Nie przestawajcie wierzyć w szczęście

Nie przestawaj wierzyć w szczęście

W pewnym momencie, będąc jeszcze młodą, Helena wchodzi na gwarne targowisko na Rynku w Krakowie. Cyganka o oczach jak czarna otchłań chwyta ją za rękę i przygrywa:

Ty, piękna, zamieszkasz w krainie słońca, gdzie wiatr niesie zapach morza i winogron.

Helena wybucha śmiechem:
Bzdury! Nigdy nie opuszczę swojego miasta!

Życie toczy się dalej. Poślubia Michała, rodzą się jej troje dzieci najstarsza to Bogna planuje drugie dziecko. Najpierw jednak wraca do pracy, żeby nie stracić umiejętności. Zrobię pięć, sześć lat, a potem może zajmę się chłopcem myśli.

Jedna z delegacji wyjeżdża ją w góry, a w tym samym czasie dzwoni sąsiadka, pielęgniarka:
Helena, przywieziono twojego Michała do szpitala! Karetka przyjechała z nieznanego adresu po drugiej stronie ulicy.

Nie wiadomo, gdzie kryją się rodzinne sekrety. Powrót do domu przypomina kiepski thriller. Wieczorem Helena pędzi do szpitala, serce wali w gardle. Michał, bladej skóry, z bandażowaną ręką unika jej spojrzenia.

Skąd cię zabrali? pyta cicho.

Milczenie mówi więcej niż słowa. Okazuje się, że w tej kamienicy mieszka samotna kobieta, koleżanka Michała, z którą ich przyjaźń trwa już ponad rok. Każdy ma swój charakter. Jedni zamykają oczy, inni wywołują kłótnie, a potem, zaciskając zęby, podają zdradzie talerz z zupą. Helena jest jednak z innego królestwa. Nie czeka na męża w szpitalu ma kogo przytulić ranną duszę.

Zbiera w stary plecak najpotrzebniejsze rzeczy, chwyta przestraszoną Bognię za rękę i wychodzi z ich wspólnego mieszkania, nie odwracając się.
Zaczynamy życie od czystej kartki, córko mówi, mocno ściskając małą dłoń.

Mama przyjmuje ich na jakiś czas, potem Helena rozwodzi się, dzieli metry kwadratowe z byłym mężem i bierze kredyt hipoteczny. Żyje na autopilocie, starając się zapewnić sobie i przyszłości córki.

Lata mijają, zmęczona pracą i samotnością, Helena leci do Polski, do przytulnego domu przyjaciółki Oliwii, położonego godzinę drogi od Olsztyna, nad jeziorem Mamry. Długo się zbiera, żałuje pieniędzy na wypoczynek, aż w końcu kupuje bilety nie wytrzymuje już. Ma nadzieję, że polskie słońce rozpuści lód w jej sercu.

Oliwia, słuchając gorzkich wyznań Już nigdy nie nauczę się ufać, Miłości dla mnie nie ma nie wytrzymuje. Dzwoni po znajomego, właściciela lokalnej winnicy:
Januszu, znajdź mi Łukasza. Pilnie! Powiedz, że mam dla niego narzeczoną.

Myśli Heleny nie zbliżają się do żadnej romansu. Już leży w łóżku w miękkim szlafroku, czyta książkę, by odpędzić smutne myśli. Noc jest ciemna, gwiazdy migoczą. Nagle słyszy pukanie. Po chwili do sypialni wbiega promienna Oliwia:
Helena, wstawaj! Twój narzeczony już przyjechał!

Helena, rozbawiona, zakłada szlafrok i wychodzi do salonu. Na progu stoi Łukasz wysoki, z siwizną przy skroniach i śmiejącymi się oczami, trzyma kask w ręku, a za nim przyklejony do ściany domu, podniszczony motocykl. Przejechał dwadzieścia kilometrów po górskich serpentynach pod gwiazdami, by zobaczyć nieznajomą.

Oliwia powiedziała jesteś polską księżniczką? mówi po łamanym angielsku, z akcentem jak melodia.

Helena, oszołomiona, wyciąga rękę do podania. Łukasz chwyta ją ciepłymi, dużymi dłońmi i nie puszcza. Siadają razem na kanapie, nie rozłączając się. Nie zna języka, ona nie mówi po włosku, ale ich rozmowa składa się z gestów, uśmiechów i spojrzeń, które są tak intensywne, że Oliwia odchodzi, zostawiając ich samych z nowym cudem.

Łukasz wyjeżdża o świcie, znów wsiadając na swój żelazny koń. Później Helena dowiaduje się, że jego życie przed tą nocą było pasmem niepowodzeń: dwa małżeństwa, bezdzietny dom, małe mieszkanie nad garażem brata, prawie przestał wierzyć w szczęście.

Na dziesięć dni przed wyjazdem wyznają sobie wszystko. Wrócę» mówi łagodnie, a ona odpowiada: «Będziemy razem».

Kilka miesięcy w Polsce mija w szaleńczym wirze: zwolnienie z pracy, pakowanie, trudne rozmowy z rodziną, która nie rozumie jej szaleństwa. Telefon codziennie wybucha wiadomościami:

Moje słońce, jak się masz? Tęsknię. Łukasz

Nasze nowe okno wychodzi na oliwnik. Twoja pokój czeka. Twój Łukasz

Nie przeraża go siedmioletnia różnica wieku ani dwunastoletnia córka, którą ma pokochać.

Pewnego popołudnia, siedząc na tarasie ich nowego domu, rozświetlonego słońcem, Helena obejmuje Łukasza i pyta:

Dlaczego od razu uwierzyłeś w nas? Dlaczego się nie przestraszyłeś?

Łukasz odwraca się, a w jego oczach odbija się cała Toskania albo raczej Mazury:

Kiedyś stary winiarz powiedział, że spotkam kobietę ze wschodu, z duszą pełną burzy i sercem szukającym spokoju. Powiedział, że przyniesie mi szczęście, którego szukam w winnicach, a którego nie mogę znaleźć. To jesteś ty, Heleno.

I co? szepcze, czując łzy. Czy znalazłeś to szczęście?

Łukasz nie odpowiada słowami. Przytula ją i całuje, jakby to był ich pierwszy i ostatni pocałunek. Potem, z promiennym uśmiechem, mówi:

Znalazłaś mnie sama! Jestem nieskończenie szczęśliwy.

Życie się układa. Znajdują dobrą pracę, biorą kredyt na domek z widokiem na wzgórza. Łukasz darzy czułością przybrana córkę, która z zapałem uczy się polskiego. Rano przynosi Helenie do łóżka kawę z cynamonem, wieczorem dom wypełnia aromat domowej pasty, którą gotuje jak mistrz. Jego miłość widać w bukietach polnych kwiatów na stole, w delikatnych dotykach, w troskliwym spojrzeniu, którym żegna żonę każdej nocy.

Helena rozkwita. Nie wierzy już w to, że szczęścia nie ma. Teraz wie: szczęście nie jest mitem. Przechodzi po świecie, szuka połówek i łączy je tak mocno, że żadne burze już ich nie przerażają.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem − trzy =

Nie przestawajcie wierzyć w szczęście