Nie musisz być piękna, wystarczy być użyteczna

Ach, pamiętam tę starą lekcję życia… Siedziałyśmy wtedy z Marysią w krakowskiej kawiarni przy Rynku Głównym.

Helenko, a tyś całkiem rozumu postradała?! Marysia aż trzasnęła dłonią w marmurowy stolik, że filiżanki zadźwięczały. On cię jak szmatę do podłogi używa! Dziś przyjdź, jutro nie przychodź, pojutrze znów mu potrzebna!

Maryś, nie rozumiesz po prostu westchnęła Helena, mieszając cukier w kawie. Aleksander to człowiek zajęty, biznes, ciągle spotkania. Jak czas znajdzie, wtedy się spotkamy.

A plunąć na jego biznes! przyjaciółka aż się zaczerwieniła z oburzenia. Tobie już trzydzieści sześć lat! Ile można być zapasowym lotniskiem?

Helena się skrzywiła. Jak zwykle Marysia prosto z mostu, bez ogródek. I jak tu się sprzeczać? Rację miała, tylko ta racja taki miała kolący smak, że lepiej byłoby nie słyszeć.

A co mi pozostało? spytała cicho, patrząc na kawiarniany gwar. Pięknych jak maku, a ja… zwyczajna. Za to wygodna. Nie awanturuję się, nie wymagam, nie kapryszę.

Boże jedyny, to posłuchaj sama siebie! Marysia chwyciła ją za rękę. „Wygodna”! Co ty, mopa kuchennego się czepasz? Masz magisterię, porządną pracę w korporacji, własne mieszkanie na Kazimierzu. Jesteś mądra, dobra, wierna…

Tylko nie piękna przerwała Helena z gorzkim uśmieszkiem. A panowie najpierw oczami wybierają, sama wiesz.

Marysia osunęła się na krzesło, potrząsając z niedowierzaniem głową. Dwadzieścia lat przyjaźni, a ta wciąż nie umie uwierzyć we własną wartość. Tak od studiów zawsze w cieniu jaskrawych laleczek, zawsze gotowa się nagiąć, podlizać, nie przeszkadzać.

Pamiętasz Olka ze studiów? spytała niespodziewanie Helena.

Pamiętam najeżyła się Marysia. No i co?

Miałam do niego taką straszną słabość. Trzy lata za nim chodziłam jak cień, notatki przepisywałam, na seminariach ratowałam. A on nawet nie zauważał. Dopiero gdy pojawiła się ta… jakże jej… Bożenna Bodnarówna, to zaraz wokół niej krążyć zaczął.

Ależ to wieki temu! załamała ręce Marysia.

Dla mnie jakby wczoraj uśmiechnęła się smutno Helena. Zrozumiałam wtedy najważniejszą zasadę: piękne dostają wszystko od razu, a reszta musi być użyteczna. Wygodna.

Ale Helu, ten Olek przecież… Co się z nim stało? Marny pijaczek i fajtłapa! A twoja piękna Bożenna trzykrotnie wyfrunęła za mąż i trzykrotnie rozwód wzięła. Gdzie oni teraz, a gdzie ty?

Oni żyją szepnęła Helena. A ja się dostosowuję.

W tej chwili zadzwonił telefon. Helena spojrzała na ekran i nagle ożywiła się.

Słucham, Olek? Tak, jestem wolna. Oczywiście, przyjdę. Za godzinę? Dobrze, czekam.

Marysia patrzyła z przerażeniem, jak twarz przyjaciółki się przeobraża pojawia się w niej jakaś dziecięca radosna gotowość do biegu na pierwsze zawołanie.

Helenko, nie idź wyszeptała. Powiedz, żeś zajęta.

Nie mogę Helena już pakowała torbę. Znalazł dwie godziny między spotkaniami. Tak dawno się nie widzieliśmy.

Dwa dni temu!

To dawno uparcie powtórzyła Helena i wstała od stolika.

Marysia została sama, patrząc w okno na oddalającą się postać przyjaciółki. Co się z nią stało? Kiedy ta rozumna, utalentowana kobieta stała się tylko dodatkiem do cudzego życia?

A przecież dawno, dawno temu było zupełnie inaczej. Na studiach Helena, choć z wyglądu nie błyszczała, była solą towarzystwa. Żartowała, organizowała wypady w Bieszczady, wszystkim pomagała w nauce. Chłopcy ją lubili nie jak kobietę, lecz jak najlepszą koleżankę, wiernego kompana. „Hela-Brajan” ją przezywali. I ona wtedy tym przezwiskiem szczyciła się.

Po studiach dostała posadę ekonomistki w poważnej firmie, szybko awansowała. Kupiła mieszkanie, malucha. Rodzice się cieszyli córka stanęła na nogi. Tylko życie osobiste jakoś nie kleiło się wcale.

Pierwszy poważny romans zdarzył się, gdy miała dwadzieścia osiem lat. Kolega z pracy, Marek. Cichy, spokojny, godny zaufania. Helena była szczęśliwa wreszcie mężczyzna przy niej, który ją ceni, kocha, nie za urodę, lecz za charakter, za duszę.

Chodzili ze sobą dwa lata. Helena już zaczęła przebąkiwać o ślubie
Magda spojrzała na własną twarz odbitą w szybie, na którą spływały już tylko pojedyncze krople deszczu, i uśmiechnęła się lekko do tej zwyczajnej, ale teraz skupionej na własnych potrzebach kobiety walczącym sercem w zmokniętej ulicznej poświacie warszawskiego neonu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 + sześć =

Nie musisz być piękna, wystarczy być użyteczna