Nie sprzeczała się — i przegrała

Nie sprzeciwiałam się i przegrałam

Jadwiga Kowalska starannie ułożyła talerze na stole, poprawiła serwetki i znów spojrzała na zegarek. Mąż miał wrócić z pracy za pół godziny, więc czas wrzucić kotlety na patelnię. Ziemniaki już gotowe, sałatka pokrojona, chleb równo pocięty. Wszystko jak należy, wszystko tak, jak on lubi.

Mamo, mogę dziś iść do Ani? Przywiozła nowe płyty z Warszawy krzyknęła z pokoju osiemnastoletnia córka, Kinga.

Nie, Kinguś, tata zaraz wróci, musimy zjeść razem kolację odpowiedziała Jadwiga, nie odwracając się. Pójdziesz później.

Ależ to jakieś przedszkole! Mam już osiemnaście lat! oburzyła się dziewczyna, ale nie kontynuowała sporu. Wiedziała, że matka i tak nie ustąpi.

Jadwiga uśmiechnęła się pod nosem. Osiemnaście lat to wciąż dziecko. Ona sama w tym wieku była już mężatką, a Kinga wciąż jak maluch. Może i lepiej. Niech jeszcze trochę pobędzie córką, a nie cudzą żoną.

Drzwi zatrzasnęły się i do mieszkania wszedł Stanisław Kowalski. Postawny mężczyzna z siwiejącymi skroniami, zmęczony, ale zadowolony. Praca na budowie wyczerpywała, ale przynosiła dobre zarobki, a to najważniejsze.

Cześć, kochanie cmoknął żonę w policzek. Coś pysznie pachnie.

Kotlety twoje ulubione, wieprzowo-wołowe uśmiechnęła się Jadwiga. Siadaj, zaraz podam.

A Kinga gdzie?

W pokoju, zaraz zawołam. Kinga! Tata wrócił!

Dziewczyna wyskoczyła z pokoju i rzuciła się ojcu na szyję.

Tato, mogę po kolacji iść do Ani? Przywiozła takie fajne filmy…

Stanisław zmarszczył brwi.

Jakie filmy? Nie każdą zachodnią tandetę trzeba oglądać, a o naukę dbać. Studia niedługo, czas się przygotować.

Ale tato, to nie tandeta, zwykłe filmy…

Powiedziałem nie i koniec! podniósł głos ojciec. Jadwiga, co ty ją w ogóle wychowujesz? Zupełnie się rozpuściła!

Jadwiga pośpiesznie wtrąciła:

No co ty, Stasiu, ona jeszcze młoda, ciekawska. Kinguś, siadaj do stołu, pogadamy później.

Kolacja minęła w względnej ciszy. Stanisław opowiadał o pracy, że szefostwo znów podniosło wymagania, a premie obcięło. Jadwiga przytakiwała, dokładała mu kotletów, nalewała herbatę. Kinga milczała, tylko czasem podnosząc wzrok znad talerza.

Matka, a co sąsiedzi mówią o Nowakach? zapytał nagle Stanisław, kończąc ostatniego kotleta.

A co mają mówić? Żyją cicho, nie hałasują.

Ale nie o to. Słyszałem, że Nowakowa znalazła jakąś pracę, w biurze teraz siedzi. A Nowak w domu z dziećmi się krząta.

Jadwiga ostrożnie postawiła filiżankę na spodek.

No i co w tym złego? Może im tak wygodniej.

Jak to wygodniej? oburzył się mąż. Facet ma rodzinę utrzymywać, a nie w domu niańczyć! Kobiecie miejsce przy garach i z dziećmi. To nie tak powinno być, nie po naszemu.

Ale skoro ona więcej zarabia…

Żadnych ale! uderzył pięścią w stół Stanisław. W rodzinie musi być porządek! Mężczyzna głowa, kobieta pomoc. I kropka!

Jadwiga cicho skinęła głową i zabrała się za sprzątanie stołu. Z mężem nigdy nie umiała się sprzeczać i nie chciała. Po co kłótnie, skoro można po prostu milczeć? Może i ma rację. Ona sama całe życie w domu siedzi i jakoś żyją.

Kinga spojrzała ukradkiem na matkę, potem na ojca i cicho zapytała:

To mogę jednak iść do Ani? Na chwilę.

Nie! warknął ojciec. Mówiłem nie i koniec! Idź lekcje odrabiaj albo książkę czytaj. Nie ma po co po koleżankach się włóczyć!

Dziewczyna westchnęła i poszła do swojego pokoju. Jadwiga odprowadziła ją wzrokiem i poczuła ukłucie w sercu. Biedactwo, w ogóle nie wychodzi, ciągle w domu. Ale co poradzić, skoro ojciec się sprzeciwia?

Kilka dni później Jadwiga spotkała na targu sąsiadkę, Helenę Wiśniewską. Ta była cała promieniejąca, zadowolona.

Jadwigo, słyszałaś? Moja Magda dostała się na studia do Warszawy! Wyobraź sobie, do stolicy jedzie!

Jak cudownie szczerze ucieszyła się Jadwiga. A na jaki kierunek?

Na ekonomię. Mówi, że chce być ekonomistką, firmy prowadzić. Ja się z początku martwiłam tak daleko, sama tam będzie. Ale potem pomyślałam po co trzymać dziewczynę w domu? Niech spróbuje, niech życie zobaczy.

A mąż twój co? Nie przeciw?

Helena zamilkła na chwilę, potem westchnęła:

Pokłóciliśmy się o to porządnie. On swoje po co dziewczynie studia, i tak wyjdzie za mąż, dzieci rodzić. A ja mu na to czasy się zmieniły, kobieta też musi zawód mieć, na nogach stać. Długo się przekomarzaliśmy, mało nie doszło do rękoczynów. Ale postawiłam na swoim. Myślę, że nie pożałuje.

Jadwiga skinęła głową w milczeniu. W domu długo rozmyślała nad tą rozmową. Kinga też niedługo ma zdawać na studia, ale gdzie? Stanisław już się wypowiadał po co dziewczynie wyższe studia, niech do pedagogicznego idzie, na wychowawczynię. Spokojna praca, a potem za mąż i po kłopocie.

A Kinga marzyła o dziennikarstwie, chciała na uniwersytet, artykuły pisać, ludzi przepytywać. Opowiadała o tym matce, gdy ojca nie było, oczy się jej świeciły. Ale wystarczyło, by przy ojcu zaczęła ten od razu ucinał:

Dziennikarstwo to nie zajęcie dla kobiety. Trzeba po delegacjach jeździć, z różnymi ludźmi gadać. Nie wypada.

I Jadwiga milczała. Nie wspierała córki, nie sprzeciwiała się mężowi. Po prostu milczała, jak zawsze.

Lato minęło szybko. Kinga złożyła papiery do szkoły pedagogicznej, jak kazał ojciec. Dostała się, co nie dziwi zawsze się dobrze uczyła. W dniu immatrykulacji wróciła do domu ponura, przygnębiona.

No córko, gratulacje

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × 2 =

Nie sprzeczała się — i przegrała