Nie mogłem zrozumieć, gdzie znika jedzenie przygotowywane przez moją żonę. Dopiero teściowa wyznała nam całą prawdę.
Na początku cieszyłem się, że teściowa jest z nami, bo naprawdę nam pomagała. Nasz syn Tomek często choruje, więc postanowiliśmy nie posyłać go do przedszkola. Moja żona Iwona poprosiła swoją mamę, panią Bożenę, żeby opiekowała się naszym wnukiem.
Bożena zgodziła się, ale pod warunkiem, że będzie przychodzić do nas tylko w ciągu dnia, a wieczorem wracała do swojego mieszkania, żeby odpocząć w ciszy i spokoju.
Czasem mamy pilne sprawy do załatwienia wieczorem albo chcemy po prostu gdzieś wyjść. Wtedy prosimy sąsiadkę, panią Zofię, o pomoc, a teściowa może wrócić do siebie na zasłużony odpoczynek. Naprawdę nie chcemy jej przemęczać.
Początkowo wszystko układało się świetnie. Spieszyliśmy się z pracy do domu, a Tomek był najedzony i czysty. Ale z czasem Bożena przestała na nas czekać i wychodziła zanim wróciliśmy.
Iwona zawsze gotuje obiady na dwa dni. Co miesiąc dajemy teściowej kopertę z pieniędzmi rozumiemy, że poświęca dla nas czas i w ten sposób chcemy jej podziękować.
Ale zaczęliśmy zauważać, że całe jedzenie znika w oczach. Bożena sama je bardzo mało, a Tomek jeszcze mniej W końcu zebrałem się na odwagę i zapytałem teściową wprost, co się z tym jedzeniem dzieje.
Wtedy przyznała, że jej mąż, mój teść pan Stanisław, przychodzi do nas po południu. Dostaje od niej porcję obiadu, bo ona nie ma już siły gotować mu po powrocie do domu. Więc Stanisław zjada u nas albo zabiera kolację do domu.
Brak mi słów. Bożena wraca wieczorem do siebie czy to naprawdę aż taki problem ugotować dla męża? Rozumiem, jeśli teść przyszedłby raz w tygodniu na obiad, ale nie codziennie!
Sęk w tym, że właściwie po południu prawie nie zostaje nic na naszą kolację. Iwona milczy, ale w końcu usiedliśmy i policzyliśmy, czy nie taniej byłoby zatrudnić opiekunkę.
Nie podoba mi się zachowanie teściów. Żona prosi mnie, bym nie robił z tego afery. Ale mam jeszcze jedno pytanie. Czy oni naprawdę nie rozumieją, że nam też potrzebne są pieniądze? Każdego miesiąca płacimy Bożenie za opiekę nad synem, a dodatkowo jeszcze codziennie karmimy ich oboje. Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Kto wie, jak wybrnąć z takiego rodzinnego klinczu?


