Co, nie podoba ci się, że chcę mieć własną rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem układać sobie życie po swojemu, a wy przyjeżdżacie i znowu od nowa zaczynacie te swoje akcje
Wiesiu, no przestań się już tak przejmować! Wiem, że tobie, warszawiance, może być trudno na wsi. Ale damy radę, pomogę ci! przekonywał dziewczynę Miłosz. Znasz mnie przecież, poradzę sobie. Ty tylko bądź ze mną!
Wiesia była cała w rozterce.
Po co ona się zakochała w chłopie ze wsi? I to tak mocno, że aż nogi się jej uginały!
Już dwadzieścia osiem lat miała, karierę w dużej firmie, a jej trzydziestoletni Miłosz cała rodzina i dom we wsi pod Łomżą.
A poznali się zupełnym przypadkiem w Parku Fontann w Warszawie, gdzie Miłosz trafił, gdy jego mama zwiedzała Złote Tarasy, a Wiesia dała się wyciągnąć koleżankom na spacer.
Wymienili się numerami, zaczęli pisać, później dzwonić. Miłosz starał się ją zaskakiwać, często przyjeżdżał do miasta, był uważny, serdeczny i szybko stopił lód u chłodnej zwykle Wiesi.
W przeciwieństwie do wielu znajomych facetów, Miłosz był autentyczny, szczery i dobry!
W końcu Miłosz poprosił ją o rękę, a Wiesia się zgodziła.
Wiesz co, córciu? Spróbuj. Miłosz to pracowity chłopak, porządny, rodzinny zgodziła się mama Wiesi. Jak coś się nie uda, zawsze możesz wrócić do Warszawy.
Wiesia nie miała nic do stracenia. I tak mogła pracować zdalnie, w ich korporacji ostatnio każdy tylko o tym mówił. Lata też już nie miała osiemnastu, a na wsi, powiadają, powietrze świeższe! Tylko
Miłosz, a w jakim charakterze ja tam przyjadę? upewniała się Wiesia.
No, jak moja narzeczona. Po roku ślub zrobimy i pojedziemy razem na urlop. Do tego czasu odłożę na wszystko, żeby nie martwić się o złotówki aż się trochę zmieszał Miłosz.
Wiem, że jesteś przyzwyczajona do innego życia.
Niby wszystko się układało, a jednak coś Wiesię niepokoiło. Ale nie potrafiła określić co, więc machnęła ręką i postanowiła spróbować!
Zabrała więc tydzień urlopu, spakowała walizkę, zamknęła swoją wypracowaną dwupokojową kawalerkę na Woli, wsiadła w swoje auto i ruszyła na wieś, gdzie czekał już na nią Miłosz.
Pierwszy wieczór bardzo jej się spodobał.
Lato akurat gorące, razem podlali ogródek, przygotowali kolację i wszystko zrobili wspólnie, jakby już od lat byli razem.
Kochanie, moi rodzice do nas przyjadą! oznajmił w piątek po pracy Miłosz, wracając wcześniej niż zwykle.
Po co? dziewczyna aż się przestraszyła.
Chcą się poznać i pomóc. Z nimi będzie też mój brat z żoną Miłosz chodził po kuchni zdenerwowany.
Na długo? spytała z obawą Wiesia.
Mam nadzieję, że nie! Miłosz patrzył na nią troskliwie. Nie martw się, damy radę.
Te słowa nieco ją rozstroiły.
Spokojnie, córciu, traktuj to jak próbę. Jak ci się nie spodoba wracasz. Najważniejsze, że masz gdzie! dodała żartobliwie mama przez telefon. Rób po swojemu. Oni się albo przyzwyczają, albo nie. Miłosz sobie poradzi.
No przecież czego ja się czepiam? Jeszcze żoną nie jestem! pomyślała, rozluźniając się. Przecież jej nie zjedzą!
Kończyła właśnie nakrywać do stołu, gdy przed domem zajechał samochód.
Są! Miłosz wszedł do kuchni.
Wyszli razem się przywitać.
No witaj, synowo! wysoka, postawna kobieta w eleganckiej, ale wygodnej sukience, o krótkich, czarnych włosach i wyrazistych brwiach, przytuliła syna i nieco sztywno Wiesię.
Tak samo postawny pan o okrągłym brzuszku uścisnął Miłosza, a Wiesi ukłonił się lekko.
Brat Miłosza, wysoki i z poczuciem humoru, zagadał luźno do przyszłej bratowej, za to jego żona, młoda blondynka, taka zdrowa i rumiana, tylko rzuciła chłodne spojrzenie na szczupłą, atrakcyjną Wiesię i zwróciła się zaraz do męża:
No i co się gapisz, pomagaj! rzuciła, ruszając do auta po rzeczy.
Wiesia zaprosiła wszystkich do stołu, mając nadzieję, że atmosfera się rozluźni. Umiała gotować i była z tego dumna!
O, jak się postarałaś! Szacunek pochwaliła ją teściowa, pani Danuta.
Pan Marian tylko przytaknął, zajęty jedzeniem.
A to co? Kurczak? Kto tak robi? marudziła Ola, blondwłosa bratowa. Wymyślają cuda, a potem człowiek się tym dławi!
No co ty, naprawdę pyszne! odpowiedział jej oburzony mąż, Kuba.
Tylko ci żołądek zapchać, nie ważne czym! prychnęła Ola i odłożyła widelczyk teatralnym gestem.
Miłosz spojrzał przepraszająco na Wiesię.
Olu, miej szacunek! I nie okazuj tak tej zazdrości, Wiesia się starała powiedział stanowczo.
Skąd takie imię w ogóle? Wiesia, u nas krowa tak kiedyś miała! odcięła się blondynka. Wiesia nie wytrzymała i zachichotała cicho.
Co to było? szepnął Miłosz.
Koleżanka ma świnkę morską o imieniu Ola odszepnęła dziewczyna.
Wszyscy ją usłyszeli.
Pani Danuta rzuciła niezadowolone spojrzenie, panowie ledwo nie wybuchli śmiechem, a u Oli aż policzki płonęły.
Ty wiesz kim ja jestem? Żona Kuby, a ty co? Konkubina! prychnęła, wstając od stołu. Teściowa tylko wydała z siebie zadowolone mhmmm.
Za to mam wychowanie i jak jestem w gościach, to nie robię awantur odbiła piłeczkę Wiesia.
Przeze mnie tu nie jesteś! triumfalnie odpowiedziała Ola.
Ja cię nie zapraszałem wtrącił Miłosz, już wyraźnie zdenerwowany. A wy, długo planujecie zostać?
W pomieszczeniu zapadła cisza, wszyscy zdziwieni patrzyli na gospodarza.
Nauczymy twoją lalunię, jak żyć na wsi i jedziemy. odpowiedziała po chwili mama.
Mamo, daj spokój. Przecież sami świetnie sobie radziliśmy, poradzimy sobie dalej.
Pewnie, zgarnął sobie nieroba i szczęśliwy. Ciekawe, na jak długo! Ola nie ustępowała.
Nierób jest w rodzinie jeden. I to nie Wiesia. rzucił Miłosz. Dziękujemy za kolację, goście mogą już odpoczywać.
Miłosz odprowadził Wiesię na bok, a pod czujnymi spojrzeniami razem posprzątali stół.
Wiesia poczuła, że mając takie oparcie w Miłoszu, nikt jej nic nie zrobi. A najwyżej, zawsze może wrócić do siebie, do Warszawy.
Sobotni poranek nie był już tak przyjemny.
A czemu my jeszcze śpimy? Tutaj do południa się nie śpi! wpadła z impetem teściowa. I trzeba już śniadanie robić!
Wiesia spojrzała rozkojarzona na telefon: ósma rano!
Pani Danuto, wszystko na śniadanie jest w lodówce zasłoniła się kołdrą. Tylko dajcie mi się ubrać, proszę.
A, wielka pani widzę! machnęła ręką kobieta. Co z tego, że jest, trzeba zrobić! Sio z łóżka!
Pani Danuta wyszła trzaskając drzwiami. Wiesia szybko się ogarnęła i zeszła do kuchni.
Kochanie, już nie śpisz? ucieszył się Miłosz, smażąc jajecznicę.
Jasne, jakbym jej nie obudziła, dalej by spała! wtrąciła się mama.
Wiesia mocno zacisnęła zęby.
Mamo, czemu weszłaś do naszej sypialni? chłopak był wyraźnie zszokowany. Przecież prosiłem!
To tutaj mamy jeszcze i lenia do kompletu? podśmiewała się Ola.
A ciebie nikt nie pytał! odpyskowała Wiesia.
Tak to jest, na wsi wstaje się wcześnie. Krówkę będziecie mieć, to już szósta rano dojenie! złośliwie Ola.
Dziękujemy, krów nie planujemy. odpowiedział Miłosz.
A czemu? Własne mleko, śmietana A! Bo Wiesia nie umie doić, i wstać rano też nie! chichrała się Ola.
Ty też nie umiesz, a żyjesz Miłosz tylko się uśmiechnął.
Odkąd poznałeś Wiesię, stałeś się nerwowy i złośliwy próbowała jeszcze mama ratować sytuację.
Miłosz, ja jadę do siebie. Jak wyjedzie ta ekipa cyrkowa, odezwij się, jeśli uznasz, że warto Wiesia nie miała zamiaru już dłużej znosić tego chamstwa.
Co?! Przez ciebie, syn mój do nas nie przyjeżdża, nie odbiera telefonu, o wszystkim zapomniał! Łamiesz naszą rodzinę! podniosła głos Danuta.
Wystarczy! huknął Miłosz. Nastała grobowa cisza.
Co, nie podoba się wam, że chcę żyć po swojemu? Uciekłem, zacząłem od nowa, a wy ciągle to samo!
Synek, zgłupiałeś, wszystko wydajesz na tę jej tylko o kasę chodzi! oburzyła się Danuta. Usiadła ci na karku!
Mamo, Wiesia utrzymuje się sama, a ja odkładam pieniądze na ślub. Chcecie mi pomóc? Wracajcie do siebie! Do nas tylko na zaproszenie! Szczególnie ty, Olu.
Podczas gdy rodzinka próbowała dojść do siebie po tym szoku, Miłosz cicho zaprowadził Wiesię do pokoju i wrócił do rodziców, którzy już w panice pakowali swoje rzeczy.
Synu, wybieraj! Albo my, albo ona! postawiła sprawę jasno mama.
Ale przecież Olę przyjęliście od razu zawiódł się Miłosz.
Tego nie porównuj! zirytowała się blondynka.
Tata i brat tylko obserwowali.
No i? poganiała syna Danuta.
Wybieram szczęście! uśmiechnął się Miłosz, patrząc wyzywająco na matkę.
W takim razie nie mam już syna! odwróciła się i wyszła. To samo zrobiła i Ola.
My jesteśmy z tobą! tata, pan Marian, klasnął syna po ramieniu. Mamę biorę na siebie!
Brat tylko uściskał Miłosza.
Pilnuj szczęścia! Ja u nas też będę zmieniał parę rzeczy!
I wsiedli w samochód. Wiesi było trochę niezręcznie, ale poczuła, że Miłosz traktuje ją naprawdę poważnie.
Znowu razem robili wszystko, ona wspierała go jak umiała wiedziała, jak mu ciężko.
Tymczasem w domu brata atmosfera była przednia.
Mamo, Olu! Kupiliśmy wam krowę! zażartował Kuba, patrząc na nie ze śmiechem.
Że co?! Oszalałeś? patrzyła nieufnie Danuta.
Nie, poważnie. Od dziś Ola doi rano i prowadzi na pastwisko! Kuba był bardzo poważny.
Kuba, to nie jest śmieszne! Ola się denerwowała.
Cóż, sami uczyliście Wiesię, więc uznaliśmy, że tego wam brakuje! wzruszył ramionami tata. I jeszcze na siódmą śniadanie, koniecznie coś ciepłego! Na wsi dzień zaczyna się wcześnie.
I tak zaczęła się edukacja kobiet!
Ojej, ile śmiechu wtedy było.
Wszystko, co wymagały od Wiesi teraz wróciło do nich.
Mama zrozumiała, że przesadziła, szczególnie, że nagle od niej wymagano pracy na poziomie Wiesi.
A tu już i wiedzy brakuje, i gospodarka duża!
Brakuje czasu!
Z czasem Danuta pogodziła się z Miłoszem, ale do nich jeszcze się nie odważyła przyjechać. Kto wie, co jeszcze Wiesia potrafi?
A Miłosz w końcu poprosił ukochaną o rękę na dobre.
Na weselu bawili się wszyscy!
Nie powiem, żeby Danuta czy Ola Wiesię pokochały, ale już wolały trzymać język za zębami. Tak było najbezpieczniej.
A Wiesia była szczęśliwa! Nadal wszystko robili razem, wciąż wspierali się we wszystkim i już nie musieli obawiać się żadnych niezapowiedzianych wizyt.



