Nie pojechałam na rocznicę ślubu matki mojego męża
Irenko, co się stało, czy nie zwariowałaś? To przecież gorączka czterdziestu stopni!
Moja przyjaciółka Sylwia chwyciła mnie za ramiona, próbując z powrotem usiąść mnie na kanapie. Ja upierałam się, zakładając kurtkę, choć ręce drżały tak, że ledwo wsuwały się w rękawy.
Sylwio, zostaw mnie! Muszę zdążyć do pracy, mam pilny raport! jęknęłam.
Jaki raport? Stoisz na jednej nodze! Zadzwoń do szefa, powiedz, że jesteś chora! nalegała.
Nie mogę! Już dwa razy w tym miesiącu brałam zwolnienie lekarskie! Zwolnią mnie! krzyknęłam.
Sylwio wyciągnęła mi kurtkę i rzuciła ją na fotel.
Siadaj od razu! Zaraz wezwę lekarza! rozkazała.
Usiadłam na kanapie. Rzeczywiście nie miałam sił. Głowa wirowała, wzrok zamazywał się. Pracowałam jako księgowa w małej firmie. Pensja niewielka, ale stracić pracę nie mogłam żyliśmy od wypłaty do wypłaty.
Dzwoniłam do Andrzeja Sylwio wprowadzała numer męża. Niech przyjedzie i zabierze cię do domu.
Nie, on ma spotkanie! protestowałam.
Nie obchodzi mnie jego spotkanie! Żona ma gorączkę, a on siedzi na posiedzeniu! krzyczała.
Andrzej przyjechał po pół godziny, wziął mnie do łóżka, wezwał lekarza. Dostaliśmy antybiotyki i rozkazano leżenie w łóżku.
Tydzień w łóżku, żadna praca. powiedział lekarz.
Ale ja…
Bez ale. Czterdzieści stopni to nie żarty. Za chwilę będziesz w szpitalu.
Po wyjściu lekarza Andrzej usiadł na brzegu łóżka.
Irenko, po co tak się gniewasz? Powinnaś od razu powiedzieć, że źle się czujesz.
Praca…
Praca poczeka. Zdrowie ważniejsze.
Zamknęłam oczy. Było mi tak ciężko praca, dom, gotowanie, sprzątanie. Andrzej pomagał mało, zawsze mawiał, że jest zmęczony w pracy.
Telefon wibrował. Wiadomość od teściowej, Wiktorii Janiny: Irenko, nie zapomnij, że pojutrze moja rocznica. Spotykamy się o drugiej. Nie spóźnij się.
Westchnęłam. Rocznica sześćdziesiąt lat. Wiktoria Janina planowała duże przyjęcie w restauracji. Goście, znajomi, koledzy z pracy.
Andrzeju, dostałam od mamy wiadomość o rocznicy. powiedziałam, podnosząc telefon.
Tak, pojutrze. Pamiętasz?
Pamiętam, ale ja jestem chora. Nie dam rady pojechać.
Andrzej zmarszczył brwi.
Jak nie dasz rady? To przecież rocznica mojej mamy!
Andrzeju, gorączka! Lekarz dał tydzień w łóżku!
Przetrwa dwa dni. Weź przeciwgorączkowy i jedziemy.
Andrzeju, mówię poważnie, jestem naprawdę chora!
Mama się obrazi! Wiesz, jaka jest!
Wiktoria Janina była kobietą dominującą i wrażliwą na krytykę. Gdy coś nie szło po jej myśli, wywoływała kłótnie. Nie darzyła szczególnie synową sympatią, uważała, że Andrzej znajdzie lepszą żonę.
Niech się obrazi. Ja nie dam rady fizycznie.
Ireno, postaraj się! Dla mnie!
Andrzeju, leżę jak umarła! A ty mówisz o rocznicy!
Nie przesadzaj! To tylko przeziębienie!
Odwróciłam się w stronę ściany, nie chcąc rozmawiać. Andrzej poszedł do kuchni, słyszałam, jak dzwoni do mamy.
Mamo, cześć tak, pamiętam słuchaj, problem. Irena jest chora, gorączka wysoka nie wiem, czy przyjedzie mamo, proszę, nie krzycz rozumiem dobrze postaramy się.
Wrócił do sypialni z przygnębioną miną.
Mama mówi, że jeśli nie przyjedziesz, nie będzie chciała już mnie widzieć.
Świetnie. Nie potrzebuję jej wcale.
Ireno!
Co? Ja jestem chora! A ona stawia ultimatum!
Ona jest rozczarowana. To jej rocznica, ważny dzień.
Ważny dla niej. A mnie?
Andrzej usiadł na krześle, zakrył twarz dłońmi.
Wiesz co, zróbmy tak. Pojadę sam i powiem, że jesteś bardzo chora. Mama to zrozumie.
Nie uwierzy. Powie, że to wymysł.
Niech tak myśli! Najważniejsze, że zachowasz zdrowie!
Spojrzała na męża z ulgą, przynajmniej coś zrozumiałam.
Następnego dnia temperatura spadła do trzydziestu ośmiu. Wstałam, poszłam do kuchni i ugotowałam rosół. Nie miałam już sił, ale przynajmniej nie wirowało mi w głowie.
Zadzwoniła Sylwia.
Jak się czujesz?
Lepiej. Temperatura spadła.
Dobrze, że tak. A jutro nie jedziesz do pracy?
Nie, lekarz dał tydzień zwolnienia.
A rocznica teściowej?
Andrzej chce, żebym pojechała.
Z gorączką? On ma gdzieś zdrowie?
Mówi, że mama się obrazi.
A twoje zdrowie?
Chyba mu na to nie zależy.
Sylwia zawahała się.
Naprawdę chcesz iść? Czy zostaniesz w domu?
Zostanę. Nie mam sił i nie chcę.
Dobrze. Niech jedzie sam.
Teściowa zrobi scenę.
Niech scenę. Nie jesteś winna, że chorujesz.
Wiedziałam, że Sylwia ma rację, ale wciąż było niepokojąco. Wiktoria Janina potrafiła karcić i milczeć miesiącami, wpływać na Andrzeja.
Wieczorem mąż wrócił z pracy z bukietem kwiatów.
Kupiłem, jutro dam mamie.
Ładne.
Ireno, naprawdę nie jedziesz?
Nie mogę.
Andrzej westchnął.
Dobrze, powiem mamie, że jesteś poważnie chora.
Dzięki.
Ona i tak się obrazi. Znasz ją.
Wiem.
Rano gorączka podskoczyła do trzydziestu dziewięciu. Wzięłam lek, położyłam się z powrotem w łóżku. Nie miałam siły wstać. Andrzej szykował się do rocznicy, zakładał garnitur, wypolerował buty.
Jadę. Ty się ogarniesz sama?
Dam radę.
Daj znać, jeśli coś będziesz potrzebować. Wezmę telefon.
Gdy mąż odjechał, poczułam ulgę. Nie musiałam nikogo spotykać, nikogo uszczęśliwiać. Mogłam po prostu leżeć.
Zadzwoniła Sylwia.
Jak w domu?
Andrzej jedzie sam.
Dobrze. A teściowa?
Jeszcze nie wiem. Andrzej obiecał wyjaśnić.
Wyjaśni. Wszystkie te matki są takie same chwalą syna, a zięcia nie liczą.
Uśmiechnęłam się. Sylwia miała rację. Wiktoria Janina kochała syna, a nienawidziła synową. Krytykowała każdy przepis, każdy fałd prześcieradła, każdy bałagan w mieszkaniu.
Telefon zadzwonił. To była Wiktoria Janina.
Halo? odebrałam.
Irenko, Andrzej powiedział, że jesteś chora i nie przyjedziesz.
Tak, niestety. Mam wysoką gorączkę, lekarz zakazał wstawania.
Cisza.
Rozumiem. Czyli w dniu moich sześćdziesięciu lat zostaniesz w domu?
Wiktorio Janino, naprawdę jestem poważnie chora!
Wszyscy chorują, Irka, ale na ważne wydarzenia zawsze znajdują siłę. Ty nie znalazłaś.
Nie znalazłam.
Wiem. Dziękuję za szczerość. Teraz wiem, co naprawdę o mnie myślisz.
Nie…
Nie tłumacz się. Wszystko jasne. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
Rozłączyła się. Trzymałam słuchawkę w dłoni, a w środku narastał gniew. Sylwia zadzwoniła po godzinie.
Co? Teściowa zadzwoniła?
Zrobiła mi prośbę obraziła się.
Nie pierwszy raz.
Boję się, że Andrzej teraz stanie po jej stronie.
A czy on kiedykolwiek był po twojej?
Zastanowiłam się. Andrzej zawsze wspierał matkę, nawet gdy była oczywiście w błędzie.
Wieczorem mąż wrócił z rocznicy, wszedł do sypialni i usiadł na brzegu łóżka.
Jak się czujesz?
Tak samo. Gorączka nie spada.
Rozumiem.
Cisza.
Mama jest bardzo rozczarowana, że cię nie było.
Wiem. Dzwoniła.
Co powiedziała?
Że jestem złą synową, że nie miałam sił przyjść na jej urodziny.
Andrzej milczał.
No, ona ma rację w pewnym sensie.
Wstałam gwałtownie.
Co?!
Irenko, naprawdę. To był ważny dzień dla mamy. Mogłaś się postarać.
Andrzeju, mam gorączkę trzydzieści dziewięć stopni!
Wypij lekarstwo i jedź. Przynajmniej siedź kilka godzin.
Czy mój zdrowie nie ma znaczenia?
Oczywiście, że ma. Ale mama też jest ważna!
Odeszłam od ściany.
Idź.
Nie obrażaj się…
Idź, mówiłam!
Andrzej opuścił pokój. Leżałam, patrzyłam w pustą ścianę, łzy spływały po policzkach. Mąż stał po stronie matki, jak zawsze.
Następnego dnia zadzwoniła Sylwia.
Nie wytrzymam już.
Co się stało?
Andrzej powiedział, że mam jechać. Że mama jest ważniejsza niż moje zdrowie.
Co za osioł! Przepraszam, ale nie ma innego wyjścia!
Jestem zmęczona, Sylwio. Zmęczona tą teściową, jej pretensjami. Zmęczona, że mąż zawsze po jej stronie.
Irenko, próbowałaś z nim poważnie porozmawiać?
Próbowałam. Na nic. Dla niego mama jest święta.
Wtedy musisz postawić ultimatum.
Jaki ultimatum?
Albo wybiera ciebie, albo matkę.
Andrzej wybierze matkę. Wiem.
To po co ci taki mąż?
Zastanowiłam się. Rzeczywiście, po co?
Minął tydzień. Gorączka w końcu spadła. Wstawałam, szła do kuchni, gotowałam rosół. Sił trochę brakowało, ale przynajmniej nie wirowało mi w głowie.
Andrzej zachowywał się obojętnie. Przychodził z pracy, jeść przycisnął, odchodził do innego pokoju. Na pytania odpowiadał krótkimi zdaniami.
Andrzeju, będziemy tak milczeć?
O czym rozmawiać?
O nas. O tym, co się stało.
Co się stało? Nie pojechałam na rocznicę twojej mamy. To wszystko.
Byłam chora!
Mogłaś się postarać.
Nie mogłam fizycznie!
Wstał od stołu.
Wiesz co, Ireno, nie róbmy tego. Mam dosyć tych kłótni.
A ja mam dosyć, że zawsze stajesz po stronie matki!
Ona jest moją matką! Muszę jej bronić!
Czy nie muszę bronić żony?
Zamilkł i wyszedł z pokoju.
Zadzwoniłam do Sylwii.
Wydaje mi się, że z Andrzejem się rozdzieliliśmy.
W jakim sensie?
Nie rozmawia ze mną. Ognisty jest z rocznicą.
Serio? Bo nie pojechałaś chora?
Serio.
Ireno, czy naprawdę potrzebujesz takiego męża?
Nie wiem. Kiedyś był inny. Dobry, uważny.
To dopiero kiedy matka zaczęła się wtrącać.
Tak, chyba tak.
Sylwia milczała.
Słuchaj, a może pojedziesz do teściowej? Przeprosić?
Za co przepraszać? Nic nie zrobiłam!
Wiem, ale może to pomoże naprawić relacje?
Zastanowiłam się. Może warto spróbować.
Następnego dnia pojechałam do Wiktorii Janiny. Mieszkała na drugim końcu miasta, w małym kawalerce.
Otworzyłam drzwi sama. Wuję w progu przywitał chłodny wzrok.
A, to ty. Co chcesz?
Dzień dobry, Wiktorio Janino. Chciałam przeprosić.
Za co?
Za to, że nie przyjechałam na twoją rocznicę.
Uśmiechnęła się złośliwie.
Trochę późno, nie sądzisz?
Byłam chora. Naprawdę chora. Nie mogłam wstać z łóżka.
Wszystkie wymówki.
To nie wymówka! Miałam czterdzieści stopni gorączki!
Irka, mam sześćdziesiąt lat. Wiem, kiedy ktoś naprawdę nie może, a kiedy po prostu nie chce. Nie chciałaś przyjść. To prawda.
Wewnątrz we mnie zaczęło wrzeć.
Wiktorio Janino, przyjechałam przeprosić. Chciałam naprawić relacje. A ty…
Mówię prawdę. Nigdy mnie nie kochałaś. Tolerowałeś mnie tylko dla Andrzeja. Teraz już mnie nie znoszę.
To nieprawda!
Prawda. I wiesz co? Mam tego dość. Mam dość udawania, że tworzymy jedną rodzinę. Mam dość twojej kwaśnej twarzy na rodzinnych przyjęciach.
Wstałam.
Rozumiem. Nie mam tu nic do roboty.
Dokładnie. Idź. I nie wracaj.
Wyszłam na klatkę schodową i nie powstrzymałam łez. Przyjechałam pogodzić się, a dostałam kolejną dawkę trucizny.
W domu opowiedziałam Andrzejowi.
Pojechałam do twojej mamy, chciałam się przeprosić.
I?
Wyrzuciła mnie.
Na pewno coś nie tak powiedziałaś.
Andrzeju, po prostu przeprosiłam! A ona zaczęła mnie obwiniać za wszystko!
Mama nie może bez powodu oskarżać.
Może! Co więc?
AndrzejW końcu odnalazłam spokój, wiedząc, że wybrałam własne życie.



