Nie poddawaj się, mimo wszystko!

Niezależnie od wszystkiego

Nasze życie nie pyta, czy jesteśmy gotowi na jego ciosy. Uderza nagle, bez ostrzeżenia i litości. Wtedy pozostają dwa wybory: złamać się albo nauczyć się oddychać wśród bólu.

Gdy miałam czternaście lat, musiałam zostać sama w domu. Ojciec porzucił nas, a matka od razu wzięła nowego męża i przeprowadziła się z nim do jego domu.

Grażynko, zostań z matką w domu, bo Szymon nie chce, żebyś mieszkała w jego domu. Jesteś już prawie dorosła, pora wziąć sprawy w swoje ręce rzekła Zofia.

Mamo, boję się być sama w noc jęknęła Grażyna, lecz matka nie zwracała uwagi na łzy córki.

Nikt cię nie pożre, a ja nie mam winy, że twój tata nas zostawił

Rok po roku Zofia urodziła jeszcze jedną dziewczynkę Małgorzatę i wezwała Grażynę do siebie:

Po szkole pomagasz mi z Małgorzatą, a wieczorem wracasz do domu, żeby Szymon cię nie widział.

Grażyna zajmowała się domem, nosiła wodę, myła podłogi, opiekowała się Małgorzatą, a o szóstej po południu uciekła do domu, bo mąż Zofii wracał z pracy około pół siódmej.

Wieczorem Grażyna odrabiała lekcje, a rano sama szykowała się do szkoły.

W wieku szesnastu lat rozkwitła, stała się ładną dziewczyną, choć ubiór nie był najmodniejszy. Matka kupowała jej nowe ubrania, gdy widziała, że już wyrosła z poprzednich. Grażyna dbała o rzeczy, prała je starannie i nosiła z szacunkiem. Nauczyciele w szkole szeptali:

Grażynka mieszka sama, bez matki, a jej rzeczy zawsze czyste i wyprasowane, naprawdę dzielna dziewczyna tak rozgłaszało się po wiosce, więc mieszkańcy ją litościwie patrzyli.

Sąsiadka, babcia Łucja, podawała jej konfitury i kiszone ogórki, a Grażyna pomagała jej i ganiała po sklepach. Po zakończeniu dziewiątej klasy powiedziała matce:

Mamo, chcę się uczyć w zawodzie fryzjerki w pobliskim mieście, ale potrzebuję pieniędzy na dojazd. Codziennie musiałabym jeździć autobusem tam i z powrotem.

Zofia zgodziła się, rozumiejąc, że im szybciej córka zdobędzie zawód, tym szybciej będzie mogła samodzielnie zarabiać. Szymon narzekał, że wydajemy nasz wspólny budżet. Szkoła miejska oddalona była zaledwie dwanaście kilometrów, więc Grażyna jeździła codziennie, z wyjątkiem weekendów.

Pewnego dnia zauważył ją przystojny chłopak, Eugeniusz, student technikum, który przyjeżdżał do wioski tylko na weekendy i święta. Wysoki, sympatyczny, trochę starszy, od dawna przyciągał uwagę Grażyny, lecz ona była skromna i ubierała się skromnie, nie licząc na to, że każdy chłopak ją zauważy.

W klubie tanecznym Eugeniusz zaprosił ją do tańca, odprowadził pod dom i wkrótce został u niej na nocleg. Grażynie skończyło się osiemnaście lat, a ich spotkania nie budziły sprzeciwu, gdy Eugeniusz przyjeżdżał do wioski. Wkrótce jednak poczuła, że jest w ciąży.

Eugeniuszu, co teraz? Będziemy mieli dziecko wyznała.

Porozmawiam z rodzicami, weźmiemy ślub, wkrótce skończysz osiemnaście odpowiedział, uspokajając ją.

Matka Grażyny, Zofia, ostro zakazała:

Nie chcemy o tym wiedzieć rzekła surowo, a ojciec dodał: Musimy się upewnić, czy to naprawdę twoje dziecko, czy może ktoś inny przyszedł w twoją nieobecność.

Rodzice nalegali, Eugeniusz odrzucił Grażynę. Przez kilka miesięcy nie przyjeżdżał do wioski; gdy już się zjawił, przechodził obok jej domu, nie patrząc w jej stronę.

Latem Grażyna urodziła chłopca Iwo, mocnego i spokojnego. Poród przeprowadziła położna, po czym razem z noworodkiem zostali przewiezieni karetką do szpitala. Nikt nie pomagał jej w opiece, wszystko musiała zrobić sama. Eugeniusz już nie patrzył na nią, a jego matka rozpuszczała po wiosce kłamliwe plotki.

Grażyna z Iwo musiała chodzić po sklepach w wózku, w domu przy ogrodzie Iwo siedział w wózku obok niej. Zofia nie przychodziła z pomocą i nie przyjmowała wnuka. Wiejskie kobiety patrzyły na nią różnie jedne drwiły, inne współczuły.

Kiedy Grażyna podeszła do sklepu z wózkiem, podeszła do niej lokalna plotkarz, Weronika:

Grażynko, nie wiesz, że Eugeniusz wyjdzie za mąż? Szybko będą mieli wesele. Ja bym w twoim miejscu wzięła dziecko i podarowała je na prezent.

Grażynie nie spodobało się to, wzięła Iwo z wózka i ruszyła do sklepu.

Weroniko, uspokój się usłyszała głos Anny, która podeszła i przytuliła Grażynę. Nie słuchaj nikogo, dziewczyno. Ja też w twoim wieku urodziłam Alka, znasz go. Jego ojciec też nas zostawił. Spójrz, jak pięknie się urosła. Twój Iwo też wyrośnie, wszystko będzie dobrze.

Dziękuję, ciociu Anno, dziękuję.

W tym samym dniu Eugeniusz miał ślub w mieście z dziewczyną ze szkoły. Grażyna nie otrzymała nawet zaproszenia.

Czas mijał, Iwo dorastał, a sąsiadka, babcia Łucja, pomagała mu w codzienności. Grażyna pracowała na poczcie, a w weekendy przychodziły do niej wiosenne kobiety na strzyżenie. W wiosce nie było salonu fryzjerskiego, więc Grażyna przyjmowała klientki w domu, a latem strzyżeła na podwórku, pobierając niskie opłaty, ale zarabiając potrzebne pieniądze.

Grażyna stała się piękną kobietą. Wtedy młodszy brat Eugeniusza, Wojciech, zakochał się w niej. Ona nie chciała mieć z nim nic wspólnego, lecz z czasem dała się uwieść. Wojciech był uparcie pracowity, naprawiał maszyny rolnicze w lokalnych warsztatach i nieustannie podążał za Grażyną po wiosce.

Wkrótce w wiosce rozeszły się plotki: Weronika szeptała, że:

Wieczorem Wojciech przychodzi do Grażyny, a rano znika. Ta naiwna dziewczyna myśli, że nikt jej nie widzi ja widzę wszystko to wiosna, a my tu plotkujemy.

Grażyna usłyszała te pogłoski, ale nie przejmowała się nimi, choć powiedziała o tym Wojciechowi.

Wszyscy w wiosce znają nas, Wojtku.

i co? Nie chowamy się, co w tym złego? Jesteśmy dorośli.

Wojciech był wyluzowany, dobrze traktował Iwo, czasem kupował mu zabawki. Wszystko wydawało się w porządku, dopóki nie odkryła, że znów jest w ciąży. Zmartwiona, jak ma to powiedzieć Wojciechowi, w końcu wyznała:

Wojtku, jestem w ciąży, będziemy mieli kolejne dziecko.

Wojciech od razu się ucieszył:

Świetnie, chodźmy razem do moich rodziców i wszystko ustalimy.

Grażyna się sprzeciwiła:

Nie pójdę do twoich rodziców, wiesz, że nie pozwolili nam wtedy wziąć ślubu z twoim bratem. Ty sam coś wymyśl.

Wojciech postanowił poinformować rodziców, że zamierzają wziąć ślub z Grażyną.

Co ty, pierdolony, wykrzyknęła natychmiast matka wiedziałam, że tak będzie! Może to nie twoje dziecko. Jak umrę, to wtedy w końcu się o nią pobierzesz. Jednego brata nie da się poślubić, drugi nie będzie.

Ojciec Wojciecha dołączył się do matki:

Jeśli chcesz się ożenić z tą powiedział niecenzuralnie to wyjdź z domu. Nibyśmy cię nigdy nie zaakceptowali.

Wojciech kochał rodziców i nie mógł ich sprzeciwić. Gdy mówiono, że nie może poślubić Grażyny, przyjął to jako wyrocznię. Grażyna czekała na niego do późnej nocy, ale nie przychodził. Następnego dnia i kolejnych tygodni został w mieście u brata.

Długo płakała, rozmawiała z babcią Łucją.

Co mam zrobić, babciu? Nie mogę się pozbyć dziecka, a i tak kochałam brata, wiedząc, że rodzice będą przeciw.

Nic nie rób, Grażynko głaskała ją Łucja pomogę ci, mam siedemdziesiąt osiem lat, jeszcze będę żyć. Z tobą i twoimi dziećmi czuję się lepiej, bo przydałam się komuś. Wiesz, sama jestem już od dawna sama

Macierzyństwo stało się dla niej ratunkiem. Grażyna urodziła kolejnego syna Nikodema. Łucja naprawdę wspierała ją od rana do nocy, a Grażyna nie pozostawała dłużna. Żyły razem z dwoma chłopcami, młodą Grażyną i starą Łucją.

Matka Grażyny nigdy nie odzywała się do niej, wymazała ją ze swojego życia. Czas mijał, dzieci rosły, a pewnego dnia do wioski przyjechał Andrzej w delegacji, naprawiając maszyny na gospodarstwie. Zauważył Grażynę, próbował nawiązać kontakt, ale ona się odrzucała. W końcu nie wytrzymał:

Grażyno, nie przychodzę tu bez powodu chcę dać ci swoją rękę i serce powiedział, zatrzymując ją na drodze.

Andrzeju, nie mogę ci odpowiedzieć, mam dwoje dzieci, żyję dla nich.

Kocham dzieci, ale własnych nie mogę mieć dlatego nie znalazłem jeszcze rodziny. Obiecuję kochać twoich synów tak, jak ciebie. Proszę, uwierz mi.

Grażyna uwierzyła i wyjechała z Andrzejem do miasta. Z czasem pomógł jej otworzyć własny salon fryzjerski, a potem większy gabinet kosmetyczny. Życie rodzinne ułożyło się, a Andrzej przyjął Iwo i Nikodema jak własne dzieci. Młodszy z nich nazywał go tatą.

Grażyna rozkwitła, stała się piękną kobietą, pojawiły się pieniądze, samochód. Wkrótce ich najstarszy syn, Iwo, poślubił dobrą dziewczynę. Grażyna była szczęśliwa, podziwiała synową.

Szczęścia wam, kochani mówiła radośnie na weselu niech wam zawsze wszystko się udaje.

Od czasu do czasu wraz z mężem odwiedzają wioskę, składają kwiaty na grobie babci Łucji. Z matką Grażyny już nie ma kontaktu, bo matka wymazowała ją ze swojego życia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem + 11 =

Nie poddawaj się, mimo wszystko!