Nie pojechała na jubileusz do teściowej
Jagodo, co się stało?! To temperatura czterdzieści stopni!
Małgorzata chwyciła Jagodę za ramiona, próbując przycisnąć ją do kanapy. Jagoda uparcie zaciągała kurtkę, choć ręce drżały tak, że ledwo wsuwała je w rękawy.
Małgo, zostaw mnie! Muszę zdążyć do pracy! Raport się pali!
Jaki raport?! Ledwo stoisz na nogach! Zadzwoń do szefa, powiedz, że jesteś chora!
Nie mogę! Już dwa razy w tym miesiącu brałam zwolnienie lekarskie! Zwolnią mnie!
Małgorzata odebrała kurtkę i rzuciła nią na fotel.
Siadaj od razu! Zaraz wezwę lekarza!
Jagoda opadła na kanapę. Naprawdę nie było siły. Głowa wirowała, wzrok zamazywał się. Pracowała księgową w małej firmie w Warszawie. Pensja niewielka, a stracić pracę nie można było rodzina żyła od wypłaty do wypłaty.
Dzwonię do Andrzeja szepnęła Małgorzata, wybierając numer męża Jagody. Niech przyjedzie, zabierze cię do domu.
Nie, on na spotkaniu!
Nie obchodzi mnie jego spotkanie! Żona umiera, a on siedzi na konferencji!
Andrzej przyjechał po pół godziny. Zabrał Jagodę do domu, położył w łóżku i przyzwał lekarza. Lekarz przepisał antybiotyki i surowy odpoczynek.
Tydzień w łóżku. Żadnych obowiązków.
Ale ja…
Nie ma ale. Czterdzieści stopni to nie żart. Za chwilę trafię do szpitala.
Gdy lekarz odszedł, Andrzej usiadł na krawędzi łóżka.
Jag, po co tak? Powinnaś od razu powiedzieć, że źle się czujesz.
Praca…
Praca poczeka. Zdrowie ważniejsze.
Jagoda zamknęła oczy. Była wykończona. Praca, dom, gotowanie, sprzątanie wszystko spoczywało na niej. Andrzej pomagał trochę, ale zawsze tłumaczył, że jest zmęczony w pracy.
Telefon wibrował. SMS od teściowej Jadwigi: Jagódko, nie zapomnij, że pojutrze mój jubileusz. Oczekuję was o 14:00. Nie spóźnij się.
Jagoda jęknęła. Jubileusz. Sześćdziesiąt lat. Jadwiga zorganizowała wielkie przyjęcie w restauracji Pod Złotym Sarnikiem. Goście w wieku pięćdziesięciu lat, krewni, przyjaciele, koledzy z pracy.
Andrzeju, wiadomość od mamy. O jubileuszu.
Tak, pojutrze. Pamiętasz?
Pamiętam, ale jestem chora. Nie dam rady pojechać.
Andrzej zmarszczył brwi.
Jak nie dasz rady? To przecież jubileusz mojej matki!
Andrzeju, mam gorączkę! Lekarz powiedział tydzień w łóżku!
Za dwa dni spadnie. wypijemy przeciwgorączkowe i jedziemy.
Andrzeju, naprawdę jestem bardzo chora!
Mama się obrazi! Wiesz, jaka ona jest!
Jagoda wiedziała, że Jadwiga jest kobietą dominującą i łatwo się obraża. Gdy coś nie szło po jej myśli, wywoływała kłótnie. Nie darzyła ziębki szczególną sympatią, uważała, że Andrzej znajdzie sobie lepszą żonę.
Niech się obrazi. Nie dam rady fizycznie.
Iró, postaraj się! Dla mnie!
Andrzeju, leżę przy śmierci! A ty mówisz o jubileuszu!
Nie przesadzaj! To tylko przeziębienie!
Jagoda odwróciła się do ściany, nie chciała już rozmawiać. Andrzej poszedł do kuchni, słysząc, jak dzwoni do teściowej.
Mamo, cześć… Tak, pamiętam… Słuchaj, mam problem. Jagoda jest chora, bardzo. Nie wiem, czy przyjedzie… Proszę, nie krzycz… Rozumiem… Dobrze… Spróbujemy.
Wrócił do sypialni z roztkniętą twarzą.
Mama mówi, że jeśli nie przyjedziesz, nie będzie chciała już cię widzieć.
Świetnie. Nie chcę jej widzieć.
Jag!
Co, Jag? Jestem chora! A ona wymyśla ultimatum!
Jest zdenerwowana. To ważny dzień.
Ważny dla niej. A mnie?
Andrzej usiadł na krześle, zakrył twarz dłońmi.
Wiesz co, jedziemy ja sam. Powiem, że jesteś naprawdę chora. Mama to zrozumie.
Nie zrozumie. Pomyśli, że to wymówka.
Niech sobie myśli! Najważniejsze, że zachowasz zdrowie!
Jagoda spojrzała na męża z wdzięcznością. W końcu coś go trafiło.
Następnego dnia temperatura nieco spadła, do 38°C. Jagoda wstała, przeszła do kuchni i ugotowała bulion. Sił brakowało, ale przynajmniej nie wirowało w głowie.
Zadzwoniła Małgorzata.
Jak się masz?
Lepiej. Gorączka spadła.
Dobrze, bałam się. Nie idziesz jutro do pracy?
Nie, lekarz dał tydzień zwolnienia.
To wspaniale. Odpoczywaj.
Małgo, jutro jubileusz u teściowej.
I co?
Andrzej chce, żebym pojechała.
Z gorączką? On co, szaleje?
Mówi, że mama się obrazi.
A twoje zdrowie?
Najwyraźniej mu nic nie zależy.
Małgorzata zrobiła krótką przerwę.
Czy naprawdę chcesz jechać? Czy zostaniesz w domu?
Zostanę. Nie mam sił.
Dobrze. Niech jedzie sam.
Teściowa wywoła kłótnię.
Niech wywoła. Nie jesteś winna, że zachorowałaś.
Jagoda wiedziała, że przyjaciółka ma rację, ale wciąż było niepokojąco. Jadwiga potrafiła karać. Z obrażała się, milczała miesiącami, namawiała Andrzeja przeciw żonie.
Wieczorem Andrzej wrócił z pracy z bukietem kwiatów.
Kupiłem. Jutro odprowadzę mamę.
Piękne.
Jag, naprawdę nie jedziesz?
Nie mogę.
Andrzej westchnął.
Powiem mamie, że jesteś poważnie chora.
Dzięki.
I tak i tak się obrazi. Znasz ją.
Wiem.
Rano temperatura podskoczyła do 39°C. Jagoda wzięła lek przeciwgorączkowy, położyła się z powrotem w łóżku. Sił nie było, by wstać. Andrzej szykował się do wyjazdu, ubrał garnitur, wypolerował buty.
Jadę. Ty sobie poradzisz?
Poradzę.
Zadzwoń, jeśli coś się stanie. Wezmę telefon ze sobą.
Dobrze.
Gdy Andrzej odjechał, Jagoda poczuła ulgę. Nie musiała nigdzie jeździć, nikogo widzieć, udawać uśmiech. Mogła po prostu leżeć.
Zadzwoniła Małgorzata.
Jak w domu?
Andrzej pojechał sam.
Dobra robota. A teściowa?
Nie wiem. Andrzej obiecał wyjaśnić.
Wyjaśni… Są wszyscy tacy. Synu kochają, a ziębie nie zależy.
Jagoda uśmiechnęła się. Małgorzata miała rację. Jadwiga kochała syna, a ziębię tolerowała. Zawsze krytykowała: Zupa nie tak ugotowana, koszula nie tak wyprasowana, mieszkanie nie tak posprzątane.
Telefon zadzwonił. To Jadwiga.
Halo? odebrała Jagoda.
Jagodo? To ja, Jadwiga.
Dzień dobry.
Andrzej mówił, że jesteś chora. Nie przyjedziesz?
Niestety, gorączka wysoka. Lekarz zakazał wstawania.
Cisza.
Rozumiem. Czyli w dzień mojego sześćdziesięciolecia zostaniesz w domu?
Jadwigo, naprawdę jestem chora!
Wszyscy chorują, a na ważne wydarzenia znajdują siłę.
Ja jej nie znalazłam.
Oczywiste. Dziękuję za szczerość. Teraz wiem, co naprawdę o mnie myślisz.
Nie…
Nie tłumacz się. Wszystko jasne. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
Jadwiga odłożyła słuchawkę. Jagoda trzymała telefon mocno w dłoni. Zaczęły się obrażenia, pretensje, oskarżenia.
Po godzinie zadzwoniła Małgorzata.
Jak? Zadzwoniła teściowa?
Tak, obraziła się.
Nie pierwszy raz.
Boję się, że Andrzej stanie po jej stronie.
A czy on kiedykolwiek był po twojej?
Jagoda zamyśliła się. Zawsze Andrzej wspierał matkę, nawet gdy była w błędzie.
Wieczorem Andrzej wrócił z jubileuszu. Wszedł do sypialni i usiadł na brzegu łóżka.
Jak się czujesz?
Tak samo. Gorączka wciąż jest.
Rozumiem.
Cisza.
Mama jest bardzo rozczarowana, że nie byłaś.
Wiem. Dzwoniła.
Co powiedziała?
Że jestem złą synową, że nie znalazłam sił, by przyjechać na jej urodziny.
Andrzej milczał.
No tak, w pewnym sensie ma rację.
Jagoda wstała gwałtownie.
Co?!
Jag, serio. To był ważny dzień dla mamy. Mogłaś się postarać.
Andrzeju, mam 39 stopni!
Przespałaś leki i pojechałaś.
Czy mój stan zdrowia nie ma znaczenia?
Oczywiście ma, ale mama też jest ważna!
Jagoda odwróciła się i spojrzała w ścianę.
Odejdź.
Jag, nie gniewaj się…
Idź, mówiłam!
Andrzej wyszedł. Jagoda leżała, patrząc w sufit, łzy spływały po policzkach. Mąż stał po stronie matki. Znowu.
Następnego dnia zadzwoniła przyjaciółka.
Jag, już nie mogę.
Co się stało?
Andrzej powiedział, że mam jechać. Że mama jest ważniejsza niż moje zdrowie.
Co za idiota! Przepraszam, ale nie inaczej!
Jestem zmęczona, Sag. Z tą teściową, z jej pretensjami. Z tym, że mąż zawsze po jej stronie.
Jag, próbowałaś z nim poważnie rozmawiać?
Próbowałam. Nic nie daje. Dla niego mama święta.
Musisz postawić ultimatum.
Jakie?
Albo wybiera ciebie, albo matkę.
On wybierze matkę. Wiem.
Po co ci taki mąż?
Jagoda zastanowiła się. Po co?
Minął tydzień. Gorączka w końcu spadła. Jagoda zaczęła wstawać, chodzić po mieszkaniu. Siły wracały powoli. Andrzej zachowywał się obojętnie. Przychodził z pracy, jadł w milczeniu, odchodził do drugiego pokoju, odpowiadał krótko.
Andrzeju, będziemy tak milczeć?
O czym rozmawiać?
O nas. O tym, co się stało.
Co się stało? Nie pojechałaś na jubileusz mojej matki. To wszystko.
Byłam chora!
Mogłaś się postarać.
Fizycznie nie mogłam!
Andrzej wstał od stołu.
Wiesz co, Jag, nie róbmy tego. Mam dość tych kłótni.
A ja mam dość, że zawsze stawiasz mamę na pierwszym miejscu!
To moja matka! Muszę ją bronić!
A żonę nie muszę?
Andrzej milczał i wyszedł z pokoju.
Jagoda zadzwoniła do Małgorzaty.
Myślę, że z Andrzejem się rozstajemy.
W jakim sensie?
Nie rozmawia ze mną. Gniewi się przez jubileusz.
Serio? Bo nie pojechałaś chora?
Serio.
Jag, czy naprawdę potrzebujesz takiego męża?
Nie wiem. Kiedyś był inny. Dobry, troskliwy.
To dopiero kiedy matka zaczęła aktywować.
Tak, pewnie.
Małgorzata milczała.
Słuchaj, a może pojechać do teściowej i przeprosić?
Za co przepraszać? Nie zrobiłam nic złego!
Wiem, ale może to pomoże?
Jagoda rozważyła. Może warto spróbować?
Następnego dnia wyruszyła do Jadwigi. Teściowa mieszkała na drugim końcu Krakowa, w małym mieszkaniu jednopokojowym. Otworzyła drzwi sama. Jadwiga spojrzała na nią zimnym wzrokiem.
A, to ty. Co chcesz?
Dzień dobry, Jadwigo. Przyszłam przeprosić.
Za co?
Za to, że nie przyjechałam na twój jubileusz.
Jadwiga uśmiechnęła się ironJagoda odwróciła się i wyszła, wiedząc, że wolność zaczyna się od odważnego zostawienia przeszłości za sobą.



