Nie nasza sprawa
– Obojętność przybiera różne formy usłyszała Weronika, kiedy z kobiecego głosu dobiegł fragment: Czasami trzeba zamknąć oczy i udawać, że czegoś nie zauważasz, że cię to nie dotyczy. A innym razem to przestępstwo.
– Och, Łucja, to tylko filozofia odparła drugi głos, kobiecy.
Weronika odwróciła się w stronę okna, patrząc na mijające domy, samochody i przechodniów. Mała Skierniewice wreszcie w pełni się obudziła i rozkwitła.
Dziś trochę nie chce się jej jeździć komunikacją publiczną. Jurek zadzwonił wieczorem i powiedział, że musi pracować całą noc, więc po co się gniewać? Praca jest pracą. Weronika wielokrotnie otrzymywała propozycję podwiezienia od kolegi, młodego chłopaka, który patrzył na nią zbyt uważnie, ale odrzucała. Nieodpowiednie to, żonie jeździć z obcymi mężczyznami
Weronika jeszcze raz wybija numer męża, a po długim, niekończącym się sygnale z westchnieniem odkłada słuchawkę i chowa smartfon do torebki.
Znów wpatruje się w okno. Zajęty, pewnie. Zawsze zajęty w najmniej odpowiednim momencie
Uczucie mdłości wzbiera wczesna ciąża daje o sobie znać. Kęsła się na drodze, a brzuch zdrętwiał.
***
W sklepie, którego dyrektor jest szefem znanej sieci, Weronika walczy z mdłością, bo szef praktycznie nie ma wolnych chwil. Mimo że wiruje w głowie, nie ma czasu na roztrząsanie tego.
Dziś szczególnie nie ma czasu: za chwilę przyjedzie kontrola z centrali. Zestresowana Weronika pociąga za sobą białą, kręconą sprzedawczynię Dagmarę:
Dagmaro, idź pomóż Anie umyć lodówkę, bo nas pożrą! Ja idę przygotowywać raporty!
I pędzi do swojego biura.
Dagmara, upewniwszy się, że Weronika zniknęła do zaplecza, nachyla się do koleżanki, która starannie układa butelki z mlekiem, i szepcze:
Aniu, słyszałaś, że mąż Weroniki ją zdradza?
Ania (nazywana w rozmowie Anią) powiększa oczy i przerażona patrzy na Dagmarę:
Co ty mówisz? To prawda?
Tak, widziałam, jak rano wychodził z domu mojej koleżanki, Łucji. A ona go pożegnała pocałunkiem! Co za dramat, co?
Trzeba więc Weronice powiedzieć. Po co mi to opowiadać?
Dagmara roześmiała się i podniosła palec przy skroni:
Jesteś głupia, Aniu? Po co? Coś się przydarzy, facet się uprawia, a co? Opowiem, że się rozwiodą!
Ania zamyśliła się i odparła:
Czy się rozwiodą, czy nie, to ich decyzja. Ale Weronika ma prawo znać prawdę Może lepiej, że się rozstaną, bo zdrada nie buduje domu.
Dagmara znów rozbawiła się, patrząc z lekceważeniem na rozmówczynię:
Nie, naprawdę jesteś nieobecna. To nie nasza sprawa. Dobrotliwe dusze, jak ty, zostają winne.
Ania westchnęła i nie kwestionowała dalej. Może Dagmara ma rację, ale coś nie dawało dziewczynie spokoju.
Weronika i Ania są ze sobą bardzo blisko, właściwie przyjaciółkami. Ania od dziecka uczyła się, że gorzka prawda lepsza jest od słodkiego kłamstwa, że bolesne wyjawienie jest szczersze niż iluzja pomyślności
Być może administrator sklepu, Dariusz, odczuł coś, widząc w biurze zmęczoną Weronikę.
Zamyślony pił kawę i jednocześnie kończył raport na laptopie.
Weroniko, nie przejmuj się tak, wszystko będzie dobrze uśmiechnął się.
Weronika machnęła ręką i westchnęła:
Nie przejmuję się. Jurek nie odbiera telefonu, więc się martwię.
Dariusz milczał. Weronika od razu mu się spodobała, kiedy dopiero zaczynała pracę. Najpierw zwykła sprzedawczyni, później pomysłowy i pracowity chłopak awansował na administratora.
Może jest zajęty wymamrotał. Nie miał prawa wtrącać się w cudze sprawy, choć zauważył, że mąż chłodno traktuje żonę.
Pewnie uśmiechnęła się Weronika, schowała smartfon do kieszeni i pospieszyła wyjść.
W sali zaczęło się zamieszanie podjechali kontrolerzy
***
W kolejnym tygodniu Ania, patrząc na Weronikę, nie potrafiła usiedzieć spokojnie. Z opowieści przyjaciółki wiedziała, że mąż często zostaje po pracy, że ciężarną Weronikę zmusza komunikacja, choć Jurek mógłby ją podwieźć, zwłaszcza że w ich małym miasteczku autobusy jeżdżą z przerwami.
Postanowiła sprawdzić swoje przypuszczenia.
Rano zgłosiła, że spóźni się do pracy, i znalazła się pod domem rzekomej kochanki.
Matka Anii mówiła, że serce może boleć tych, których kochamy. Dziś dziewczyna przekonała się o prawdziwości tych słów kiedy zobaczyła szczęśliwego i uśmiechniętego Jurka obejmującego jasną blondynkę, całującego ją w usta i obiecującego przyjazd wieczorem, poczuła prawdziwy kłujący ból w klatce. A tak żyje Weronika z takim zdrajcą! Dobroduszna, pomocna, zawsze gotowa wesprzeć, a z takim łobuzem!
Wieczorem zdecydowała działać. Nie powie tego słowami, ale zrobi to inaczej. Gdy Weronika wyjeżdża, Ania wchodzi do zaplecza, gdzie właśnie Dariusz szykuje się do domu.
Dariuszu, sprawa się nie układa powiedziała, przymrużając oczy.
Mężczyzna spojrzał na nią z niezrozumieniem.
Chodzi o Weronikę wyjaśniła. Po prostu widziałam własnymi oczami, że jej mąż chodzi z nią za rogiem.
Dariusz zamyślił się i opuścił wzrok:
To ich życie rodzinne Czy to właściwe, wtrącać się?
Właściwe i niewłaściwe uśmiechnęła się Ania. Ona musi znać prawdę.
Ona jest w ciąży, co się stanie, jeśli sprzeciwił się Dariusz.
To tak przeznaczone odparła. Prawda ważniejsza niż kłamstwo. Zawieź mnie do wsi, u babci Zofii, która zna się na takich sprawach. Ona już tak pomagała, nie powiemy Weronice nic, prawda sama się ujawni.
Dariusz się zawahał.
Weronika ci się podoba, prawda? rzuciła ostatni argument. Czy nie dasz jej szansy poznać prawdy?
Dariusz westchnął i zgodził się.
***
Babcia Zofia przywitała młodych gości ciepło. Nie była żadną czarownicą po prostu starą kobietą z siwą fryzurą, w rozciągniętej koszuli i długiej spódnicy, pod którą widać były zgięte stawy w ciepłych rajstopach. Babcia była babcią nic szczególnego, oprócz przenikliwego spojrzenia szarych oczu, które wdzierało się w duszę.
Ania opowiedziała jej, co ją trapi, podając zdjęcie Weroniki.
Zofia z uśmiechem spojrzała na Dariusza, potem zapaliła świecę i przejechała nią po ekranie telefonu.
Widzę, że obecny mąż nie jest jej przeznaczeniem. Rozstanie przyjdzie, choć później. Nie jest dobry, kłamie i knuje. A kobieta ma duszę czystą i dobrą.
Czy można to przyspieszyć? szepnęła Ania.
Nie mogę przyspieszyć, nie odważam się. Ale pomogę jej zobaczyć prawdę. Potem sama zdecyduje, co dalej
Zofia wstała i zmierzała małymi krokami na zimny taras. Przyniosła z niego lniany worek i duży garnek. Wzięła garść zmielonych ziół i szepnęła, wsypując je do worka:
Zioła polne, wiatr łąkowy, pomóż Weronice, otwórz prawdę. Niech tak będzie Anno, dodaj jej te zioła do jedzenia. Mają słaby smak, nie poczuje. Są nieszkodliwe.
Jest w ciąży dopytał Dariusz, zaniepokojony. Zofia przyjrzała się mu i odpowiedziała:
Nie zaszkodzą dziecku, to rumianek, pierwiosnek i kilka innych, nie podam ci nazw, ale nie są trujące A ty, chłopcze, gotów będziesz przyjąć jej dziecko, jeśli wyrzuci tego zdrajcę?
Dariusz połykał i nerwowo skinął:
Gotów. Nie ma obcych dzieci.
***
Dodanie ziół do jedzenia Weroniki okazało się najtrudniejsze w całej akcji, zwłaszcza że ciągle mdliło ją od wszystkiego. Ale tego wieczoru, tuż przed zamknięciem, Weronika nagle bardzo chciała makaronu instant.
Zaraz ci go przygotuję, usiądź! rzekła szybko Ania i pobiegła do sali. Chwyciła paczkę makaronu, położyła worek Zofii w kieszeń, westchnęła i wróciła do zaplecza.
Dariusz siedział przy stole i milczał. W głębi duszy miał nadzieję, że Weronika odejdzie od oszusta, ale nie był pewny słuszności ich planu. Czy dobrze, że wtrącają się w tak prywatne sprawy?
Ania odetchnęła z ulgą, gdy Weronika pożarła ostatnią łyżkę z apetytem. Ona i Dariusz również się denerwowali, ale poczucie obowiązku i wychowanie wzięły górę.
***
Oczywiście Ania i Dariusz nie widzieli, że wszystko się udało, bo wydarzyło się rano. Weronika jak zwykle zajmuje miejsce przy oknie w autobusie i zamyślona patrzy na mijający krajobraz. Nie słyszy, co mówi kierowca przez telefon, i dopiero gdy głośno ogłasza:
Szanowni pasażerowie, proszę się nie niepokoić, ale musimy objąć objazd. Na drodze duży korek, naprawa przejazdu kolejowego.
Dalej dzieje się to, co w złym śnie mąż wychodzi z domu obcej kobiety, przytula jasną blondynkę, ich pożegnanie w pocałunku nie wygląda na przyjacielskie Weronika rzuca się do okna, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi, wiruje w głowie, dół brzucha zaczyna boleć I mgła.
Obudziła się w szpitalu. Pierwsze, co zobaczyła, to zmartwiona twarz Ani.
Weroniko wybacz, ale to chyba moja wina
O czym mówisz? wymamrotała Weronika. Widziałam Jurka z Łucją Kotową. Czy on naprawdę
Do sali powoli wszedł Jurek, spojrzał na Weronikę z winą w oczach, lecz nic nie zdążył powiedzieć.
A już pracujesz u Kotowej nocami? zapytała Weronika.
Weroniko, przepraszam, lekarz ci zabronił, a ja muszę, musisz zrozumieć, jeśli chcesz zachować rodzinę odpowiedział z podstępnym uśmieszkiem. Gdyby miał odrobinę sumienia.
Wynocha! Jak tylko wypiszę się wystąpię o rozwód! krzyknęła Weronika.
Jurek się wycofał i odszedł, nie próbując przeprosić. Nie trzeba było.
Co z dzieckiem, nie wiesz? zapytała Weronika.
Lekarka powiedziała, że wszystko w porządku. Było ryzyko poronienia, ale minęło zapewniła Ania.
W tym samym momencie nieśmiało wszedł Dariusz z dużą torbą owoców. Lekarka, która pojawiła się zaraz po nim, zareagowała:
Proszę go wpuścić poprosiła Weronika, siadając na łóżku.
Lekarka westchnęła i machnęła ręką. Ania również wyszła, zostawiając Dariusza samemu z Weroniką.
Weroniko, bardzo się o ciebie martwiłem o ciebie i dziecko zaczął niepewnie.
Ty zawsze się o mnie martwiłeś uśmiechnęła się Weronika w przeciwieństwie do niektórych.
Zapomnij uśmiechnął się Dariusz.
W łóżku znów wpadła głowa Ani:
Weroniko, muszę się przyznać. To ja wszystko wymyśliłam, żebyś dowiedziała się o zdradzie. Nie mogłam patrzeć, jak cię oszukuje. Nie obrażaj się, proszę.
Weronika roześmiała się, pomyślała chwilę i odpowiedziała:
Byłabym oburzona, że wiesz i nic nie mówisz. Nie lubię kłamstw. A tak przy okazji śniła mi się staruszka, mówiąca, że nie przeznaczony ci jest zdradca. Ten, który przyjdzie z prezentem, kiedy się obudzisz.
Spojrzała na Dariusza, który nie odrywał wzroku.
Ania podeszła, usiadła na stołku i wzięła Weroniki rękę w swoją. Delikatnie pogładziła po dłoni. Teraz była pewna, że postąpiła słusznie. Zdradników trzeba usuwać z życia, póki nie jest za późno. Bo szansa na nowy początek wciąż istnieje. Najważniejsze, że obok są prawdziwi przyjaciele i kochające osoby. A reszta… rozwiąże się sama.
Nie nasza sprawa



