Dzisiejszy dzień był wyjątkowo dziwny. Jakby wydarzenia nie pasowały do mojego uporządkowanego życia.
„Ola, nie róbmy tego. Jestem żonaty i kocham swoją żonę” – wypaliłem wyuczoną formułkę.
Z Katarzyną jesteśmy razem dwadzieścia dwa lata. Namiętności przygasły, relacje stały się stabilne i spokojne, bardziej przypominające głęboką przyjaźń niż płomienny związek. Córka studiuje na drugim roku medycyny. Poszła w nasze ślady. Inaczej być nie mogło – od dzieciństwa słyszała tylko rozmowy o chorobach, lekach i skargach pacjentów. Już jako mała dziewczynka uwielbiała przeglądać anatomiczne atlasy, zafascynowana ludzkim ciałem.
Poznaliśmy się z Kasią na praktykach w szpitalu. Pomogłem jej pierwszy raz zbadać pacjenta – młodego mężczyznę, który nachalnie się do niej przypochlebiał. Dwa lata później, tuż przed egzaminami końcowymi, wzięliśmy ślub.
Po studiach trafiliśmy do tego samego szpitala. Kasia została kardiologiem, a ja – chirurgiem ortopedą. Dzisiaj rzadko się zdarza, że nasze dyżury kończą się o tej samej porze, ale tym razem mogliśmy wrócić razem do domu.
„Wstąpimy do sklepu? W domu nie ma warzyw na sałatkę.”
„Może odpuśćmy dziś te warzywa? Jeden dzień bez nich się obejdzie. Jestem wykończony – operacja była trudna” – odparłem, sprawnie manewrując samochodem po zatłoczonych ulicach Poznania.
„Dobrze, ale jutro i tak trzeba będzie coś kupić. Wysadź mnie przy sklepie, a ty jedź do domu” – zaproponowała Kasia.
„A potem będziesz taszczyć ciężkie torby, a ja będę się czuł winny. Chodźmy razem” – zawróciłem i zaparkowałem przed supermarketem.
Ja pchałem wózek między półkami, a Kasia wkładała do niego produkty.
„Miałem rację” – skomentowałem, patrząc na przepełniony wózek w kolejce do kasy.
„Ale przynajmniej przez tydzień nie trzeba będzie tu wracać” – odparła, cmokając w powietrze i patrząc na mnie figlarnie. – „Ojej, zapomniałam chleba!” – dodała i pobiegła między regały.
Westchnąłem i zacząłem wykładać zakupy na taśmę. Przestrzeń była ograniczona, a pudełko z makaronem spadło na stos produktów przede mną.
Kobieta stojąca w kolejce obrzuciła mnie pełnym wyrzutu spojrzeniem. Przeprosiłem, podniosłem pudełko i, nie wiedząc, gdzie je odłożyć, trzymałem je w rękach.
Wtedy się odwróciła i wpatrywała się we mnie uporczywie. Mniej więcej mój wzrost, brązowe oczy, usta o smutno opadających kącikach. Rozjaśnione włosy z odrastającymi ciemnymi korzeniami zebrane niedbale w kok. Brązowy płaszcz zwisał luźno na jej wąskich ramionach.
Uśmiechnąłem się pokornie i odwróciłem, szukając wzrokiem Kasi. „Gdzie się podziała? Nie zdziwię się, jeśli wróci z czymś więcej niż tylko chlebem.” Spojrzałem znowu na kobietę. „Dlaczego tak się na mnie patrzy? Moja pacjentka? Nie przypominam sobie.”
„Sławek? To ty?” – zapytała nagle, a w jej oczach błysnęła radość.
„Znamy się? Była pani u mnie na leczeniu? Przepraszam, nie pamiętam…” – wybełkotałem.
„Więc jednak zostałeś lekarzem, tak jak marzyłeś?” – zapytała. – „Jestem Ola. Olga Nowak.” – Jej oczy, które przed chwilą błyszczały entuzjazmem, znów przygasły.
Przypatrzyłem się uważniej. Gdy się przedstawiła, coś znajomego przemknęło w jej twarzy… Ola… Olga…
„Nowak?!” – Nagle przypomniał mi się szkolny stadion, dziewczyna biegnąca przede mną. Rozpuszczone ciemne włosy falowały za nią na boki. A ja, zahipnotyzowany jej widokiem, nie mogłem jej dogonić…
„Zmieniłam się tak bardzo?” – zapytała rozczarowana ta kobieta, która nazywała się Olgą Nowak, ale wcale nie przypominała tamtej dziewczyny. – „A ty… dojrzałeś, wyglądasz nawet lepiej niż wtedy.”
Podeszła Kasia i spojrzała na nas z ciekawością. Byłem tak zdezorientowany, że nawet nie zauważyłem, co jeszcze wrzuciła do koszyka poza chlebem. To wcale nie było w moim stylu. Kasia rozglądała się, gdzie położyć swoje zakupy, ale taśma była już zapełniona. Wtedy kasjerka wcisnęła przycisk, i taśma ruszyła.
Ocknąłem się pierwszy.
„To moja dawna koleżanka z klasy, Olga Nowak. A to moja żona, Kasia.” – Przedstawiłem je sobie.
Kasia spojrzała na Olgę z zainteresowaniem, ale ta niegrzecznie odwróciła się w stronę kasy. Kasjerka właśnie skanowała jej produkty. Olga zapłaciła, wzięła torbę i podeszła do wyjścia, ale nie wyszła – zatrzymała się przy drzwiach.
„Czyżby na mnie czekała? Tylko tego brakowało. Dowiedziała się, że jestem lekarzem, i postanowiła mi opowiedzieć o swoich dolegliwościach?” – Zawsze, gdy ludzie dowiadywali się, kim jesteśmy, od razu zasypywali nas pytaniami o zdrowie.
„Sławek, masz kartę?” – Kasia wyrwała mnie z zamyślenia.
Przyłożyłem kartę do terminala, wziąłem ciężkie torby i skierowałem się do wyjścia. Olga uprzejmie otworzyła przede mną drzwi. „Niezręczna sytuacja. Po co to robi?” – pomyślałem, czując się nieswojo.
Wszyscy troje znaleźliśmy się przed sklepem.
„Gdzie teraz mieszkasz? – Olga zwróciła się do mnie, ignorując moją żonę. – W mieszkaniu rodziców?”
„Nie, w sąsiednim budynku. Kupiliśmy specjalnie, żeby częściej ich odwiedzać. A ty?” – zapytałem.
„A ja…” – machnęła ręką w nieokreślonym kierunku. – „Nie układa się nam ta rozmowa.” – „Cieszę się, że cię spotkałam. Może już pójdę?” – Patrzyła na mnie, jakby czekała na pozwolenie.
Ale milczałem. Olga odwróciła się i odeszła.
„Była w tobie zakochana?” – spytała Kasia, gdy wsiadaliśmy do samochodu. – „Nigdy mi o niej nie mówiłeś.”
„Nie, nie była.”
„Naprawdę? A patrzyła na ciebie, jakby wciąż cię kochała.” – Kasia nie ustępowała.
„To nie ona kochała się we mnie, tylko ja w niej” – przyznałem. – „Ale wybrała gwiazdę szkolnej drużyny piłkarskiej, Tomka Wiśniewskiego.”
„Myślę, że zobaczyws”Minęły lata, a ja wciąż czasem zastanawiam się, czy tamta Ola znalazła w końcu swój spokój – ale w moim życiu nie ma już dla niej miejsca, bo moje serce na zawsze należy do Kasi.”



