Nie Potrafiłam Pokochać – Lilia, list od Włodka i letnia przyjaźń, która na zawsze odmieniła losy cz…

NIE POTRAFIŁA POKOCHAĆ

Dziewczyny, powiedzcie, która z was to Zosia? kobieta patrzyła na nas z ciekawością i przymrużonymi oczami.

To ja, Zofia. A o co chodzi? odparłem z lekkim zaskoczeniem.

Masz tutaj list, Zosiu. Od Wojtka nieznajoma wyciągnęła z kieszeni fartucha pogniecioną kopertę i podała mi ją.

Od Wojtka? Gdzie on jest? zdziwiłem się.

Przenieśli go do ośrodka dla dorosłych. Czekał na ciebie, Zosiu, jak na cud. Wypatrywał non stop, już oczy go bolały. List dał mi do sprawdzenia, czy nie ma błędów. Bał się kompromitacji przed tobą. Dobra, lecę. Zaraz obiad. Pracuję tu jako wychowawczyni spojrzała na mnie z wyrzutem, westchnęła i szybko się oddaliła.

Swego czasu, podczas wakacji, ja i Ela moja przyjaciółka przypadkiem trafiliśmy na teren nieznanego ośrodka. Miałyśmy po szesnaście lat, cieszył nas letni czas i spragnione byłyśmy przygód.

Usiedliśmy więc z Elą na ławce w cieniu. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Nie zauważyliśmy nawet, gdy podeszło do nas dwóch chłopaków.

Cześć, dziewczyny! Nudzicie się? Poznamy się? jeden wyciągnął rękę Wojtek.

Odpowiedziałem:

Zofia. A to Ela, moja koleżanka. A twój milczący kumpel jak się nazywa?

Leszek powiedział cicho drugi chłopak.

Wydało mi się, że są trochę staroświeccy, za bardzo poprawni. Wojtek poważnie zaczął:

Dziewczyny, czemu nosicie takie krótkie spódniczki? A u Eli dekolt aż razi.

No to chłopaki, nie patrzcie tam, gdzie nie należy! Bo wam się oczy rozbiegają żartowałyśmy z Elą.

Ciężko nie patrzeć. Jesteśmy facetami. A może palicie papierosy? nie dawał za wygraną Wojtek.

Oczywiście, że palimy, ale nie wciągamy śmiałyśmy się.

Dopiero wtedy zauważyliśmy z Elą, że chłopcy mają kłopoty z nogami.

Wojtek ledwo chodził, Leszek wyraźnie kuleł na jedną nogę.

Rehabilitujecie się tu? zapytałem.

Tak. Złamałem nogę na motorze. Leszek źle wskoczył do jeziora wyrecytował Wojtek. Niebawem nas wypisują.

Ja i Ela uwierzyliśmy w ich legendy. Wtedy nie wiedzieliśmy, że Wojtek i Leszek są niepełnosprawni od dzieciństwa. Skazani na życie w ośrodku. Dla nich byliśmy namiastką wolności.

Uczyli się w zamkniętym internacie, każdy z takich dzieci miał swoją wersję historii nieszczęśliwego wypadku, bójki czy urazu…

Wojtek i Leszek okazali się bardzo ciekawi, dowcipni, inteligentni, zupełnie inni niż nasi szkolni koledzy.

Zaczęliśmy z Elą odwiedzać ich co tydzień.

Po pierwsze, zrobiło nam się ich żal, chcieliśmy poprawić im humor. Po drugie, od nich można było się sporo nauczyć.

Spotkania na ławce weszły nam w nawyk.

Wojtek przynosił mi zawsze kwiat, zerwany z pobliskiej rabatki. Leszek dawał za każdym razem origami, które wykonywał własnoręcznie, z lekkim zażenowaniem wręczał je Eli.

Cztery osoby, jedna ławka: Wojtek blisko mnie, Leszek odwrócony do nas plecami, całość swojej uwagi poświęcał Eli. Koleżanka się rumieniła, ale widać było, że ciekawe jest towarzystwo nieśmiałego Leszka.

Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, śmialiśmy się z żartów Wojtka.

Lato minęło niepostrzeżenie.

Nadeszła deszczowa jesień, wakacje się skończyły, przed nami ostatnia klasa liceum. Z Wojtkiem i Leszkiem zupełnie straciliśmy kontakt.

Nastały matury, ostatni dzwonek, studniówka. Znowu czekało nas lato czas nadziei.

Z Elą ponownie wstąpiliśmy na teren ośrodka, by odwiedzić znajomych. Siadłyśmy na tej samej ławce, czekając, aż cicho dołączą do nas Wojtek i Leszek z kwiatkiem i nowym origami. Niestety, na próżno czekaliśmy dwie godziny.

Nagle wbiegła do nas ta sama wychowawczyni i wręczyła mi list od Wojtka. Otworzyłem z drżeniem kopertę:

Najdroższa Zosiu! Jesteś moim cudownym kwiatem, gwiazdą nieosiągalną! Pewnie nie zrozumiałaś, że zakochałem się w tobie od pierwszego spojrzenia. Te spotkania były tchnieniem, życiem. Od pół roku patrzę za okno, czekając na ciebie. Zapomniałaś o mnie. Szkoda! Nasze ścieżki się rozchodzą. Dziękuję, że odkryłem prawdziwą miłość. Pamiętam twój jedwabisty głos, zalotny uśmiech, delikatne dłonie. Źle mi bez ciebie, Zosiu! Chciałbym cię zobaczyć choć raz jeszcze! Nie mam już czym oddychać…

Mi i Leszkowi stuknęła osiemnastka. Przeniosą nas do innego ośrodka. Raczej już się nie zobaczymy. Serce mi pęka! Może się odkocham i wyleczę.

Żegnaj, ukochana!

Podpis: Twój na zawsze Wojciech.

W środku znalazłem zasuszony kwiatek.

Przeszły mnie wyrzuty sumienia. Serce się ścisnęło na myśl, że nic już nie da się zmienić. Przypomniały mi się słowa: Jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswoiliśmy.

Nie wiedziałem, jakie uczucia rozbudziłem w Wojtku. Ale niestety nie potrafiłbym odwzajemnić tej miłości. Nie czułem do niego nic poza koleżeństwem, podziwem dla jego osobowości, ani trochę więcej. Owszem, trochę z nim kokietowałem, droczyłem się. Może rozpalałem jego zainteresowanie. Ale nie przewidziałem, że moja lekka gra zamieni się w ogień miłości u Wojtka.

Od tamtych wydarzeń minęło wiele lat. List Wojtka zżółkł, kwiatek się rozsypał. Ale pamiętam te niewinne spotkania, nasze rozmowy, śmiech z jego dowcipów.

Ta historia ma dalszy ciąg. Ela bardzo przejęła się losem Leszka. Rodzice porzucili go z powodu inności od urodzenia jedna noga była znacznie krótsza. Ela skończyła pedagogikę, pracuje w domu dla dzieci niepełnosprawnych. Leszek został jej mężem. Mają dwóch dorosłych synów.

Wojtek, z relacji Leszka, całe życie był samotny. Gdy miał czterdzieści lat, matka odwiedziła go w ośrodku, zobaczyła syna, rozpłakała się i zabrała go do swojej wioski. Tam ślad po nim się urywa…

Dziś wiem, jak łatwo można nie docenić czyichś uczuć. Zdałem sobie sprawę, że nawet drobne gesty mogą rozpalić nadzieję w drugim człowieku. Trzeba uważać na to, co się mówi i robi bo ktoś może kochać bardziej, niż nam się wydaje.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × dwa =

Nie Potrafiłam Pokochać – Lilia, list od Włodka i letnia przyjaźń, która na zawsze odmieniła losy cz…