Nie mogłem zrozumieć, gdzie znika jedzenie przygotowane przez moją żonę. Dopiero teściowa wyznała na…

Nie mogłem zrozumieć, gdzie znika jedzenie przygotowane przez moją żonę. Dopiero teściowa powiedziała nam, jak jest naprawdę.

Na początku byłem wdzięczny, że teściowa z nami pomaga, bo to naprawdę duża pomoc. Nasz syn często łapie jakieś przeziębienia, więc nie posyłamy go do przedszkola. Moja żona poprosiła swoją mamę, żeby opiekowała się wnukiem.

Halina się zgodziła, ale pod warunkiem, że codziennie będzie wracać do swojego mieszkania. Twierdzi, że u siebie najlepiej odpoczywa i zbiera siły na kolejne dni.

Wieczorami czasem wyskakuje nam coś pilnego albo chcemy po prostu gdzieś wyjść, wtedy prosimy sąsiadkę o pomoc, a teściowa leci do siebie na zasłużony relaks. Nie chcemy jej przecież zajechać na amen.

Przez pierwsze tygodnie wszystko śmigało jak w zegarku. Wracaliśmy do domu dziecko najedzone, czyste, a Halina czekała na nas. Ale z czasem przestała czekać i wychodziła zanim wróciliśmy.

Moja żona zawsze gotuje obiady na dwa dni z góry. Co miesiąc wręczamy teściowej kopertę z kilkuset złotymi. Wiemy, że poświęca nam swój czas, więc w ten sposób próbujemy jej się odwdzięczyć.

Ale od jakiegoś czasu zauważyłem, że wszystko, co żona ugotuje po prostu znika! Halina sama prawie nic nie je, nasz syn je jak wróbelek Musiałem zapytać teściową wprost, o co chodzi. Odpowiedziała, że po południu zachodzi jej mąż. Daje mu jedzenie, bo nie ma siły gotować wieczorem, więc on u nas się stołuje. No super.

No i co ja mam powiedzieć? Teściowa wieczorem wraca do siebie, a jej mąż przychodzi do nas na obiad jak do baru mlecznego. Rozumiem raz na tydzień rodzinne spotkanie, ale codzienne obiady dla całej familii?!

Efekt? Nam na kolację ledwo co zostaje. Żona nic nie mówi, tylko zrezygnowana wzdycha. Jak tak sprawdziłem, to wyjdzie taniej zatrudnić opiekunkę, niż dokarmiać całą rodzinę.

Coraz bardziej mnie irytuje zachowanie teściów. Żonie przeszkadzają tylko moje uwagi ciągle prosi, żebym nie robił afery. Ale na litość boską czy oni nie rozumieją, że nam też nie padają złotówki z nieba? Co miesiąc płacimy teściowej za opiekę nad wnukiem, a mimo to oboje jeszcze u nas się żywią. Ktoś był w podobnej sytuacji?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − 6 =

Nie mogłem zrozumieć, gdzie znika jedzenie przygotowane przez moją żonę. Dopiero teściowa wyznała na…