Nie rozumiem, dlaczego dorośli mężczyźni tak boją się dzieci? Co więcej, jeśli nie są to ich rodzone dzieci. Po co bać się małych dzieci, które absolutnie niczego od Ciebie nie potrzebują? Mam 36 lat, wyglądam dużo młodziej, tak mówią mi sami mężczyźni. Jestem sama od dłuższego czasu i mam 5-letniego syna Sławka. Ojciec Sławka mieszka za granicą, wysyła alimenty, ale z synem komunikuje się tylko przez telefon. Mam własne małe mieszkanie, pracuję w salonie fryzjerskim. Niczego nie potrzebuję, nie szukam ojca dla syna, dużego portfela też. Chcę tylko trochę męskiej uwagi i silnego ramienia obok siebie.
Ale takich mężczyzna nie ma, teraz ich nie ma. Gdy tylko dowiedzą się, że jestem kobietą z dzieckiem, natychmiast znikają. Nawet jeśli na początku mamy kontakt przez Internet i wszystko idzie dobrze… Korespondujemy, już umawiamy się na spotkanie, często do siebie dzwonimy. I wtedy dowiaduje się o dziecku – natychmiast znika, przestaje odpowiadać na wiadomości. Szkoda. Kiedyś spotkałam fajnego mężczyznę. Rozmawialiśmy przez długi czas, pewnego weekendu zaprosił mnie do kina. A ja zdecydowałam, że nie zabiorę Sławka do mamy, lepiej niech pójdzie ze mną do kina, po prostu ich przedstawię.
Ale kiedy mężczyzna zobaczył dziecko, natychmiast zmienił wyraz twarzy. Przez cały czas zachowywał się, jakby nie był z nami. Rozglądał się, nie rozmawiał za wiele i stale monitorował czas. A kiedy przyszła kolej, aby zapłacić za bilety do kina, kupił tylko jeden – dla siebie. A potem pokazał mi gestem, że sama muszę kuppić bilety dla siebie i dla syna. To samo dotyczy popcornu. Kupił sobie dużą paczkę i zostawił mnie z synem bez przekąski. Taka chciwość mnie po prostu uderzyła. Wyglądał na takiego miłego mężczyznę… Nawet jeśli nie lubi dzieci, mógł po prostu zaoferować popcorn z uprzejmości. Dobrze, że na początku zrozumiałam, jaki jest okropny. Od tamtego dnia przestaliśmy się kontaktować. Nie mogę znaleźć dla siebie normalnego mężczyzny. Najwyraźniej po prostu już ich nie ma.



