Nie miałem pojęcia o jej istnieniu aż do dziś. Nie oddam jej do domu dziecka. To moja córka – powiedział mąż.

**Dziennik Oli**

Nie wiedziałam o jej istnieniu aż do dziś. Do domu dziecka jej nie oddam. To moja córka – powiedział mąż.

Ola przygotowywała kolację i nuciła pod nosem. Wreszcie uraduje Marka. Żyli razem dziesięć lat. Na początku nie spieszyli się z dzieckiem, dobrze im było we dwoje. Ola chciała popracować, zdobyć doświadczenie.

Marzyła o posadzie w prestiżowej firmie i obiecała, że w najbliższym czasie nie planuje dzieci. Praca była dobra, z perspektywami. Ola dobrze się sprawdziła, szykowała się na awans. Zarobki przyzwoite, urlop macierzyński też by był niezły – teraz można było pomyśleć o dziecku. Ale nie tak łatwo. Badania wykazały, że z nią wszystko w porządku, z Markiem też.

„Proszę uzbroić się w cierpliwość” – powiedziała lekarka. – To się zdarza. Dużo pani osiągnęła zawodowo, poświęciła wiele nerwów. Niech się pani zrelaksuje, nie skupia na tym. Po prostu żyj, odpoczywaj, wszystko będzie dobrze. – Uśmiechnęła się i przepisała Oli witaminy.

W końcu zaszła w ciążę. Najpierw nie uwierzyła, myślała, że to pomyłka. Kupiła jeszcze dwa różne testy, ale na obu wyraźnie widniały dwie kreski. Czekała tydzień, nie mogła dłużej wytrzymać, poszła do szpitala, zrobiła badania. Z Markiem będą mieć dziecko! Teraz go zaskoczy, urządzą małe święto.

Ola smażyła schabowego i nasłuchiwała własnego ciała. Wiedziała, że to za wcześnie, by cokolwiek czuć, ale wydawało jej się, że wyczuwa, jak w niej rośnie nowe życie. Kilka razy podchodziła do lustra, podnosiła bluzkę i przyglądała się swojemu brzuchowi. Ale ku jej rozczarowaniu – był tak płaski jak zawsze.

Gaz pod patelnią dawno wyłączony, woda w czajniku ostygła, a Marka wciąż nie było. Nie odbierał telefonu. Wreszcie zgrzytnął zamek w drzwiach. Po odgłosie kroków Ola zrozumiała, że mąż nie wrócił sam. Zasępiła się – trzeba będzie odłożyć niespodziankę. Wiadomość o ciąży to sprawa intymna, tylko ich dwojga.

Ola westchnęła i wyszła do przedpokoju. Jakież było jej zdumienie, gdy zobaczyła dziesięcioletnią dziewczynkę z upartym, podejrzliwym spojrzeniem. Spojrzała na Marka stojącego za jej plecami.

– Przepraszam, że się spóźniłem, musiałem podjechać po Zosię. – Marek opuścił wzrok na kark dziewczynki.

– Kto to? Dlaczego ją przyprowadziłeś? Dlaczego nie zadzwoniłeś? – pytania wymykały się spod kontroli.

– Chodźmy do pokoju. Wszystko wyjaśnię – powiedział Marek i delikatnie popchnął Zosię w stronę salonu.

Ola została w miejscu, patrząc na ich plecy. Gdy weszła, siedzieli już obok siebie na kanapie. Usiadła na krześle, by widzieć ich twarze. Zosia obojętnie na nią spojrzała i odwróciła wzrok w stronę okna.

– To Zosia, moja córka – powiedział Marek.

Wyglądał na zmieszanego, winnego, ale i zdeterminowanego.

– Twoja córka? Nic nie rozumiem.

– Sam dowiedziałem się o niej dopiero dziś. Zadzwoniła jej babcia, prosiła, żebym ją zabrał. Trafia do szpitala – wyjaśnił.

– A skąd pewność, że to twoje dziecko? – spytała Ola niedowierzająco.

Marek zawahał się na chwilę.

– Wszystko się zgadza. Można zrobić test DNA, ale jestem pewien. W każdym razie, póki babcia jest w szpitalu, zostanie z nami. Dziewczynka nie ma już nikogo, jej mama zginęła w wypadku pół roku temu. Ola, zjedzmy kolację, później opowiem szczegóły. – Spojrzał na Zosię, która siedziała obok, jakby jej tam nie było.

Ola wstała i wyszła do kuchni. Wszystko w niej protestowało przeciw słowom męża. Ale nie wyrzuci przecież dziecka na ulicę. „To tylko na kilka dni. To sen, to nie może być prawda.” Marek z Zosią przyszli do kuchni, usiedli przy stole. Ola rozłożyła schabowego z ziemniakami. Sama nie tknęła jedzenia. Zosia jadła ziemniaki, odsuwając mięso.

– Nie lubisz schabowego? – zapytał Marek. Dziewczynka skinęła głową. – A co lubisz?

– Makaron z parówkami – odparła, nie podnosząc wzroku.

– No przepraszam. Twój tata nie uprzedził, że cię przywiezie – Ola wypaliła ostro, wylewając złość na oboje. Ledwo przyszła, a już się wymądrza, ta smarkula.

– Herbatę będziesz piła? A może tylko kompot albo sok? Przepraszam, nie mam, mogę zaproponować tylko herbatę – dodała sarkastycznie, nalewając wrzątek.

– Ola, przestań – Marek podniósł na nią głos.

Ola postawiła czajnik i wyszła. Słyszała, jak rozmawiali, jak Marek – pierwszy raz od wieków – sam zmywał naczynia. Gdy wszedł do sypialni, Ola siedziała na łóżku, skrzyżowawszy ręce na piersi, i patrzyła w ciemne okno. Próbował ją przytulić, ale odepchnęła go.

– Zosia powinna już spać – powiedział.

– Rozłóż kanapę. – Ola wstała i wyjęła pościel.
Zosia stała pod ścianą i spoglądała na nich spode łba. Gdy się położyła, zamknęli się w kuchni. Marek opowiedział o związku z jej matką.

– To było przed tobą. Nie widziałem jej od lat. Dziś zadzwoniła jej matka i powiedziała o Zosi.

– Dlaczego mnie nie uprzedziłeś? Nie obchodziło cię, co pomyślę? „Wkrótce będziemy mieli własne dziecko” – chciała krzyknąć, ale Ola milczała.

– Ola, sam byłem w szoku. Nie mogłem jej zostawić. Babcia jest śmiertelnie chora. Co miałem zrobić? Wysłać do domu dziecka? To moja córka.

– Nie wiesz tego na pewno – ledwo powstrzymała krzyk.

– Zrobię test. Na razie zostanie z nami – stanowczo rzekł Marek.

„Zdecydowałem. Jak ci się nie podoba, radź sobie sama” – wyczytała w jego wzroku. Może już nie chce dziecka, które nosi?

Tej nocy odwróciła się do ściany. Jak tu być blisko, gdy w sąsiednim pokoju śpi obca dziewczynka, może jego córka? Chciało jej się wyć. Czuła, że od dziś ich życie zmieniło się na zawsze i nic na to nie poradzi.

Wzajemna niechęć rosła z dnia naZ czasem Ola zrozumiała, że największym darem, jaki mogła dać jej nowej córce, było po prostu otwarte serce i cierpliwość, a gdy Zosia pewnego wieczoru przytuliła się do niej i szepnęła „Mamo”, poczuła, że ich rodzina jest wreszcie kompletna.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście + 11 =

Nie miałem pojęcia o jej istnieniu aż do dziś. Nie oddam jej do domu dziecka. To moja córka – powiedział mąż.