— Nic straszniejszego na świecie…
— No cóż, u Tymona wszystko w porządku. Wypisuję do przedszkola. — Lekarka podała Alicji zaświadczenie. — Żebyś tylko wyzdrowiał, Tymon.
Chłopiec skinął głową i spojrzał na mamę.
— Chodźmy. — Alicja wzięła syna za rękę, a w drzwiach odwróciła się. — Do widzenia.
— Do widzenia — powtórzył za nią Tymon.
W korytarzu Alicja posadziła syna na krześle i poszła do szatni po kurtkę. Tymon wesoło przebierał nogami i z ciekawością przyglądał się innym dzieciom. Gdy już się ubrali, Alicja zawiązała synkowi szalik.
— Jutro do przedszkola. Stęskniłeś się? — spytała.
— No jasne! — ucieszył się Tymon.
Wyszli z przychodni dziecięcej i ruszyli przysypaną śniegiem ulicą na przystanek.
— Mamo! No, mamo… — Tymon szarpnął zamyśloną Alicję za rękaw.
— Co? — oderwała się od myśli, że jutro wreszcie wróci do pracy i życie znów nabierze normalnego rytmu.
Podążyła wzrokiem za synem i zobaczyła kobietę z otwartym wózkiem. W środku siedział chłopczyk w wieku Tymona, z otwartą buzią, z której ciekła ślina, i pustym wzrokiem. Alicja szybko odwróciła głowę.
— Mamo, czemu on siedzi w wózku? Przecież jest duży — szepnął Tymek.
— Jest chory — odparła.
— Ale mnie nie woziłaś w wózku, jak byłem chory! — nie dawał za wygraną.
— Chodźmy już. On jest… inaczej chory. — Alicja spojrzała na oddalającą się kobietę i pociągnęła syna w stronę przystanku.
Od kiedy urodził się Tymon, nie mogła patrzeć na chore dzieci — zawsze wyobrażała ich cierpienie na miejscu własnego dziecka. Żal ściskał jej serce. Na matki takich dzieci patrzyła z podziwem. Zazwyczaj zostawały same — ojcowie nie wytrzymywali i odchodzili. Dobrze, jeśli miały jeszcze wsparcie rodziny.
Czy ona dałaby radę? Wzięłaby na siebie ten ciężar? A może oddałaby dziecko do domu opieki? Swojego Tymka? Nigdy. Nawet pomyśleć o takim wyborze było przerażające.
Jechali autobusem do domu, a Alicja wspominała…
***
Była sympatyczną i pełną życia dziewczyną. Spotykała się z chłopakami, ale nie śpieszyło jej się do ślubu, a już na pewno nie myślała o dzieciach. Ale czas płynął, koleżanki po kolei wychodziły za mąż, niektóre nawet po kilka razy, a u niektórych dzieci chodziły już do szkoły. Przy każdym spotkaniu rodzina pytała, czy już ma narzeczonego, a na odpowiedź robiła zdziwione miny.
Z czasem i ona zaczęła marzyć o rodzinie. Zrozumiała, że jest gotowa prać skarpety ukochanemu mężowi, gotować obiady i spacerować z wózkiem wśród innych mam. Ale ci, którzy jej się podobali, byli już żonaci albo, po nieudanym małżeństwie, nie palili się do nowego związku. A ci, którzy ją lubili — nie budzili w niej uczuć. Wieczna historia niedopasowania.
Aż pewnego dnia spotkała *jego*. Nie był typem faceta, o jakim marzyła. Ale koleżanki i mama wciąż powtarzały: „Czas ucieka, zaraz będzie za późno, a ty wciąż wybrzydzasz!”. Tylko że ona nie wybrzydzała. Po prostu nie było chemii.
Przyszły mąż mówił o miłości, dzieciach, wspólnej przyszłości, zrobił romantyczne oświadczyny. I Alicja się zgodziła. Po hucznym wesniu prawie od razu zaszła w ciążę. Po co czekać? Trzydzieści trzy lata to nie żarty.
Chodziła uśmiechnięta, zaglądała do sklepów z dziecięcymi ubrankami, przyglądała się malutkim sukienkom i bucikom. Odruchowo kładła dłoń na brzuchu, jakby chciała ochronić nowe życie. Już je kochała — swoją córeczkę. Bo bardzo chciała dziewczynkę.
Gdy tylko minęły mdłości, zaczęły się koszmary. Śniło jej się, że gubi dziecko na ulicy albo znajduje pusty wózek. Było — i nagle zniknęło. Krzyczała, płakała, ale nie mogła go znaleźć. Albo budziła się i nie czuła już brzucha — a dziecko gdzieś przepadło.
— To normalne. Nerwy w ciąży to częsta sprawa — uspokajała ją lekarz w przychodni.
Pewnego dnia Alicja zorientowała się, że dziecko od dawna się nie rusza. Całą noc nasłuchiwała, a rano pobiegła do szpitala. Skierowano ją na USG.
— Dlaczego pani milczy? — spytała, ledwie powstrzymując łzy, gdy zauważyła skupioną minę lekarza. — Co z dzieckiem?
— Spokojnie, mamusiu, serduszko bije. Proszę posłI tak jechali dalej autobusem, a Alicja przytuliła Tymka mocniej, ciesząc się, że mimo wszystkich lęków i niepewności, jej syn jest zdrowy i uśmiechnięty, a ona — najszczęśliwszą matką na świecie.



