jak poważnie traktuję naukę. Po krótkiej pauzie odezwała się entuzjastyczniej:

Mam dla ciebie opcję idealną. Moim sąsiadem jest Tomek, samotny tata jego żona zmarła, tak słyszałam, ale to nie jest najważniejsze machnęła ręką, jakby odpędzała plotki, które zawsze ją męczyły. Potrzebuje opiekunki dla córek na popołudnia, mniej więcej od szesnastej do dwudziestej.

Na moment oderwałem się od notatek, spojrzałem uważnie na koleżankę. Wiedziała, że dzieci bardzo lubię, a studia pedagogiczne i czterech młodszych braci to nie byle doświadczenie.

Ile one mają lat? zapytałem, w moim głosie zabrzmiała troska.

Chwilę kręciłem w palcach ołówek, rozważając, czy dam radę. Praca z dziećmi zawsze była dla mnie radością, ale i wielką odpowiedzialnością, zwłaszcza jeśli dotyczy czyichś dzieci, które wiele przeszły.

Bliźniaczki, mają sześć lat. Tomek ma jeszcze syna, ale nastolatka, sam się sobą zajmuje. Staś, kochany chłopak, ma trzynaście lat i ciągle biega na treningi.

Myślisz, że się nadaję? wymamrotałem z niepewnością, stukając końcem ołówka o blat. Jestem dopiero na czwartym roku…

Sam byłem opiekunem dla braci, miałem praktyki w przedszkolu, dzieci kocham… Ale obce dziecko to zawsze inny ciężar.

Basia tylko machnęła ręką:

Oczywiście! Tomek wczoraj mnie pytał, czy kogoś polecę. Mam mu dać twój numer?

W jej głosie wyczułem taką pewność, że aż się zamyśliłem. Spojrzałem na zegarek do kolejnych zajęć tylko pół godziny… Może to dobra okazja? Praca blisko uczelni, elastyczny czas, dzieciaki na pewno będą sympatyczne.

Serce zabiło mi szybciej. Głęboko westchnąłem i zdecydowałem:

Daj mu.

***

13 marca

Byłem niesamowicie przejęty. Dzisiaj mój pierwszy prawdziwy dzień w roli opiekuna. Wcześniej nieraz zostawałem z braćmi, ale to co innego to już normalna praca, odpowiedzialność za cudze dzieci. Po raz kolejny sprawdziłem plecak telefon, notatnik, klucze, przekąska dla bliźniaczek… wszystko było.

Samo spotkanie z Tomkiem i bliźniaczkami okazało się bardzo miłe. Tomasz był spokojny, serdeczny, dokładnie opisał ramowy plan dnia. Dziewczynki Zosia i Marysia najpierw wstydziły się, trzymały taty za rękę i tylko zerkały ukradkiem. Ale po paru minutach już trajkotały jak najęte, prezentując swoje malunki. Wyglądało na to, że mnie polubiły. Sam zresztą nie mogłem powstrzymać rozbawienia ich szczerością i radością.

Największe zaskoczenie przyszło jednak wraz z samym Tomkiem. Basia nie wspomniała, że to naprawdę atrakcyjny facet: wysoki, z ciepłym spojrzeniem, serdeczny. Wściekłem się na nią za tę drobnostkę musiałem bardzo pilnować się, żeby nie rumienić się przy każdym jego spojrzeniu.

Tylko nie daj się wkręcić, powtarzałem sobie w myśli. To praca, zwykła praca.

Dotarłem do przedszkola nieduży, zadbany budynek z kolorową piaskownicą. Tomasz rano uprzedził wychowawczynię, że dzisiaj dzieci odbierze niania, nawet przekazał mi upoważnienie. Poprawiłem włosy i ruszyłem w stronę furtki.

Na placu panował gwar: dzieci biegały, śmiały się, stawiały babki z piasku. Szybko wypatrzyłem Zosię i Marysię siedziały na huśtawce i rozmawiały szeptem. Kiedy mnie zobaczyły, na moment znieruchomiały, po czym lekko się uśmiechnęły.

Spokojnie podszedłem bliżej, przyklęknąłem, żeby być na ich wysokości, uśmiechając się ciepło:

No co, dziewczyny, wracamy do domu? Upiekę wam coś dobrego.

Zosia zerknęła na Marysię i ostrożnie wyszła przed siebie:

A co upieczesz? zapytała podejrzliwie.

Hm, myślę… Może naleśniki z dżemem? Albo ciastka z kawałkami czekolady?

Ciastka! zawołała Marysia z entuzjazmem. Tylko z czekoladą!

To postanowione potwierdziłem, wyciągając ręce. Idziemy?

Po krótkim wahaniu dziewczynki wplotły swoje dłonie w moje. W tym momencie poczułem, jak powoli schodzi ze mnie napięcie, a na duszy robi się lżej. Może dam radę?

Zauważyłem, że resztę gestów dziewczynki powtarzały niemal identycznie sposób układania rąk, stawianie kroków, nawet pochylanie głów… Jednocześnie było w nich coś bardzo poważnego jak na sześciolatki.

Zamyśliłem się przez chwilę, przypominając sobie rozmowę z Stasiem, starszym bratem dziewczynek. Dzień wcześniej osobno porozmawiał ze mną, szepcząc, czego może Tomasz sam nie zdradziłby głośno.

Kiedyś były weselsze, powiedział Staś, wiercąc palcem dziurkę w swetrze. Uśmiechały się, przytulały do wszystkich. A po tym, jak mama… No, jak mamy zabrakło… Myślą chyba, że to ich wina.

Wziął się w garść i dodał:

Płakały codziennie, pytały: Czy my jesteśmy złe, skoro mama odeszła? Razem z tatą tłumaczyliśmy, że mama kochała je bardzo, ale one jakby zamknęły się na świat. Babcia pomagała, ale zachorowała, dlatego tata szukał niani.

Było w nim dziwnie dorosłe zmęczenie, ale i poczucie odpowiedzialności za siostry i ojca. Wtedy nic nie powiedziałem, tylko skinąłem głową czułem, jak się duszę ze wzruszenia.

Tak naprawdę dziewczynki dosyć szybko nabrały do mnie zaufania. Trochę się wstydziły, lecz potem rozbawiłem je sztuczkami z chusteczką śmiały się do łez. Staś patrzył uważnie, oceniając, czy mówię prawdę. W końcu powiedział poważnie:

Tata wybrał dobrze. Tylko nas nie zawiedź, dobra?

W jego wzroku zobaczyłem nadzieję i niepokój. Odpowiedziałem spokojnie:

Postaram się. Zrobię wszystko, żeby znowu się śmiały.

Na tę obietnicę Staś się rozluźnił, a potem już zmienił temat na swoje treningi i wymyślane bajki dla sióstr.

***

Minęły dwa miesiące pracy u rodziny Grabowskich. Dziś relacja z Zosią i Marysią to już codzienne rytuały: przytulanie na powitanie, opowieści, wieczorne czytanie bajek. Dziewczynki zawsze mają dla mnie masę nowin i nie chcą, bym wychodził.

Przed wyjściem, jak zwykle układałem zabawki i podśpiewywałem pod nosem. Zosia wskoczyła nagle w moją stronę i przytuliła rękami w pasie.

Zostań dziś! poprosiła żałośnie. Co masz do roboty w domu?

Zatrzymałem się, delikatnie się uśmiechnąłem i objąłem ją lekko.

Muszę się jeszcze pouczyć na zajęcia, jutro mam wykłady. Ale wrócę jutro szybciej! Nawet nie zdążycie zatęsknić.

Na tę odpowiedź Marysia przylgnęła do nas obu:

Już tęsknimy! Zostań!

Spojrzałem na nie, porozumiewały się wzrokiem. Uklęknąłem, by patrzeć w oczy.

A gdzie bym spał? W waszym pokoju miejsca brak!

Zosia zamyśliła się intensywnie, po czym radośnie zawołała:

W tatusia łóżku jest wielka kołdra! Tam będzie ci wygodnie!

Marysia aż podskoczyła:

Jasne! Tata i tak często bywa na nocnych zmianach!

Musiałem mocno powstrzymać śmiech. Wiem, że to dziecięca szczerość, wyraz zaufania. Ale gdzieś w głębi fantazja zaczęła mi płatać figle… Przyszedł mi na myśl wieczór u Grabowskich, rozmowy z Tomkiem przy herbacie…

Szybko się zganiłem: to praca, nie odwiedziny u przyjaciela. Zacząłem zbierać swoje rzeczy, złożyłem im znowu obietnicę, że wrócę i niemal wybiegłem na klatkę.

Wieczorne powietrze Warszawy studziło rozpalone policzki. Ulicą szedłem nieco roztrzęsiony, co i raz poprawiałem włosy czy pasek plecaka.

Całą scenę z korytarza widział Staś stał oparty o ścianę, z uśmieszkiem na ustach. Chłopak od dawna widział zmianę, jaka zachodziła z moją obecnością. Nawet ojciec częściej się rozluźniał przy mnie, a dziewczynki były radosne.

Chyba mój tata wreszcie ma szansę na szczęście, pomyślał Staś. Oby wreszcie się odważyli… Dlaczego dorośli muszą wszystko tak komplikować?

Wieczorem, kiedy Tomasz wrócił z pracy, Staś przeczekał moment, aż ojciec odłoży płaszcz i usiadł naprzeciwko.

Tata, czemu zwlekasz? zapytał z niecierpliwością.

Tomasz spojrzał zdziwiony:

W jakim sensie zwlekam?

Przecież wiedzę, że lubisz pana Kacpra powiedział Staś szczerze, używając mojego imienia. Zaproś go na kawę, pokaż, że ci zależy!

Tomasz zmieszał się lekko.

To nasza niania mruknął. Świetnie dogaduje się z dziewczętami, to najważniejsze.

Staś nie dawał za wygraną:

Przecież wiem, jak na niego patrzysz. I jak on się przy tobie zachowuje! Jakbyś się bał, że „zawali sprawę. O co ci chodzi, tata?

Ojciec westchnął, przez chwilę milczał, w końcu wyszeptał:

Boję się popsuć atmosferę. Jeśli przez moje uczucia Kacper by zrezygnował… byłoby mi ciężko… Dziewczynki go uwielbiają.

Staś tylko się uśmiechnął:

On też czuje to samo, uwierz mi. Po prostu spróbuj! Najpierw wybierzcie się na rodzinny spacer do parku albo do cukierni z dziećmi!

Tomasz zamyślił się, po raz pierwszy dopuszczając do siebie ten pomysł. Mógłby po prostu zaprosić mnie na rodzinną wycieczkę, bez żadnych zobowiązań, zobaczyć co dalej.

Myślisz, że to wypali? zapytał cicho.

Jasne! Zrób pierwszy krok. Potem będzie lżej.

Ojciec pokiwał głową, powoli planując już w głowie rodzinny spacer do Łazienek, które dziewczynki uwielbiały, albo do pobliskiej kawiarni na lody.

***

Przez kilka następnych miesięcy atmosfera w domu Grabowskich zmieniała się z dnia na dzień. Wspólne wyjścia do parku, na plac zabaw czy do kawiarni weszły wszystkim w nawyk. Coraz częściej po uśpieniu dziewczynek zostawałem z Tomkiem na rozmowie przy herbacie, śmialiśmy się i dzieliliśmy przeżyciami dnia codziennego.

Stopniowo relacja z „niania-dzieci-opiekun” zaczęła przeradzać się w bliskość i zaufanie. Staś patrzył na to z satysfakcją. Wiedział, że jego plan zadziałał.

Pewnego wieczora, dzieci już spały, siedzieliśmy sami w salonie, przy ledwo ciepłej herbacie.

Od dawna chciałem ci powiedzieć zaczął cicho Tomek, patrząc na dekoracje, które dziewczynki powiesiły wczoraj.

Spojrzałem mu w oczy, serce waliło jak młot.

Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie. Bez twojego uśmiechu, bez tego, jak dogadujesz się z dziećmi. Kocham cię. Chciałbym, żebyś stał się częścią naszej rodziny nie tylko jako niania, ale jako mój mąż.

Zamknąłem oczy na sekundę, żeby zebrać myśli. Potem pewnym głosem powiedziałem:

Ja ciebie też kocham. I chcę z tobą być, tworzyć razem dom.

***

Przygotowania do ślubu nie zajęły długo nie zależało nam na wystawnej uroczystości, liczyła się bliskość rodziny. W kameralnej restauracji pod Warszawą pojawili się najbliżsi: dziadkowie, rodzeństwo, przyjaciele. Najważniejsze było jednak to, że byli tam Zosia, Marysia i Staś.

Dziewczynki w jednakowych różowych sukienkach jak małe księżniczki rozdawały płatki róż oraz niosły obrączki podczas ceremonii.

Tata, dzisiaj wyglądasz ślicznie! szepnęła Zosia, kiedy Tomasz schylił się i pocałował ją w czubek głowy.

A pan Kacper jest jak z bajki! dodała Marysia, wpatrując się we mnie z podziwem.

Staś stanął przy ojcu, dumny i szczęśliwy.

Widzisz, tata, a mówiłem, że się uda! wyszeptał na ucho, gdy padły słowa przysięgi.

Tomasz ścisnął go za ramię i spojrzał na mnie z takim szczęściem, że trudno było powstrzymać łzy wzruszenia.

Po ceremonii był radosny obiad, śmiechy, tańce, podskakiwanie dzieci. Dziewczynki dopilnowały, że pierwszy kawałek tortu należy właśnie do nich.

Później, gdy goście zaczęli się rozchodzić, usiedliśmy z Tomkiem na tarasie. Nad głowami migotały gwiazdy, a powietrze pachniało kwiatami.

Chyba to mój najszczęśliwszy dzień w życiu, powiedziałem cicho, wtulając się.

I mój, odparł czułym tonem. I wiesz co? Przed nami jeszcze dużo takich dni.

Spojrzałem mu w oczy i zrozumiałem, że wszystkie wcześniejsze niepewności nie mają już znaczenia. Mam rodzinę, miłość, wspólną przyszłość.

Dzięki tej drodze przekonałem się, że warto ufać własnym uczuciom i czasem pozwolić sobie na odrobinę odwagi nawet jeśli na początku wydaje się to tylko pracą. Życie potrafi zaskakiwać najpiękniej.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 − trzynaście =

Nie tylko niania Alicja siedziała przy drewnianym stoliku w uniwersyteckiej bibliotece, otoczona st…