– Nie potrzebuję sparaliżowanej… – powiedziała narzeczona i wyszła…
Nie miała jednak pojęcia, co się wydarzy później…
W jednej mazowieckiej wiosce mieszkał zwykły staruszek, który w weekendy lubił wypić trochę czystej. Miał wielkie marzenie – chciał mieć psa, nie byle jakiego, tylko rasowego owczarka środkowoazjatyckiego. Gotów był po niego jechać choćby do Kazachstanu, aby tylko sprowadzić go do siebie.
Staruszka nazywano wszyscy Władysławem, czasem Władkiem, bo czy to imię, czy przydomek, ani sąsiedzi, ani młodzież nie byli do końca pewni. On sam nikogo nie poprawiał i tak już zostało. Siadał Władek po robocie w ogródku na ławeczce przed domem, wspominając dawne czasy. Często młodzież przysiadała obok, by posłuchać jak niegdyś w wiosce bywało.
Żonę Władek pochował już dawno. Weronika chorowała ciężko na serce. Lekarze zabronili jej rodzić, lecz tak bardzo chciała dziecko Urodziła mu syna i zupełnie opadła z sił. Władek bardzo ją kochał, wszystko robił za nią w domu, nawet zakup mleka brał na siebie.
– Nie wolno! – powtarzał. – Lekarze zabronili!
Za synem sam się zajmował, gotował, sprzątał. Weronika narzekała:
– Wstydu byś mi nie robił! Inne kobiety się śmieją! Nic nie robię, wszystko na mężu!
Ale kobiety nie śmiały się, a zazdrościły jej:
– Oj Weroniko, dałabyś nam swego Władka chociaż na dzień do wynajęcia, jak tobie żyć!
Ona tylko się uśmiechała. Z takim uśmiechem odeszła też z tego świata. Władek znalazł ją rano już zimną. Płakał jak bóbr trzy dni, potem zajął się synem.
Chłopak miał wtedy trudny wiek, 14 lat. Po wojsku syn szybko się ożenił i osiadł tam, gdzie służył. Tak Władek został sam. Nie narzekał jednak nigdy, lubił gawędę z młodymi na ławeczce.
U syna urodziła się córka, Władek zawsze czkał ich z wizytą, lecz oni jakoś nigdy nie przyjeżdżali raz praca, raz brak czasu, jak nie jedno to drugie. Wnuczkę znał jedynie ze zdjęć.
Aż nagle sąsiedzi zauważyli, że Władek chodzi smutny, jakby go złoto opuściło. Nie żartuje, nie rozmawia, na ławeczce nie siedzi. Zaczęli go wypytywać co się stało, w końcu okazało się, że dostał telegram. Synowa napisała, że rodzina miała wypadek samochodowy. Wnuczka w ciężkim stanie w szpitalu, a syn Władka zginął.
A cóż to za nieszczęście! współczuli sąsiedzi, ale kto znalazłby słowa pocieszenia na takie nieszczęście?
Władek przyjmował kondolencje, ale to mu nie pomagało. Syna żal mu było, ale nic nie wróci. Jeszcze bardziej martwił się o wnuczkę leży w szpitalu, w śpiączce, ledwie 15 lat Cała dusza Władka się wyrywała.
Najgorsze synowa o niczym już nie pisała, na telegram nie odpowiadała, telefon nie odbierała. Jak się dowiedzieć, w jakim stanie jest wnuczka? Choć nigdy na żywo jej nie widział, kochał ją bardzo. Ze zdjęć była niesłychanie podobna do młodej Weroniki.
Władek już miał jechać do Warszawy, gdzie mieszkał syn, gdy nagle w przeddzień wyjazdu pod dom podjechał samochód. Wynieśli z auta nosze. Do jego domu energicznie wtargnęła pewna pani. Staruszek nie od razu rozpoznał, że to żona zmarłego syna. Za nią wnieśli wnuczkę na noszach. Dosłownie porzucili ją na sofę i wyszli.
Jest całkowicie sparaliżowana. Nie potrzebuję takiej córki. Jeszcze się zdążę wydać za mąż i urodzić zdrowe dziecko! rzuciła synowa.
Ale ja przecież nie jestem lekarzem! zdążył tylko odpowiedzieć Władek.
Lekarz nic nie pomoże. Trzeba opiekunki. Jak nie chcesz się niańczyć, zakop ją żywcem ja swojego życia nie zmarnuję. Nie jestem jej opiekunką! trzasnęła drzwiami i wyszła.
To ty jej nawet nie jesteś matką! krzyknął za nią staruszek.
Już było jasne, czemu syn nie odwiedzał z rodziną. Z taką żoną to tylko na targ się wykłócać, nie w gości jeździć. Jak to jego syn mógł się z taką kobieta związać? Już nie zapyta nigdy. Gdyby wiedział, że żona od córki się odwróci, pewnie by przewrócił się w grobie.
Tak zostali sami Władek i wnuczka.
Dziewczyna istotnie była całkowicie sparaliżowana, lecz Władek już niejedno w życiu przeszedł przyzwyczajony do pracy i opieki nad chorymi, znał się na prowadzeniu gospodarstwa, a teraz miał cel uzdrowić wnuczkę.
Lekarze się poddali i wypisali ją ze szpitala, nie wiedząc jak przeżyła ten wypadek. Zostały tylko ludowe sposoby i szeptunki. Najbliższa szeptunka mieszkała jednak bardzo daleko. Przewieźć sparaliżowane dziecko się nie dało, a ona na dom nie jeździła, bo staruszka już była bardzo wiekowa. Co robić nie wiadomo
Staruszek niemal co tydzień jeździł rowerem do szeptunki, przynosił zioła i nalewki dla wnuczki. Tak ją leczył. Ponad rok minął, a ona ani ręką, ani nogą ruszyć nie mogła, tylko leżała jak kłoda pod kołdrą. Nawet mówić nie potrafiła, tylko mamrotała niezrozumiale.
Czasem Władek widział łzę na jej policzku. W takich chwilach serce mu pękało. Myślał, że wnuczka tęskni za matką, za ojcem. Długo rozmawiał z nią, czytał książki, ale ona już nie mogła odpowiedzieć. Im obojgu było ciężko.
Aż pewnego wieczora wydarzyło się coś niespodziewanego. Gdy dziadek siedział jak zwykle przy łóżku chorej, do domu wpadła pijana banda młodych. Okazało się, że Władek zapomniał zamknąć drzwi. Wracali z dyskoteki, zobaczyli światło. Wiedzieli, że mieszka tu sparaliżowana dziewczyna. Ktoś dworował, żeby wejść i zabawić się, przecież i tak nie może się bronić Popchnęli drzwi a te otwarte.
A teraz, dziadek! Zdejmuj z wnuczki kołdrę, rozchyl nogi! Zaraz wylosujemy, kto pierwszy rozkazał najbardziej pijany.
Zmiłujcie się! Przecież ona ma tylko 15 lat! zaprotestował staruszek.
Oj, poczekajcie tylko, umyję zęby! odparł Władek i pobiegł do kuchni, otworzył schowek pod podłogą i krzyknął „Bierz!”
Z schowka wyskoczył ogromy owczarek Azja. Zaczął łapać bandytów za spodnie! Najgorszemu ledwo nie oderwał przyrodzenia, innym poszarpał spodnie na tyłku. Tak biegli przez wieś z gołymi zadkami, wszyscy się śmiali, a Azja gonił ich aż do granic wsi.
Wchodzę potem do pokoju, a wnuczka siedzi już na łóżku i krzyczy przez okno:
Azja! Azja! Dziadku, trzymaj go, żeby nie uciekł!
Wtedy uroniłem łzę ze wzruszenia. Od tej pory wnuczka zaczęła wracać do zdrowia. Wkrótce zaczęła chodzić. Czy zioła pomogły, czy stres przez psa do dziś nie wiadomo, lecz dziewczynka rozgadała się jak nigdy. Musiała się nagadać za stracony czas.
A skąd się wziął psiak, zapytacie? Proste. Owczarek Azja mieszkał u syna Władka, a gdy syn zginął, synowa pozbyła się i córki, i psa. Przywiozła psa razem z dziewczynką ale staruszkowi nic nie wspomniała. Kiedy synowa opuściła dom Władka, poszedł zamknąć za nią bramę, patrzy a przy bramie siedzi pies. Chudy, wymęczony, oczy smutne jak u chorej krowy, a z nich płyną prawdziwe łzy. Władek nawet nie wiedział, że syn miał psa. Nie mógł wyrzucić go na ulicę zabrał go do siebie.
Pies służył mi wiernie, a gdy tamci bandyci przyszli, siedział akurat w piwnicy, bo lato było wyjątkowo gorące. Nie chciałem, aby się męczył od upału za dnia Azja siedział w chłodzie, a wieczorem, gdy słońce zachodziło, wypuszczałem go na dwór. Tamtego wieczoru nie zdążyłem jeszcze wypuścić. Gdyby Azja był na górze, bandyci nie weszliby do domu.
Wnuczka potem opowiedziała mi, że gdy płakała, łzy leciały jej po twarzy z tęsknoty za psem. Dziadek zwykle trzymał psa na podwórku, do pokoju nie wpuszczał. Dziewczynka bardzo za nim tęskniła, ale nie mogła mi o tym powiedzieć.
Azja przepędziwszy meneli, wrócił do domu i z radością wylizał buzię swojej małej właścicielce. On też za nią bardzo tęsknił.
Tak już zaczęliśmy żyć razem ja, wnuczka i Azja. O matce dziewczynki więcej nie mieliśmy żadnych wieści.


