NIE MOGĘ W TO UWIERZYĆ!

Nie mogę w to uwierzyć. Znowu, tak jak dwadzieścia lat temu, wiruję w walcu z Tobą. Pamiętasz naszą ostatnią randkę? Był to szkolny bal w Warszawie. Tańczyliśmy w rytmie walca, a w powietrzu kłębiło się szczęście. Zanurzyłam się w bezkresie Twoich niebieskich oczu. Tego wieczoru chciałam Ci wyznać najważniejsze że wkrótce zostaniemy rodzicami. Gdy tylko wypowiedziałam to słowo, wpadłeś w złość.

Za wcześnie o tym rozmawiać. Musimy poczekać rzuciłeś, jakby odciął mi oddech.

Wciągnęło mnie to jak w gorącej wodzie. Wiedziałam, że nie jest to właściwy moment, ale co zrobić? Nie da się cofnąć czasu. Rozstaliśmy się, a uczucie do Ciebie jeszcze długo pulsowało w sercu. Złamałeś wtedy moje serce, roztrzaskując duszę na drobne kawałki. Wiedziałam, że nie odmienisz zdania, że nie zrozumiesz i nie pożałujesz. Twój charakter był twardy jak kamień to właśnie w Tobie uwielbiałam.

Nasze koleżanki z klasy podsuwały mi informacje o Twoim życiu. Wiedziałam, że jesteś żonaty, masz dwóch dorosłych synów, a rozwód już za Tobą. Słyszałam, że ciągle przychodzisz na spotkania absolwentów i zawsze pytasz o moje sprawy, choć koledzy z klasy nie mają pojęcia o mnie. Nie odważyłam się na żadnym z tych spotkań. Bałam się spojrzeć w Twoje oczy, bałam się, że zatonę i już nigdy nie wypłynę. Ten lęk trzymał mnie przez dziesięć lat.

Potem w moje życie wkroczył on Michał. Rzuciłam się w małżeństwo, nie czując do niego nic poza wdzięcznością. On to rozumiał i nie spieszył się. Moją córkę przyjął jak swoją własną. Nazwałam ją Miłość, bo żadne inne imię nie oddawało tego, co czułam, gdy patrzyłam na jej niebieskie kosmyki, które przypominały Twój kolor oczu.

Mój mąż kocha mnie. Czuję to każdym włóknem ciała. Jego gesty, słowa, a nawet spojrzenie mówią o czułości. Po pięciu latach małżeństwa odkryłam, że zakochałam się w swoim własnym mężu. Stał się dla mnie kotwicą, której nie zauważyłam, aż nagle trafiło, że otworzył klucz do mojego wnętrza. Z ulgą weszłam do jego drzwi drzwi pełne dobroci i zrozumienia. Nikt nie jest w stanie zakraść się do naszej miłości.

Miłość wszystko ratuje, Waldemarze. Ty nigdy mnie nie kochałeś. Byłaś dla Ciebie jedynie zabawą młodzieżową. To już przeszłość.

Ojej, znowu gadam o sobie. A Ty, Waldemarze, co u Ciebie słychać?

Och, Jadwigo żyję jak w kalejdoskopie, bez stałości. Syny mają własne sprawy, ja sam sobie radzę. Często myślę o Tobie

Hmm U nas z Michałem troje dzieci Miłość i bliźniaczki, które mają po sześć lat. A pamiętasz swojego najlepszego przyjaciela, Jarka Ustina?

Ustin? Oczywiście! Był nie tylko przyjacielem, ale i jedynym. Po szkole zerwał z nami kontakt, nie odbierał telefonów, unikał spotkań Nie wiem, co się z nim stało.

Waldemarze, podejdźmy do okna. Spójrz na szkolny dziedziniec.

Patrzyłem przez otwarte okno i nie mogłem oderwać oczu od tego, co zobaczyłem.

Rozumiem, Jadwigo. Rozumiem wszystko Toż to kręte ścieżki losu!

Na podwórku stał Jarek Ustin, trzymając w rękach dwie małe dziewczynki. Obok niego stała dziewczyna w wieku dwudziestu lat, a jej oczy były tak niebieskie jak Twoje.

Żegnaj, Waldemarze! Idę do swojej rodziny.

Jadwigo, dlaczego zdecydowałaś się przyjść na to spotkanie w tym roku?

Przestałam się bać, Waldemarze! Patrzę na Ciebie, a serce milczy.

Zapisuję te myśli, bo choć przeszłość wciąż ciąży, to wiem, że dziś jestem na właściwej drodze.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 − 5 =

NIE MOGĘ W TO UWIERZYĆ!