„Olga, proszę, nie rób tego. Jestem żonaty i kocham swoją żonę,” powiedział przygotowaną wcześniej formułką.
Krzysztof z Danutą byli razem dwadzieścia dwa lata. Namiętności przeminęły, związek stał się stabilny i spokojny, oparty na głębokiej więzi. Córka studiowała na drugim roku medycyny, idąc w ślady rodziców. Jakżeby inaczej, skoro od dzieciństwa słyszała tylko o chorobach, lekach i skargach pacjentów. Już jako mała dziewczynka lubiła oglądać ilustracje w atlasach anatomicznych.
Poznali się na praktykach w szpitalu. Krzysztof pomógł Danucie zbadać pierwszego pacjenta, młodego mężczyznę, który bezczelnie się do niej przymilał. Dwa lata później, tuż przed egzaminami dyplomowymi, wzięli ślub.
Po studiach trafili do tej samej placówki – Danuta do kardiologii, Krzysztof został ortopedą. Tego dnia ich zmiany skończyły się o tej samej porze, więc wracali razem.
— Wstąpimy do sklepu? Brakuje warzyw na sałatkę.
— Może odpuścimy? Jeden dzień bez warzyw nam nie zaszkodzi. Jestem wykończony — skomplikowana operacja — Krzysztof skupiał się na prowadzeniu auta przez zatłoczone ulice Warszawy.
— Dobrze, ale jutro i tak trzeba będzie iść. Wysadź mnie przy Biedronce, a ty jedź do domu — zaproponowała Danuta.
— A potem będziesz dźwigać ciężkie torby, a ja poczuję się winny. Chodźmy razem.
Krzysztof popychał wózek między półkami, a Danuta wkładała do niego produkty.
— Miałem rację — mruknął, stojąc w kolejce do kasy i patrząc na przepełniony koszyk.
— Za to przez tydzień nie trzeba będzie robić zakupów — Danuta posłała mu figlarne spojrzenie, cmokając w powietrze. — Ojej, zapomniałam chleba! — Rzuciła się w stronę alejki.
Krzysztof westchnął i zaczął wykładać towary na taśmę. W ciasnocie paczka makaronu spadła na produkty osoby przed nim. Kobieta obrzuciła go pełnym wyrzutu wzrokiem. Przeprosił, podniósł opakowanie i nie wiedząc, gdzie je odłożyć, trzymał je w dłoniach.
Wtedy kobieta odwróciła się i wpatrywała się w niego uporczywie. Mniej więcej jego wzrostu, smagła, o smutnych, opadających kącikach ust. Zniszczone, farbowane włosy z ciemnymi odrostami zebrała niedbale w kucyk. Brązowy płaszcz zwisał na jej wąskich ramionach.
Krzysztof uśmiechnął się przepraszająco i odwrócił, wypatrując Danuty. *Gdzie się podziała? Pewnie dokupuje jeszcze coś.* Spojrzał znów na kobietę. *Czemu się tak gapi? Była moją pacjentką? Nie pamiętam.*
— Krzyś, to ty? — Nagle zapytała, a w jej oczach błysnęła iskra radości.
— Znamy się? Byłaś u mnie na wizycie? Przepraszam, nie pamiętam… — bąknął.
— Więc jednak zostałeś lekarzem, jak marzyłeś? — spytała. — Jestem Olga. Olga Nowak. — Iskra w jej oczach zgasła tak szybko, jak się pojawiła.
Przypatrzył się uważniej. Gdy się przedstawiła, w jej rysach dostrzegł coś znajomego… Olga…
— Nowak?! — W pamięci odżył obraz szkolnego boiska, dziewczyny biegnącej przed nim. Ciemne włosy rozwiane na wietrze, a on, zadyszany, nie mogąc jej dogonić…
— Zmieniłam się tak bardzo? — zapytała z goryczą. — A ty… dojrzałeś. Wyszedło ci to na dobre.
Nadeszła Danuta i spojrzała na nich z ciekawością. Krzysztof był tak zdezorientowany, że nawet nie zauważył, co jeszcze włożyła do koszyka. Danuta próbowała znaleźć miejsce na dodatkowe produkty, ale taśma była pełna.
— To moja dawna koleżanka ze szkoły, Olga Nowak. A to moja żona, Danuta.
Danuta spojrzała na Olgę życzliwie, lecz ta odwróciła się szorstko w stronę kasy. Gdy tylko zapłaciła, wzięła torbę i odeszła pod drzwi, zatrzymując się tam.
*Czeka na mnie? Wystarczyło, że dowiedziała się, że jestem lekarzem.* Gdy ludzie poznawali ich zawód, od razu zasypywali ich pytaniami o zdrowie.
— Krzyś, masz kartę? — Danuta wyrwała go z zamyślenia.
Zapłacił, wziął ciężkie torby i ruszył ku wyjściu. Olga otworzyła przed nim drzwi. *Po co to robi?* Czuł się niezręcznie.
Wyszli przed sklep.
— Gdzie mieszkasz? — spytała Olga, ignorując Danutę. — W mieszkaniu rodziców?
— Nie, obok. Kupiliśmy, żeby mieć ich blisko. A ty?
— Ja… — Machnęła ręką w nieokreślonym kierunku. — Cieszę się, że cię spotkałam. Mogę już iść? — Patrzyła na niego, jakby czekała na przyzwolenie.
Milczał. Olga odwróciła się i odeszła.
— Była w tobie zakochana? — spytała Danuta w samochodzie. — Nigdy mi nie mówiłeś.
— Nie. To ja byłem w niej zadurzony. Wybrała jednak gwiazdę szkolnej drużyny piłkarskiej, Darka Kowalczyka.
— Wydaje mi się, że teraz żałuje. Trochę się zazdroszczę — zażartowała Danuta.
— Daj spokój. Nie obchodzi mnie, co czuje. Nie żałuję, jak potoczyło się moje życie.
Tej nocy Krzysztof długo nie mógł zasnąć. Wspominał beztroskę młodości, siebie — zakochanego chłopaka, który cierpiał z powodu nieodwzajemnionego uczucia i ledwo zdał maturę.
*Zmieniła się. Wszyscy jesteśmy w tym samym wieku, a Danucie nikt nie daje jej lat. Pewnie życie z Darkiem nie było usłane różami.* Zasnął nad ranem, nie słysząc, jak Danuta wstała.
Następnego dnia, stojąc na czerwonym świetle, rozpoznał brązowy płaszcz Olgi na przystanku. Chciał minąć, udając, że jej nie widzi, ale ona już machała ręką. Zatrzymał się.
— Cześć. Dobrze, że cię widzę. Autobus się nie pojawia, a ja marznę.
Spojrzał na nią ukradkiem. Wyglądała lepiej niż w sklepie — subtelny makijaż, włosy starannie upięte. Nie wątpił, że specjalnie na niego czekała.
— Wiedziałam, że się spotkamy — zaśmiała się cicho.
Spytał, czy komuś z jej bliskich potrzebna jest pomoc.
— Nie. Po prostu chciałam cię zobaczyć — odparła szczerze. — Nie mogę spać.Krzysztof westchnął głęboko, patrząc na jej zatroskaną twarz, i powiedział cicho: „Olga, znajdź sobie kogoś, kto będzie cię kochał naprawdę, bo ja już wybrałem swoją drogę.”



