Nie podoba się wam, że chcę mieć własną rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem budować swoje życie, a wy…

Co, nie podoba się, że chcę założyć własną rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem układać sobie życie, a wy znów wracacie do dawnych schematów!
Hania, no już nie przejmuj się tak! Wiem, że przyzwyczaiłaś się do miasta i może być ci ciężko na wsi, ale damy radę! przekonywał ją Tomek. Wiem, co robię. Dam sobie radę, tylko bądź ze mną!

Hania sama nie wiedziała, co myśleć.
Zakochała się przecież w chłopaku ze wsi! I to jak! Aż nogi jej się uginały na sam jego widok.

Miała już dwadzieścia osiem lat, karierę, mieszkanie w Warszawie, a trzydziestoletni Tomek sporą rodzinę i dom na wsi, rzut beretem od miasta.

Poznali się przypadkiem w parku rozrywki pod Warszawą. Tomek przyjechał z mamą, która akurat poszła na zakupy, a Hanię wyciągnęły przyjaciółki.

Wymienili się numerami i zaczęli pisać. Tomek ciągle ją zaskakiwał wpadał do miasta, był szarmancki i uważny. Hania zmiękła.
Był zupełnie inny niż ci faceci z korporacji szczery, bezpośredni, serdeczny.

W końcu Tomek zaproponował jej wspólne życie na wsi.
Wszystko ogarnę, jeszcze rok i robimy wesele, a potem gdzieś pojedziemy. Zbieram na to pieniądze, żeby nie musieć się niczym martwić przyznał trochę nieśmiało.

Hania się zgodziła.

Spróbuj, córeczko. Chłopak pracowity, dobry i niegłupi poparła ją mama. Nie wyjdzie wrócisz do siebie, najwyżej.

Hani niewiele groziło. Miała dobre stanowisko i mogła pracować zdalnie od niedawna wszyscy się tak dogadywali. Poza tym, miała już swoje lata to nie osiemnastka! A na wsi podobno powietrze jak zdrowie

A jaką rolę będę tam pełnić, Tomku? dopytała z uśmiechem Hania.

Jako narzeczona, Haniu. Za rok ślub, potem urlop i będzie super! zawahał się chłopak.
Wiem, że jesteś przyzwyczajona do lepszego życia.

Teoretycznie wszystko układało się świetnie, a jednak Hani w sercu coś uwierało. Nie wiedziała co. Postanowiła rzucić się na głęboką wodę.

Wzięła tydzień urlopu, spakowała walizkę i zamknęła swoje kupione za własne pieniądze dwupokojowe mieszkanie, po czym pojechała samochodem na wieś, gdzie już czekał na nią Tomek.

Pierwszy wieczór był fajny lato rozgrzewało powietrze, razem podlali warzywa w ogródku, zrobili pyszną, prostą kolację.
Wspólnie ogarniali dom i wszystko szło gładko.

W piątkowy wieczór Tomek wpadł szybciej do domu, podekscytowany.

Kochanie, moi rodzice przyjadą!
Po co? zaskoczyła się Hania.

Poznać cię, pomóc trochę. Przyjadą z bratem i jego żoną Tomek lekko się spinał.

Na długo? podskoczyła Hania.

Oby nie! Tomek spojrzał na nią uspokajająco. Nie przejmuj się, damy radę!

Te słowa jednak Hanię zestresowały.

Nie martw się, kochana. Potraktuj to jako test. Jak ci się nie spodoba zawsze masz do czego wracać! żartowała jej mama przez telefon. Rób jak potrafisz, oni się przyzwyczają. Albo i nie ich problem, nie twój. To już rola Tomka.

„Ej, faktycznie, co ja się tak martwię? Przecież nie jestem jeszcze żoną!” uspokoiła się Hania sama w duchu.

Kończyła właśnie nakrywać do stołu, gdy usłyszała podjazd samochodu.

Przyjechali! uśmiechnął się Tomek, wchodząc do kuchni.

Wyszli wszyscy powitać gości.

No witaj, synowa! duża kobieta w kolorowej sukience, z krótkimi ciemnymi włosami i naturalnie bujnymi rzęsami, szeroko przytuliła Tomka.

Równie rosły, z liściastym brzuchem, tato poklepał syna po ramieniu i skinął głową Hani.

Wysoki, młody mężczyzna przedstawił się z uśmiechem i żartem przyszłej szwagierce, ale jego żona, młoda blondyna, nie była zbyt serdeczna spojrzała na atrakcyjną Hanię i już zagadywała do męża, omijając nową w rodzinie.

Przestań ślinić się, pomóż mi! warknęła do niego i poleciała po torby.

Hania zaprosiła wszystkich do stołu, mając nadzieję, że przy jedzeniu wszyscy się rozluźnią.

No, postaraliście się! pochwaliła Danuta, mama Tomka.

Pan Jan chrząknął aprobująco.

Co to jest? Kurczak? Kto tak gotuje? marudziła blondyna, Ewa, dłubiąc widelcem. Wymyślanie jakichś fanaberii, a potem człowiek się tym dusi!

Ale pyszne! oburzył się Wojtek na swoją żonę.

Tobie to obojętne, co na talerzu, byle dużo odpysknęła i rzuciła sztućce.

Tomek zerknął błagalnie na zmartwioną Hanię.

Ewka, trochę szacunku! I nie zazdrość tak jawnie! Hania się napracowała! powiedział w obronie swej narzeczonej.

A kto ci tak durne imię wymyślił? Nasza krowa też się tak nazywa! zażartowała jadowicie blondynka.

Hania parsknęła pod nosem.

Co cię rozbawiło? spytał szeptem Tomek.

U mojej przyjaciółki świnkę morską nazywają Ewka szepnęła mu na ucho. Ale i tak wszyscy ją usłyszeli.

Danuta skrzywiła się, panowie z ledwością powstrzymali śmiech, za to Ewa zaiskrzyła gniewem.

Kim ty w ogóle jesteś?! Jak śmiesz! syknęła.

Skoro ty możesz, to pomyślałam, że to twój poziom rozmowy. Hania wzruszyła ramionami.

Wojtek patrzył na Hanię z zachwytem.

Ja jestem prawną żoną Wojtka, a ty to tylko kochanka! wybuchła blondyna.

Przynajmniej umiem się zachować w gościach odbiła Hania.

Nie przyjechałam tu do ciebie! triumfowała Ewa.
Ja z kolei cię nie zaprosiłem wtrącił spokojnie Tomek. W ogóle, na jak długo przyjechaliście?

Nagła cisza. Wszyscy spojrzeli na gospodarza.

Nauczymy waszą panienkę życia na wsi i wracamy odpowiedziała mama.

Mamo, nie trzeba. Dawaliśmy sobie radę, dalej damy, wystarczy.

Wygodniczka jedna ciekawe, na jak długo jej zapału starczy Ewa przewracała oczami.

Leniwa to nie Hanka, raczej kto inny skwitował Tomek.
Kochani, dzięki za kolację, ale czas na odpoczynek.

Tomek podał Hani rękę; razem zaczęli sprzątać razem ze stołu pod zaskoczonymi spojrzeniami.

Hania poczuła, że dobrze jest mieć za plecami mądrego faceta, który nie pozwoli jej skrzywdzić. Wiedziała w razie czego, zawsze może wrócić do swojego mieszkania w Warszawie.

Następny poranek już taki wesoły nie był.

Co to za spanie?! Do południa śpimy? Śniadanie trzeba zrobić! wpadła na pokojowo teściowa.

Hanka spojrzała rozkojarzona na zegar ósma rano.

Pani Danuto, w lodówce wszystko jest na śniadanie powiedziała, przykrywając się mocniej kołdrą.

Phi, pańcia się znalazła! Wszystko trzeba zrobić, a nie tylko kupić! prychnęła Danuta i wyszła, trzaskając drzwiami.

Hanka przełknęła ślinę, ogarnęła się i zeszła na dół.

Kochana, już wstałaś? przywitał ją Tomek, stojąc przy kuchence.

Gdybym jej nie obudziła, to by spała do południa wtrąciła się teściowa.

Mamo, po co w ogóle wchodziłaś do naszego pokoju? Przecież prosiłem zdziwił się Tomek.

Mamy tu nie tylko ciapę, ale i leń! podsumowała Ewa.

Czy ktoś cię pytał o zdanie? odbiła Hanka.

Takie jest życie na wsi. Wstajesz rano, a jak będziecie mieli krowę, to szósta rano i dojenie nie odpuszczała blondynka.

Nie planujemy krowy odpowiedział spokojnie Tomek.

Czemu? Swoje mleko, śmietana A! Pewnie Hania nie umie doić! rechotała.

Ty też nie umiesz i dajesz radę zarechotał Tomek.

Odkąd jesteś z Hanią, zrobiłeś się podenerwowany rzuciła teściowa.

Hania nie wytrzymała.

Tomku, jadę do domu. Jak ten cyrk się skończy, to dzwoń powiedziała zirytowana.

Co?! Przez ciebie mój syn przestał z nami być! Nie dzwoni, nie pomaga, nic! wybuchła Danuta. Ty niszczysz naszą rodzinę!

Dość! huknął Tomek. W domu zapadło milczenie.

Nie pasuje wam, że chcę mieć własną rodzinę? Uciekłem od was, a wy ciągle wracacie!

Synku, przestałeś nad sobą panować! Wszystko wydajesz na nią! Ona chce tylko twoje pieniądze! lamentowała mama.

Mamo, Hania sama się utrzymuje. Zbieram na nasze wesele Tomek zatrzymał Hanię przy sobie. Chcecie szczęścia? Wracajcie do siebie! Do nas zapraszamy tylko gości, nie intruzów. Szczególnie Ewę.

Rodzina miała zamułkę, Tomek odprowadził Hanię do pokoju, sam wrócił do rodziców, którzy w pośpiechu pakowali torby.

Wybieraj: ja albo ona postanowiła Danuta.

A Ewę przyjęliście przecież bez problemu Tomek spojrzał rozczarowany.

Nie ma co porównywać! burknęła blondynka.

Ojciec i brat patrzyli z zainteresowaniem.

No, synku? poganiała matka.

Wybieram szczęście! powiedział zdecydowanie Tomek.

W takim razie nie masz już matki! rzuciła Danuta i wyszła z domu, za nią Ewa.

Synu, my z tobą! uśmiechnął się ojciec. Mama to moja sprawa!

Brat uściskał Tomka.

Pilnuj szczęścia i porządku w tej rodzinie.

I cała rodzinka wyjechała.

Hani trochę było głupio, ale wiedziała już, że Tomek traktuje ją poważnie.

Wspólnie ogarniali życie, Hania wspierała Tomka, bo wiedziała, ile go to kosztowało.

A u rodziny Tomka zrobiło się ciekawie.

Mamo! Ewka! Kupiliśmy wam krowę! ogłosił wesoło Wojtek.

Co?! Ty zwariowałeś? zapytała sceptycznie Danuta.

Nie, od dziś Ewa będzie ją doić i na pastwisko wyganiać Wojtek był nieugięty.

Wojtek, to nie jest śmieszne! Ewa się wściekła.

Uczyłyście Hanię, to teraz wasza kolej! rozkładał ręce Jan, tata. I śniadanie codziennie o siódmej i żadne kanapki, tylko coś konkretnego. Mieszkanie na wsi zobowiązuje!

No i zaczęło się „wychowywanie” dziewcząt!

Wszystko, co mówiły Hani, teraz słyszały same.
Mama szybko pożałowała, bo teraz wymagano od nich więcej nawet zarobków takich jak u Hani nie miały. Czasu nie wystarczało!

Danuta pogodziła się potem z Tomkiem, ale do nich jechać ciągle nie chciała. A nuż Hania umie coś jeszcze więcej?

A Tomek w końcu szczęśliwie poprosił Hanię o rękę.
Na weselu bawili się wszyscy!

Nie znaczy, że Ewa i Danuta od razu pokochały Hanię ale nauczyły się siedzieć cicho. Dla własnego bezpieczeństwa.

Hania była szczęśliwa! Wspólnie dzielili obowiązki, wspierali się we wszystkim i już nie bali się żadnych niespodziewanych gości!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

sześć − jeden =

Nie podoba się wam, że chcę mieć własną rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem budować swoje życie, a wy…