Staś nerwowo kręcił się po mieszkaniu w Warszawie, bez sensu otwierając i zamykając drzwi szafy.
Myślałaś, że będę spokojnie patrzeć, jak robisz oczy wszystkim po kolei? ryknęła Łucja, rzucając torebkę na kanapę. Rozwód i podział majątku! Zbierz pieniądze i wynoś się. To moje mieszkanie.
Mieszkanie może i twoje, ale wszystko, co w nim jest, jest moje. Przecież wszystko kupowałem.
No dalej! wpadła w szał Łucja, zrzucając kosmyk włosów z czoła. Wynoś się, nie chcę cię już widzieć!
Łucja i Staś pobrali się rok temu z wielkiej, gorącej miłości. Nie mogli znieść siebie nawzajem. Spotkali się przypadkiem na ulicy, w słoneczny upał. Szli naprzeciwko siebie, spojrzeli, minęli się i oboje jednocześnie się odwrócili. Zaśmiali się, zatrzymali i zaczęli rozmawiać.
On odprowadził ją aż do zmroku. Rano spotkali się znów i już nigdy się nie rozstawali. Wszystko było wspaniałe, aż do wczorajszego dnia, kiedy Łucja nagle zazdrościła mu koleżanki ze szkoły, z którą przypadkowo spotkali się w centrum handlowym.
Łucja prawie przeszła obok, nie rozpoznając w tej dziewczynie z napompowanymi wargami swoją szkolną koleżankę.
Co, wpadłaś w miłość? chwyciła ją za rękaw Staszek. A może po prostu nie rozpoznajesz? Widziałam cię z daleka, wcale się nie zmieniłaś, wciąż ta szara.
Staszek? Przepraszam, nie rozpoznałam Łucja przyglądała się niepewnie, bojąca się urazić. Wyglądała na matkę Staszka. Staszek skopiował jej styl i fryzurę, wyglądała o piętnaście lat starsza niż własna matka.
Posiedzimy w kawiarni? pogadamy zaproponowała Bronisława, przyjacielka ze szkoły. Nogi bolą, od rana biegam, kupuję. Mój tata ma rocznicę, więc mnie wysłali z listą zakupów. Nie mogę znaleźć połowy potrzebnych rzeczy.
Dlaczego nie, chętnie przytaknął Staś, rozglądając się po menu. Trochę coś sobie zamówię, boję się głodu.
Łucja nie sprzeciwiła się. Z Bronisławą nie widywały się od egzekucji szkoły prawie dziesięć lat. Chciała dowiedzieć się, co potoczyło się z dawnymi koleżkami, które rozproszyły się po całej Polsce.
Staś zamówił kotlet schabowy z warzywami, a dziewczyny wzięły lody.
Pamiętasz Walerego? zapytała Bronisława Łucję, rzucając spojrzenie w stronę Stasia. Ten Denis, który za mną biegał.
Pamiętam, oczywiście. A może to ty go podglądałaś w przebieralni?
No właśnie! Nic o nim nie wiesz. Biegał za mną dwa lata. Teraz mieszka w Gdańsku, ma tam rodzinę. Dobrze zarabia, nieźle się ulistował. Kto by pomyślał taki gość.
Tak, widziałam zdjęcia w grupie. Myślałam, że po prostu jeździł na wycieczki. A co z Żenią Warmińską, gdzie jest teraz? Nie widać jej.
Nic nie wiem, tam skomplikowane sprawy. Urodziła dziecko i zniknęła. Chłopcy zawsze ją obsadzali. A pamiętasz Wowi Pawłowa? Na studniówce ciągle zapraszał mnie do tańca? kontynuowała Bronisława, patrząc na Stasia. Ożenił się, rozwiódł. Daje serduszka pod zdjęciami. Nie mój klimat. A twój Jacek? Ożenił się i został rolnikiem!
Skąd to wiesz, że to mój?
Bo ty nie biegałeś za nim? zaśmiała się Bronisława, spoglądając na Stasia.
Staś zajadał kotlet, nie zwracając uwagi na kobiecą paplaninę. Łucja jednak zaczęła się rozgrzewać.
Nie biegałam za Jacekiem, pomyliliśmy się wyjął z torebki lusterko i szminkę, poprawiła ustom kolor, po czym zwróciła się do Stasia: Staś, skończyłeś już? Czas już, tyle rzeczy do zrobienia.
Wstali, pożegnali się. Bronisława nie chciała od razu odjeżdżać:
Jedziecie samochodem? Nie podwieźecie mnie? Nie mam ochoty ciągnąć walizek w komunikacji.
Usiadła na przednim miejscu obok Stasia, położywszy torby na kolanach i poprawiła włosy w kokardkę.
Myślałam, że macie złote auta, a wasz wóz to jakaś tandetna bryka. Kredyt nie daje wam porządnego? Pomogłabym mężowi kupić coś przyzwoitego.
No, słyszała, żona? odwrócił się Staś, śmiejąc się do Łucji. Co mądrzy ludzie mówią. Chciałem, a ty drogi, rozpadniemy się.
Nie, nie, zdecydowanie trzeba wziąć niezawodny samochód nie przestawała Bronisława, wypuszczając usta w kształt kaczuszki». Na tym nie da się wyjechać dalej niż miasto. Mój brat z Europy wpadł do nas z autem. M-m-m to nieporównywalne! Chcecie numer? On znajdzie wam coś porządnącego.
Widać, że to kobieta z interesem rozbawiła się Łucja. Pomagasz bratu w biznesie? Daj numer, może kiedyś się przyda.
Łucja siedziała za Bronisławą, starając się nie wybuchnąć, udając spokój i żart. Gdy tylko dotarli do domu, wyrwała się:
Ty dobra, ja zła? Nie dałaś chłopakowi kupić auto? Zaoszczędziłaś pieniądze? No to chodź do tej ustnej! Do widzenia.
Co ty, zwariowałaś? zdziwił się Staś. Nie rozumiesz żartów, a przy okazji jesteś zazdrosna
Jak? No, pogadajmy o tym. Myślisz, że nie widziałam, jak wymieniacie się spojrzeniami? Gdyby nie byłam w samochodzie, już byśmy się rozbili! Ona mnie poniża, a ty przytakujesz.
Dość. Mam dosyć tego bezsensownego dramatu. Jestem zmęczony.
Ach, już mnie masz dosyć? Zmęczona? No i oczywiście, rozstanie!
Co, zaczęłaś?
Powiedziałam wszystko.
Wiesz, jeśli taką drobną sprawę rozkręcasz, to może rzeczywiście pospiesznie się rozstajemy.
Dokładnie!
Bronisława chciała go tylko upomnieć, zastraszyć. Nie przewidywała, że kłótnia przybierze taki obrót, ale nie zamierzała cofać się.
Rozwód, czyli rozwód. Staś zatrzymał się w środku pokoju, rozejrzał się. Będziemy dzielić majątek, jak przystało przy rozwodzie.
Zawsze wiedziałam, że jesteś skąpy i bezwzględny.
Jeśli żądam sprawiedliwości, to jesteś bezwzględna? Nie jestem frajerem, nie dam wszystkiego kapryśnej lalce. Biorę meble, zostaje ci mieszkanie.
Nie, nie tak. Meble kupowaliśmy razem. Dzielimy po połowie. Ja potrzebuję szafy, ty komody, ja kanapę, ty stół, ja
Stop! Twój połowa jest dziwny. Kanapę i tak wezmę ze sobą. Kupiłem ją własnymi krwią i potem.
Widzę, że nie da się z tobą negocjować. Kanapę nie oddam. Dzwonię do rodziców.
A, ciężka artyleria wchodzi w grę. Ja też zadzwonię.
Rodzice przybiegli szybko. Najpierw próbowali pogodzić nowożeńców, ale po stwierdzeniu, że oboje są zbyt poważni, przedstawili swoje kalkulacje.
Z naszej strony zapewniliśmy wam mieszkanie, choć trochę obskurne, ale już powiedziała teściowa, a wesele sfinansowaliśmy. Pomagaliśmy przy meblach, przy samochodzie, nawet remont mieszkania zapłaciliśmy. Poza tym, pensja Stasia jest dziesięć razy wyższa niż twoja, Łucjo. Żywił cię cały rok, ubierał, karmił. Jeśli liczyć sumiennie, to wszystko powinno trafić do nas.
Zięć siedział cicho, wycierając pot ze czoła chusteczką, czerwieniąc się i blednąc, nie odważając się wtrącić. Teściowa podniosła głęboki oddech, gotowa wylać całą swoją pogardę, ale ojczym położył jej dłoń na ramieniu:
Nie ma sensu, Aniu. Musimy wynająć adwokata. Rozwód przez sąd. Nie ma sensu tracić czasu i nerwów.
Wstał i ruszył do wyjścia, dając do zrozumienia, że rozmowa zakończona.
Łucjo, jesteś z nami? spytała matka.
Nie wstała Łucja w bojowej pozie. Będę strzec mieszkania, żeby ktoś nie wyniósł czegoś pod kradkiem.
Przez sąd, czyli przez sąd wykrzyknęła teściowa, zbierzemy wszystkie paragony, wyciągniemy wyciągi z banku. Wszystko na nas. Oddacie, jak dzieci, jeszcze dopłacacie. Ty, Stasiku, zostań i pilnuj, żeby nie zniknęło ani łyżki, ani talerza. Idźmy, Grzegorzu rozkazała mężowi, zbierać dokumenty.
Ech przewrzyła brwi Łucja, gdy zostali sami. Twoja mama jest No już wiesz, w co wpadłaś.
Co, ona się myli?
Boże, z kim się związałam! Możecie się opasować swoimi paragonami, ale mieszkanie jest moje i nie wchodzi wam tam nic. Kanapę nie oddam, nie liczcie na to. To moja własność! Resztę możecie zabrać, niech już was nie obciąża.
Kanapę szukaliśmy i wybieraliśmy razem. Więc jest zarówno twoja, jak i moja. Poza tym moja pensja naprawdę przewyższa twoją, to na nią kupowaliśmy wszystko. Łucjo, może przestań udawać? Co cię tak wkurza?
Wkurzona? Naprawdę? On flirtuje z kimś, a ja mam wciąż tyle roboty! Pracowałam dla ciebie cały rok! Gotowałem, sprzątałem, prałem, myłem naczynia! A w łóżku nie dawałeś mi spać!
To się płaci? Super! wybuchł śmiechem Staś.
Myślałaś, że znalazłaś darmową niewolnicę? Kupowałem wszystko, dobroczyńca!
Ale prawda, kupowałeś. A moi rodzice zawsze pomagali pieniędzmi. Mama dobrze to ujęła. Kanapa moja, nie wyjdę bez niej. Szafa, dywan, komputer, twoją torbę też kupiłem.
A ja kupiłam ci sweter, rękawiczki, nawet majtki! Zdejmij!
Zadławił się w środku pokoju, podniósł brew i podszedł do niej, rozciągając uśmiech jak lis.
Dobra, trzymaj się! Zdejmuję
Kanapa była naprawdę wygodna, sprężysta
Rano obudziła się, patrząc w jego figlarne oczy.
Dlaczego się śmiejesz?
Bo nie chcę rozstawać się z taką super kanapą.
O kanapie!
Z kim jeszcze?
Przysięgnij, że już nigdy nie będziesz mrugać oczami do jakichś ustnych dam! zażądała Łucja, chwyciwszy Stasia za uszy i patrząc mu prosto w oczy.
Przysięgam, ustne damy nigdy więcej zaśmiał się. Zrobię wszystko dla kanapy.



