Z Mikołajem byliśmy razem od dwóch lat. Nasze życie rodzinne układało się idealnie. Pewnego dnia, kiedy jak zwykle pojechaliśmy do mojej teściowej, ona znowu zaczęła swoją litanię do nas, mówiąc, że chce mieć wnuki, a my nie pozwalamy jej cieszyć się tym uczuciem. „Czas ucieka. Ja się starzeję, Ty także.” – Będziemy mieli wnuki, mamo, będziemy mieli wnuki!” – powiedział Mikołaj. Kiedy wróciliśmy do domu, mąż zaczął analizować, dlaczego nie udaje nam się zostać rodzicami:
– Powinnaś pójść na badania. Może masz jakąś chorobę?” – powiedział.
Powiedziałam, że pójdę do ginekologa w przyszłym tygodniu. I poszłam. Potem poszłam do innego, potem do trzeciego, ale wszyscy mieli jedną wspólną diagnozę: byłam całkowicie zdrowa. Przez cały rok chodziłam do różnych lekarzy. Był to rok pełen łez i załamań. Mikołaj był pewien, że jestem chora. Zabierał mnie do lekarzy, aby upewnić się, że ma rację. 24 godziny na dobę chodził zły i nieszczęśliwy. Robił sceny z niczego. Pewnego dnia nie mogłam już tego znieść i powiedziałam:
– Nie masz dość obwiniania mnie o to? Wszyscy mówią, że jestem absolutnie zdrowy. Może nadszedł czas, abyś i Ty pomyślał o swoim zdrowiu?
– Nie mam żadnych problemów, ale zamierzam Ci to udowodnić!
Trzy dni później poszliśmy do lekarza. Mikołaj przeszedł wszystkie testy, przeszedł szereg badań, a za dwa dni otrzymaliśmy wyniki. Okazało się, że to Mikołaj jest winny temu, że nie mamy dzieci. Potem przez kilka dni nie rozmawialiśmy na ten temat. Udawaliśmy, że nic się nie stało, ale potem nie wytrzymaliśmy:
– Mikołaj, nie masz mi nic do powiedzenia? Żadnej skruchy, żadnej prośby o przebaczenie… nic?
– To ja jestem chory, nie Ty. Za co mam przepraszać?
– Nie wiem, może za Twoje zachowanie? Woziłeś mnie po lekarzach przez rok. Szukałeś chociaż jednego lekarza, który potwierdziłby Twoje przypuszczenia, że jestem chory.
Mikołaj postawił filiżankę kawy na stole, chwycił za kurtkę i wyszedł z domu. Natychmiast zaczęłam płakać. Nie wiedziałam, czy to z powodu bólu psychicznego przez to, co zrobił mi mąż, czy przez fakt, że nie mogliśmy mieć dzieci. W każdym razie bardzo bolało mnie w klatce piersiowej,
Godzinę później wrócił Mikołaj. Dał mi ogromny bukiet swoich ulubionych stokrotek i kupił 2 duże torby artykułów spożywczych. Wieczór rozpoczął się dobrze. Ugotowaliśmy razem kolację w kuchni, wygłupiając się i śmiejąc. „Widzisz, wiem, że popełniłem duży błąd. Obiecuję, że wyzdrowieję i będziemy mieli dziecko, nie jedno, a kilka!”. „Oczywiście, że tak, przejdziemy przez to razem!” Powiedziałam i przytuliłam go tak mocno, jak tylko mogłam.



