Nie mogłem się oprzeć… Zdradziłem swoją żonę…

Nie mogłem się oprzeć… Zdradziłem żonę…
A przecież nigdy nie myślałem, że to się może zdarzyć. Ale życie, z tą duszącą rutyną, ciężkimi milczeniami i zakrzepłymi nawykami, wykopało między nami przepaść.

Ona zawsze była w domu, zamknięta w swojej roli matki i pani domu. Nasze rozmowy sprowadziły się do banałów: rachunki, zakupy, szkoła dzieci… Nie było już wybuchów śmiechu, palących spojrzeń, silnych emocji.

A potem pojawiła się ona.

Nowa koleżanka z pracy. Nazwijmy ją Alicja. Młoda, powabna, beztroska. Jej dźwięczny śmiech rozbrzmiewał po biurze jak melodia, a oczy błyszczały światłem, którego nie widziałem od lat. W przeciwieństwie do mojej żony, Alicja nie miała ani obowiązków, ani zobowiązań. Żyła lekko, z tą urzekającą swobodą, która przyciągała mnie nieodparcie.

Na początku to było nic. Zwykłe rozmowy, kilka żartów. Ale z dnia na dzień łapałem się na tym, że z niecierpliwością czekam na te chwile z nią.

I wtedy zacząłem kłamać.

Żonie opowiadałem o późnych spotkaniach, pilnych projektach, przyjacielu w tarapatach, który potrzebował pomocy. Nie pytała. Przyzwyczaiła się do mojej nieobecności.

Przez miesiąc adorowałem Alicję. Kupowałem jej kwiaty, zabierałem do restauracji, w których nie byłem od lat. Chodziliśmy razem po złocących się światłami ulicach Warszawy, wzdłuż Wisły, nasze dłonie czasem ocierały się o siebie przypadkiem.

Aż pewnej nocy, stojąc przy moście Świętokrzyskim, spojrzała na mnie z figlarnym uśmiechem i szepnęła:

Chcesz wpaść do mnie?

I powiedziałem tak.

Ta noc była burzą namiętności, pożądania i zapomnienia.

Ale gdy o świcie przekroczyłem próg naszego mieszkania, ogarnął mnie przytłaczający ciężar.

Żona była obudzona.

Siedziała w półmroku salonu, z nogami podwiniętymi pod siebie, i czekała.

Nasze spojrzenia się spotkały, i w tej samej chwili zrozumiałem wiedziała.

Kobiety zawsze wiedzą.

Nie powiedziała ani słowa. Żadnych krzyków, wyrzutów. Tylko przerażająca cisza. Potem wstała i poszła do kuchni.

Zamknąłem się w łazience. Włączyłem prysznic i stałem długo pod strumieniem wody, jakby mogła zmyć moją winę. Ale niektóre plamy nie schodzą nigdy.

Gdy wszedłem do kuchni, robiła kawę.

Jestem zmęczona powiedziała tylko. Idę spać.

Później, wchodząc do sypialni, zobaczyłem ją leżącą w ubraniu, pogrążoną we śnie. Na nocnej szafce leżał nasz album ze zdjęciami.

Otworzyłem go.

I wtedy ją zobaczyłem.

Nie zmęczoną, oddaloną kobietę z ostatnich lat. Nie. Zobaczyłem tę, którą pokochałem od pierwszego wejrzenia. Uśmiechniętą, promienną młodością i szczęściem. A obok niej stałem ja szczęśliwy, dumny, zakochany.

I uderzyła mnie myśl jak grom: jak mogłem to wszystko zapomnieć?

Nie spałem całą noc. Leżałem, wpatrzony w sufit, pożerany przez wyrzuty sumienia. A potem przyszła kolejna myśl: dlaczego nie miałbym jej odzyskać?

Wczesnym rankiem, gdy jeszcze spała, zadzwoniłem do mamy i poprosiłem, żeby wzięła dzieci na weekend. Zgodziła się bez wahania.

Potem poszedłem do kuchni i przygotowałem śniadanie.

Gdy przyniosłem jej tacę do łóżka, spojrzała na mnie zaskoczona.

Co ty robisz?

Chcę zobaczyć twój uśmiech.

Nie odpowiedziała. Ale w jej oczach zdawało mi się, że dostrzegłem iskrę.

Tego dnia wysłałem ją na spa. Gdy wróciła, była olśniewająca, promienna. Wieczorem poszliśmy do naszej ulubionej restauracji, tej, w której byliśmy na pierwszej randce.

Następnego dnia zabrałem ją do teatru. Jak dawniej. Jak kiedy byliśmy nierozłączni.

A Alicja? Nigdy już do niej nie napisałem. Żadnych wiadomości, żadnych telefonów.

Popełniłem błąd. Straszny błąd.

Ale tamtego wieczoru, widząc, jak moja żona znów się śmieje, zrozumiałem, że może jeszcze nie jest za późno, by zacząć od nowa.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 + piętnaście =

Nie mogłem się oprzeć… Zdradziłem swoją żonę…