Nie rozdrapuj dawnych ran Ta historia opowiada o Taśce, która często rozmyśla o swoim życiu po pięć…

Nie rozdrapuj starych ran

Często myśli Bronisława o swoim życiu, zwłaszcza odkąd przekroczyła pięćdziesiątkę. Nigdy nie potrafiła nazwać swojego małżeństwa szczęśliwym, a wszystko to przez męża, Władysława. Kiedyś wydawało się, że byli zakochani, że łączyła ich prawdziwa miłość. Co się zmieniło, nie umiała powiedzieć, przegapiła tę chwilę.

Mieszkali we wsi, w domu teściowej Marii. Bronka zawsze starała się, by w domu panował spokój. Szacunek do Marii był dla niej oczywisty, a teściowa odwzajemniała się serdecznością. Matka Bronki mieszkała w sąsiedniej wiosce, z młodszym synem, chorowała często.

Maria, jak ci się żyje z tą twoją synową Bronką? indagowały sąsiadki, gdy spotykały ją przy studni, w sklepie, albo po prostu na drodze.

Co tu mówić, na Bronkę nie powiem złego słowa; szanuje mnie, dom prowadzi dobrze, gospodarna jest i we wszystkim pomaga odpowiadała Maria.

Oj, wierzymy, że u was zgoda, ha! Kiedy to się zdarza, żeby teściowa chwaliła synową kpiły kobiety z wioski.

Cóż was to obchodzi rzucała Maria i odchodziła.

Bronisława urodziła córkę, Jadwigę, wszyscy się cieszyli.

Bronka, Jadwisia to chyba do mnie podobna wypatrywała Maria swoich rysów w wnuczce, a Bronka śmiała się serdecznie, nie przejmując się, do kogo dziecko podobne.

Kiedy Jadwiga skończyła trzy lata, Bronka urodziła syna. Znowu w domu pojawiła się radość, mnóstwo zajęć. Władysław pracował, a ona z dziećmi w domu, teściowa bardzo ją wspierała. Żyli spokojnie, całkiem nieźle, mąż nie pił, jak wielu innych. Czasem sąsiadki szukały swoich mężów pod wiejską świetlicą, gdzie ci do późna balowali, tak się upijali, że nie byli w stanie wrócić o własnych siłach. Wtedy żony ciągnęły ich z przekleństwami i wyrzutami.

Bronisława była już w ciąży z trzecim dzieckiem, gdy dowiedziała się, że Władysław ją zdradza. W polskiej wsi nic się nie ukryje, plotka rozeszła się błyskawicznie o Władku i Barbarze, wdowie po pijaku, który utopił się w Narwi. Sąsiadka Zofia nie zawahała się przyjść do Bronki.

Bronka, ty nosisz pod sercem trzecie dziecko, a Władek… burknęła dosadnie niewdzięcznik z niego, z innymi baby się szlaja.

Zosiu, czy to możliwe? Nic nie zauważyłam zdziwiła się Bronka.

Kiedy masz zauważyć? Dwójka dzieci, trzecie w drodze, dom, teściowa, gospodarstwo. A on? Żyje sobie jak chce. Cała wieś już wie, że oni mają romans, Basia nawet nie ukrywa.

Bronka była zrozpaczona, teściowa także wiedziała, lecz milczała, nie chciała, by niosła się krzywda synowej.

Maria wielokrotnie zgadywała niewyrośniętemu Władkowi, a ten się wykręcał.

Mamo, nie trzymałaś ze mną świecy! Co baby mówią, to ich rzecz.

Pewnej jesiennej nocy wpadła Zofia.

Bronka, twój Władek właśnie wszedł na podwórko do Basi! Widziałam na własne oczy, wracałam ze sklepu. Chcesz zostać sama z trójką dzieci? Idź do tej bezwstydnej i zrób porządek. Jesteś w ciąży, on się nie ośmieli podnieść na ciebie ręki! mówiła zawadiacko.

Bronka wiedziała, że nie znajdzie w sobie odwagi do awantury z Basią, znała ją dobrze. Basia była przebojowa i pyskata, mąż zapił się na śmierć, ciągle się kłócili, więc nauczyła się stawiać na swoim. Po chwili namysłu jednak poszła.

Pójdę, spojrzę Władkowi w oczy. On wszystkiego się wypiera, a ja już dość mam babskich plotek powiedziała Marii, która ją odradzała.

Bronka, z brzuchem gdzie ty idziesz? Oszczędzaj się…

Było już późno na dworze, ciemno i ponuro. Zatupotała pod okno Basi, czekała, aż wyjdzie. Ale Basia, zza zamkniętych drzwi, wrzasnęła:

Czego chcesz, co pukasz?!

Otwórz, wpuść mnie. Wiem, że Władek u ciebie, dobrzy ludzie mi powiedzieli Bronka zawołała.

A idźże stąd, śmieszać ludzi, nie otworzę! Basia śmiała się głośno.

Bronka pokręciła się chwilę, wróciła do domu. Mąż wrócił dobrze po północy, pijany. Rzadko pił, ale się zdarzało. Żona czekała.

Gdzie byłeś? Wiem, że u Basi siedzisz i pijesz. Przyszłam, nie otworzyła drzwi… mówiła cicho.

Wymyślasz bzdury! oburzył się Władek. Nie byłem tam! Piłem z Jankiem z kulawą nogą, zasiedzieliśmy się, nawet nie zauważyliśmy, kiedy minął czas.

Bronka nie uwierzyła, lecz nie wszczęła awantury późno już, nie była skłonna do kłótni. Poza tym, co miała zrobić? Nie złapałaś nie udowodnisz, jak mawiają. Noc nie spała, myślała:

Gdzie pójdę z dwójką dzieci trzecie nadchodzi. Mama choruje, a brat z rodziną, trójka dzieci, tam mieszkają. Jak my się tam zmieścimy?

Matka przecież zawsze powtarzała, gdy Bronka żaliła się:

Wytrzymaj, córko. Wyszłaś za mąż, masz dzieci, wytrzymaj. Myślisz, że ze swoim ojcem mi było łatwo? Pił, gonił nas, pamiętasz, jak się u sąsiadów chowaliśmy… Bóg zdecydował po swojemu i zabrał go. Ale wytrzymałam. Twój Władek przynajmniej nie pije często, nie bije cię. Kobiecy los wytrzymać.

Bronka nie zgadzała się w wszystkim z matką, lecz rozumiała, nie odejdzie od męża. Teściowa też przekonywała, uspokajała.

Córeczko, gdzie pójdziesz z dziećmi, niedługo rodzi się trzecie… Poradzimy sobie z Władkiem.

Trzecia córka, Kazimiera, urodziła się słaba, często chorowała. Widać, stresy matki podczas ciąży odbiły się na dziecku. Z czasem wyciszyła się, a Maria otoczyła ją szczególną troską.

Bronka, znowu wieści! wbiegła Zofia, jak sroka roznosiła wieści po wsi. Basia przyjęła pod swój dach Marka, żona go wygoniła z domu.

Przyjęła, niech jej będzie odpowiedziała Bronka, a w duszy się ucieszyła, Władek tam nie będzie już zaglądał.

Minął miesiąc, Zofia znów była pierwsza z nowiną.

Marek uciekł od Basi, wrócił do żony. Teraz Basia znów będzie szukać faceta, taka już jest… A ty pilnuj swojego Władka, różnie bywa pouczała.

W domu Bronisławy znów zapanował spokój, Maria była szczęśliwa. Ale jeśli mężczyzna ma w sobie diabełka, nie usiedzi przy żonie…

Idąc z zakupami, Maria spotkała starą przyjaciółkę, Genowefę.

Z czego ten twój Władek taki jest? Bronka dobra i ładna żona, matka, ty też ją chwalisz. Co mu jeszcze potrzeba?

Genowefa, serio Władek znów lata do kobiet?

Jeszcze jak! Ma przecież wszystko dom, żona, dzieci, matka, ciepło, wyprany, nakarmiony… Teraz chodzi do Wery, rozwódki z naszej stołówki…

Maria nie mówiła Bronce, w tajemnicy szarpała syna, prosiła, by się opamiętał. Ale tajemnic nie da się ukryć Bronka dowiedziała się znowu od Zofii. Łzy i prośby nie przynosiły skutków. Władek, jak chodził, tak chodził na boki. Ale rozstać się z rodziną nie zamierzał, wiedział, że nie potrafi zostawić żony i dzieci. Był wygodnicki żona, dzieci, matka, dom, a na boku zabawa.

Maria już publicznie ganiła syna, próbowała wpłynąć, ale czy dorosły chłopina posłucha starej matki? Syn krzyczał, żeby się nie wtrącała.

Mamo, staram się dla rodziny, pracuję, przynoszę pieniądze, a wy obie mnie obwiniacie. Wierzycie w babskie plotki! bronił się Władek.

Na alkohol nigdy nie był łasy, teraz całkiem przestał.

Mijały lata. Dzieci dorosły. Jadwiga wyszła za mąż w powiecie, tam skończyła technikum, tam została. Syn skończył studia w mieście, ożenił się z miejscową. Mała Kazimiera zdawała maturę, planowała iść do szkoły w powiatowym.

Władek się uspokoił, już nigdzie nie biegał, tylko praca i dom. Częściej siedział na wersalce, zdrowie już nie to, alkohol odstawił zupełnie.

Bronka, serce mi coś dokucza, bóle w plecach, raz za razem narzekał, Bronka, kolana bolą, co to może być, chyba stawy… Może trzeba do lekarza w powiecie podjechać.

Bronisława nie czuła żalu. Dusza jej już dawno skamieniała od łez i rozczarowań. Ileż to przeszła, zanim mąż się uspokoił.

Zdrowie go szwankuje, to siedzi w domu, narzeka myślała niech idzie po pomoc do tych dawnych kochanek… Niech one się nim martwią.

Maria zmarła, pochowali ją obok męża. W domu Władka i Bronisławy zapanowała cisza. Od czasu do czasu przyjeżdżają dzieci i wnuki. Oboje się cieszą. Ojciec narzeka dzieciom na zdrowie, jeszcze obwinia żonę, że go nie leczy. Starsza córka przywozi lekarstwa, martwi się o ojca, kręci się wokół niego, matce mówi:

Mamo, nie czepiaj się taty, chory jest, a Bronce robi się przykro, że córka staje po stronie ojca.

Jadwiga, sam sobie winien, miał zbyt burzliwą młodość, teraz chce współczucia. Ja też nie jestem ze stali, zdrowie potracone, kiedy cierpiałam przez niego, tłumaczyła matka.

Syn też stara się wesprzeć ojca, żartuje, rozmawia więcej z nim. Jak to chłopy

Dzieci jakby nie rozumieją matki, gdy ona im tłumaczyła, że ojciec ją zdradzał, a ona dla nich wytrzymywała. Jak zostawić ich bez ojca? Jak ją to bolało? Ale co słyszała zamiast słów wsparcia?

Mamo, nie rozdrapuj przeszłości, nie denerwuj taty mówiła Jadwiga, syn jej wtórował.

Mamo, było, minęło, uspokajał syn i poklepywał po ramieniu.

Trochę Bronce żal, że dzieci tak wybierają, ale rozumie, nie ma żalu, życie jest, jakie jest.

Dziękuję za przeczytanie, za wsparcie i polubienia. Powodzenia w życiu!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 3 =

Nie rozdrapuj dawnych ran Ta historia opowiada o Taśce, która często rozmyśla o swoim życiu po pięć…