**Dziennik, 6 marca**
„Nie masz przede mną żadnego usprawiedliwienia!” – Kinga uniosła rękę, wskazując matce drzwi. – „Wynoś się!”
Wyszła z technikum i ruszyła w przeciwną stronę niż przystanek. Do Dnia Kobiet zostało kilka dni, a ona wciąż nie kupiła prezentu babci. Nie mogła się zdecydować. Szybkim krokiem szła do sklepu, gdy w torebce zadzwonił telefon. Kinga zatrzymała się, wyciągając komórkę. Babcia.
– Babciu, już niedługo będę – powiedziała Kinga.
– Dobrze – odparła babcia krótko.
W głosie staruszki wyczuła coś niepokojącego, jakby wahanie.
– Wszystko w porządku? – spytała gorączkowo, zanim babcia zdążyła się rozłączyć.
– Wszystko dobrze. Tylko… przyjdź szybciej. – Po tych słowach połączenie zostało przerwane.
Kinga schowała telefon, zawróciła i ruszyła w stronę przystanku, zastanawiając się, dlaczego babcia tak jej się spieszy. *„Coś się stało. Dlaczego nie powiedziała mi tego przez telefon? Powinnam oddzwonić, bo oszaleję z niepewności…”* W tej samej chwili zauważyła nadjeżdżający autobus i ruszyła biegiem.
*„Może okradli ją w sklepie i jest zdenerwowana? A może źle się poczuła, skoczyło jej ciśnienie? I dlaczego ten autobus tak wolno jedzie? Lepiej bym dobiegła!”* – myślała, wściekając się na każdy czerwony sygnał świetlny i wpatrując się w mijaną zabudowę.
Wreszcie dotarła na miejsce. Wyskoczyła z autobusu i prawie biegła w stronę bloku. Wchodząc na podwórko, rzuciła okiem na okna mieszkania. Świeciło się, mimo że było jeszcze jasno. Serce zabiło jej mocniej. Podeszła do klatki, szukając kluczy w torebce.
– Gdzie one są?! – wyrwało jej się z irytacją.
Wtedy zgrzytnął zamek, drzwi się otworzyły, a w progu stanęła babcia.
– Czekałaś na mnie pod drzwiami? – zdziwiła się Kinga.
– Wejdź – babcia cofnęła się, robiąc miejsce.
W przedpokoju Kinga przyjrzała się babci uważnie. Wyraźnie była zdenerwowana.
– Co się stało, babciu?
– Stało się, córeczko… – Babcia spojrzała na uchylone drzwi do pokoju, po czym podeszła bliżej i szepnęła: – Mamy gościa.
– Kogo? – Kinga również zniżyła głos.
Niepokój babci udzielił się i jej. W głowie przewijały się twarze i imiona tych, którzy mogli się tu pojawić i wyprowadzić z równowagi zwykle opanowaną staruszkę.
– Zobaczysz. Rozbieraj się – babcia popędziła ją.
Kinga zdjęła kurtkę i zauważyła obcy płaszcz na wieszaku. Pod nim stały białe, wysokie kozaki. Westchnęła – sama o takich marzyła. Spojrzała na babcię pytająco, ale ta tylko zmarszczyła brwi i otworzyła drzwi. Kinga przygładziła włosy i weszła pierwsza.
Zazwyczaj wieczorem paliła się lampa, ale teraz jarzyła się żyrandolowa lampa. Kątem oka dostrzegła ruch na kanapie.
Z sofy podniosła się kobieta w czarnej sukience. Mocno zarysowane obojczyki, ciemne włosy związane niedbale, z odstającymi kosmykami. Wyglądała na wyczerpaną. Jakby wróciła z pogrzebu.
Na widok Kingi wymusiła uśmiech. I wtedy coś w Kingi eksplodowało. W głowie błysnęło słowo „mama”, ale natychmiast je odepchnęła. Obca kobieta. Minęły czternaście lat, a jednak ją rozpoznała.
– Witaj, córeczko – powiedziała kobieta. – Jakaś ty dorosła. Piękna. Babcia mówiła, że masz chłopaka.
Kinga spojrzała na babcię z wyrzutem. *Już wszystko jej nagadała.* Staruszka spuściła wzrok. Kobieta postąpiła krok do przodu, ale Kinga się cofnęła.
– Po co tu przyszłaś? – spytała, podnosząc podbródek. W jej głosie była gorycz i gniew.
– Wróciłam. Niedługo masz urodziny – odparła matka pewniejszym tonem, ale Kinga nie dała się zmiękczyć.
– Za dwa tygodnie. Trochę późno sobie przypomniałaś. A wcześniej? Ani telefonu, ani listu? – Kinga celowała słowami jak nożem.
– Kinga, pamiętasz? Przysyłała pieniądze – wtrąciła babcia.
– Ach tak, całe tysiąc złotych! Na makaron i kaszę starczyło. A teraz po co? Może lepiej byłoby przesłać kolejną przelewem? Przyszłaś osobiście, żeby nas „obdarować”? – Kinga prychnęła, ale wzrok miała twardy.
– Nie potrzebuję twoich pieniędzy. I ciebie też nie. Nie przychodź na moje urodziny. Zobaczyłaś mnie? Możesz wracać, skąd przyszłaś.
Ale matka nie ruszyła się z miejsca.
– Kiedy wracałam ze szkoły, babcia opowiadała, jak to dzwoniłaś, przesyłałaś pozdrowienia. Kłamała, żebym nie myślała, że o mnie zapomniałaś. W końcu to zrozumiałam. I udawałam, że wierzę, żeby jej nie ranić. Tak przez lata oszukiwałyśmy siebie nawzajem.
– Przepraszam… – zaczęła matka.
– Nie nazywaj mnie tak! – Kinga aż pisnęła.
– Po co wróciłaś? A, pewnie twój kochanek cię wyrzucił. Znalazł młodszą. To ci się należy. Teraz wiesz, jak się czuje porzucone dziecko.
– Kinga… – zabrała głos babcia, ale wnuczka spojrzała na nią tak, że staruszka zamilkła.
– Dlaczego ją wpuściłaś? Porzuciła nie tylko mnie – ciebie też. A teraz ta czarna sukienka, jakby wielka żałoba! – Kinga wbiła wzrok w matkę. – Nie obchodziło cię, jak żyłyśmy. Tysiąc złotych raz do roku. Pewnie z wielkim bólem serca.
– Chcę ci wytłumaczyć…
– Nic mnie nie interesuje. Za późno. Nie masz przede mną żadnego usprawiedliwienia. – Wskazała drzwi. – Wynoś się!
– Kinga, to twoja matka… – spróbowała babcia.
– A gdzie była, gdy chorowałam? Ty płakałaś przy moim łóżku. Gdy leżałam w szpitalu, to ty przynosiłaś mi rosół. Inne dzieci miały przy sobie mamy… – Głos Kingi zadrżał, ale się opanowała. – Wynoś się! – powtórzyła twardo.
Matka opuściła ramiona, wzięła swój płaszcz i wyszła. W przedpokoju został tylko mdły zapach tanich perfum. Kinga wybiegła doKinga stała w kuchni, wpatrując się w zamknięte drzwi, i zrozumiała, że pewne rany nigdy się nie zabliźnią, ale życie toczy się dalej.



