Nie płacze, nie czeka, nie tęskni

Nie płacze, nie czeka, nie tęskni
Mąż Haliny zawsze był opanowany, cichy, spokojny i uprzejmy. Tadeusz już dwadzieścia trzy lata temu był taki sam, gdy oświadczył się jej.

Jak zwykle letnim wieczorem spacerowali za wsią nad rzeką, gdy nagle się zatrzymał, wziął ją za ręce i cicho powiedział:

Halinko, proponuję, byśmy połączyli nasze życia. To przeznaczenie powinniśmy być RAZEM.

Patrzył na nią spokojnie, pewny, że nie odmówi. Czuł, że go kocha. Dziewczyna zaróżowiła się ze szczęścia, serce jej zabiło mocniej:

Tak, Tadziu, tak. Wyjdę za ciebie.

Oboje byli szczęśliwi.

Wybuduję nam nowy dom. Ojciec mi pomoże, miejsce już wybraliśmy. Chodź, pokażę ci. Szli, trzymając się za ręce, aż zatrzymali się pod ogromną czereśnią.

Tutaj. Tylko czereśnię trzeba będzie usunąć stara jest, mogłaby kiedyś spaść na dom. Jeśli chcesz, posadzimy nową.

Świetnie, Tadziu, z okien będzie widać rzekę.

Po ślubie mieszkali u rodziców Tadeusza, ale wkrótce dom był gotowy. Zaczął nawet budować drugą połowę z osobnym wejściem.

To dla naszych dzieci. A nuż któreś zostanie w tej wsi? Niech mają własne wejście.

Jesteś taki przewidujący cieszyła się Halina i zgadzała się z mężem.

Nie mieli wielu dzieci urodziła się tylko córka, Ania. Wychowali ją, a potem zdziwiła rodziców, gdy dostała się na studia:

Mamo, tato, nie liczcie na mnie. Nie zostanę z wami. Chcę żyć w mieście, a poza tym jest tam mój Romek.

Tak oto druga połowa domu stała pusta. Halina sprzątała tam, myła okna, ale Tadeusz nawet tam nie zaglądał. W ich części było wystarczająco przestronnie, czysto i przytulnie. Żyli sami, córka studiowała. Przez te wszystkie dwadzieścia trzy lata małżeństwa mąż nigdy nie sprawił Halinie przykrości. Zawsze spokojny, nigdy nie podniósł głosu. Sąsiedzi ich szanowali.

Aż pewnego dnia, po pracy, ten zawsze uprzejmy i cichy Tadeusz oznajmił żonie:

Halina, trudno mi to mówić, ale nasze wspólne życie dobiegło końca. Rozumiesz, takie czasy Większość małżeństw po dwudziestu latach się rozpada, miłość gdzieś znika. Ja też poznałem inną kobietę. Dziękuję ci za te wszystkie lata. Ani nie porzucę, pomogę jej skończyć studia o pieniądze się nie martw. Dom zostawiam wam z córką.

Mówił coś jeszcze, ale Halina cicho osunęła się na kanapę, ledwie słuchając. W skroniach pulsowało. W końcu usłyszała:

Przepraszam. I wyszedł z walizką, widocznie spakowaną wcześniej, cicho zamykając za sobą drzwi.

Halina płakała.

Dlaczego mnie to spotkało? Wiem, że innym też się to zdarza, ale nie sądziłam, że dotknie to i naszej rodziny. Gdzieś popełniłam błąd Chciałabym zamknąć oczy i obudzić się, by zobaczyć, że to tylko sen. Że nic się nie stało. Ale mój ukochany, spokojny i cichy mąż odszedł na zawsze myślała przez pierwsze dni.

Przez tydzień, może dłużej, tliła się w niej nadzieja, że zmieni zdanie i wróci. Ale nie wrócił. Halina nie wiedziała, dokąd i do kogo poszedł. Nawet nie pytała. Minął czas, oswoiła się z nową rzeczywistością. Tylko czasem myślała:

Oto los Najpierw dał mi wspaniałego męża, potem go zabrał. Teraz muszę przyzwyczaić się do samotności. Nasze wspólne życie przekreślone. Może Tadeusz już o mnie zapomniał, ale ja jeszcze nie potrafię. W końcu go puściłam niech mu Bóg da zdrowie.

Nie płakała już dawno. Wszystkie łzy wylała. Ale czasem wracały myśli o byłym mężu, z którym rozstała się natychmiast, gdy ją zostawił. Patrząc przez okno, zastanawiała się:

Gdzieś tam żyje Tadeusz, znalazł nową miłość. A dla mnie to był jak grom z jasnego nieba. Nigdy nie był wesołkiem, ani łobuzem. Nigdy bym się po nim tego nie spodziewała. A jednak stało się.

Minęło sześć lat. Żal dawno przeminął. Nie wierzyła, że czas leczy rany, ale ból osłabł. Skończyła już pięćdziesiątkę. Wciąż piękna zawsze nią była. Ania wyszła za mąż za chłopaka z miasta i mieszka w województwie. Ma już wnuka, ale rzadko go przywożą.

Halina wróciła z pracy, piła herbatę w altance. Lato, w domu nie chciało się siedzieć. Sąsiadka Krysia, pielęgniarka, wyszła na podwórko i wesoło zagadnęła:

Cześć, co tak siedziś jak sowa?

Nie wiem, trochę mi smutno odparła Halina.

A ja mam dla ciebie newsa. Kryśka spojrzała znacząco.

No i?

Sąsiadka uśmiechnęła się, przeciągając moment, aż w końcu wybuchnęła:

Patrzę na twoje róże jak ty to robisz? Tyle kwiatów, tak pachną, a prawie nikt tego nie widzi.

Daj spokój, Krysia, nie o różach chcesz gadać. Halina się uśmiechnęła.

No nie, nie o różach Słyszałaś, że nasz doktor Marek przeszedł na emeryturę? Zastąpił go nowy, też Marek, ale na imię ma Robert. Obiecali mu mieszkanie, ale musi poczekać z miesiąc. Więc musi gdzieś się zatrzymać. Zaproponowałam, żeby u ciebie!

Co? Po co mi to? Dlaczego u mnie?

Jak to dlaczego? Masz cztery pokoje i osobne wejście. Nikt tam nie mieszka. Jeśli twoja Ania nie chciała z tobą żyć, niech chociaż ktoś inny tam będzie!

Nie chcę lokatorów.

Za późno, Halina! Za późno. Przyjdzie za godzinę. Kryśka się zaśmiała. No to chodź, przygotujemy mu pokój.

Halina westchnęła, wstała z ławki i poszła za Krystyną. Nie minęła godzina, gdy na podwórku pojawił się przystojny, wysoki mężczyzna.

Dobry wieczór, jestem Robert Marek, ale mów mi Robert. Wyciągnął do gospodyni ciepłą dłoń.

Halina. Przeciągnęła swoją.

Lokator się jej spodobał. Robert był od niej młodszy o pięć lat. Przemknęła jej nawet szalona myśl:

Gdybym byłaMijali kolejne lata, a Halina i Robert wciąż śmiali się w altance, pijąc herbatę i wspominając, jak to dziwnie los potrafi splatać drogi ludzi, którzy nigdy nie powinni się spotkać, a jednak znaleźli w sobie to, czego szukali przez całe życie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 + trzy =

Nie płacze, nie czeka, nie tęskni