W wieku 55 lat nagle zdałem sobie sprawę, że moja żona jest mi obca. Nasze dzieci dorosły, zaczęliśmy mieszkać sami i pojawiła się jakaś pustka. Nie mogę pozbyć się myśli, że po ślubie naszej córki, między mną a moją żoną zaczęło być po prostu gorzej.
Kiedy zrealizowaliśmy większość naszych życiowych planów, z dnia na dzień przestawaliśmy ze sobą rozmawiać. Doszło nawet do tego, że zaczęliśmy spędzać czas w oddzielnych pokojach, jeść oddzielnie posiłki i w ogóle większość rzeczy robiliśmy osobno. Wciąż pracowaliśmy, ja często jeździłem w delegacje.
Postanowiliśmy kupić mały domek na wsi w nadziei, że to coś zmieni i jakoś nas do siebie zbliży.
Żona, która przez całe życie mieszkała w mieście, traktowała tę zmianę bardziej jako rozrywkę i czas, kiedy może odetchnąć i odpocząć. Ja zajmowałam się ogrodem, sadziłem warzywa, a ona oglądała telewizję i opalała się.
Tak minęły dwa miesiące. W końcu mieliśmy wrócić do domu do miasta, ale do mnie wówczas dotarło, że ja nie chcę z nią wracać.
Spodobało mi się życie na wsi, nabrałem sił i chęci do życia. Myśl o powrocie do życia, jakie mnie czekało w mieście wydawało mi się nie do zniesienia. Postanowiłem zostać na wsi. Wyglądało na to, że moja żona była nawet zadowolona z mojej decyzji. Uzgodniliśmy więc, że ja od czasu do czasu pojawię się w domu w mieście, a ona tutaj, na wsi. Wyszło jednak na to, że tylko ja przyjeżdżałem do miasta, jej nie chciało się ruszać z domu.
Nigdy nie myślałem, że w takim wieku można obdarzyć uczuciem inną kobietę. Kiedy moje stosunki z żoną się ochłodziły, skupiłem się na samotnej sąsiadce. Wzbudziła we mnie uczucia, o których istnieniu praktycznie zapomniałem. Od czasu do czasu jadaliśmy wspólnie obiad, rozmawialiśmy przy winie i jakoś w końcu zaczęliśmy być razem. Od tego czasu mieszkamy razem.
Teraz myślę, że powinienem rozwieść się z żoną, ale boję się, że rozniosą się wstrętne plotki o mnie, a moja sąsiadka zostanie uznana za tę, która rozbiła rodzinę. Teraz nie mogę się zdecydować, co zrobić to lepiej.



