Nie ma już żadnej nadziei

Nadziei już nie ma

Nie chcę waszych pieniędzy! wykrzyknąłem z rozgoryczeniem i rzuciłem pogniecione banknoty na podłogę.

To są przecież pańskie pieniądze odparła ze spokojem właścicielka mieszkania. Nie mam w tej sytuacji żadnej winy. Proszę nie robić awantury, bo obudzi pan sąsiadów.

Posłałem jej pełne gniewu spojrzenie, odwróciłem się i ruszyłem schodami w dół.

Kiedy wyszedłem z kamienicy na zimne, krakowskie powietrze, zrobiło mi się ciemno przed oczami. Ledwie doczłapałem do ławki. Usiadłem, ukryłem twarz w dłoniach i zapłakałem cicho, niemal bezgłośnie. Obwiniałem się za wszystko, co zrobiłem.

Gdybym tylko wiedział, jak to się skończy, nigdy nie pojechałbym na ten ślub!

*****

Sławek, żenię się! zakomunikował mi przez telefon kumpel ze studiów, Bartek. Za miesiąc ślub, a potem jeszcze wesele! Będziesz?

Serdecznie gratuluję, Bartek! Bardzo się cieszę. Ale westchnąłem ciężko.

Dawaj, co jest?

Wybacz, ale chyba nie dam rady przyjechać. Bardzo bym chciał, serio, ale

Ejże, jak to? odparł zdziwiony Bartek. Od podstawówki razem, nie jednego ogień razem przeszliśmy, a na mój ślub nie przyjedziesz? Chcesz mi zrobić przykrość?

Nawet mi to przez myśl nie przeszło, Bartek. Po prostu to wszystko to nie dzień, a trzy dni. Wesele, ślub, poprawiny

Trzy dni. Przecież od pracy pewnie się urwiesz.

Nie o pracę chodzi Mam kota, Kacpra. Nie mam komu go zostawić, a zabrać również się nie da, sam rozumiesz

Nie, Sławek, nawet nie chcę tego słyszeć! Musisz być, i na ślubie, i na weselu! Kacpra da się ogarnąć, poproś kogoś, żeby popilnował, przecież są hotele dla zwierząt i opiekunki. Jak sam nie dasz rady, pomogę.

Nie wiem, Bartek

Masz miesiąc zdecydował Bartek. Proszę, nie zawiedź mnie. Bardzo mi na tym zależy.

Po rozmowie przez parę dni chodziłem jak struty. Kochałem swojego kota, a on mnie. Zostawiać go w pustym mieszkaniu? Nie wchodziło w grę. Kacper był towarzyski i nie znosił samotności nawet przez dwa-trzy dni.

W końcu jednak uznałem, że przyjaciel mnie potrzebuje. Kotka oddałem pod opiekę pani Zofii, kobiecie, którą znalazłem przez ogłoszenie na OLX. Kim była? Pani Zofia przez kilka lat prowadziła domową opiekę nad kotami, a w ogłoszeniu gwarantowała, że odda zwierzaka w stanie lepszym niż odebrała.

Zanim do niej zadzwoniłem, przeczytałem opinie same dobre. Ludzie chwalili i pisali, że wracają do niej nie pierwszy raz. Przekonało mnie najbardziej to, że wcześniej była technikiem weterynarii w lecznicy.

Spotkaliśmy się. Mieszkanie przestronne, a największy pokój pełen drapaków, półek, zabawek i innych kotów. Ucieszyło mnie to Kacper nie będzie się nudził. Widać było, że pani Zofia ma serce do zwierząt.

Kacper, mój kochany, wrócę za trzy dni. Wytrzymasz, prawda? pogłaskałem go po łbie, a on otarł się o mnie, jakby rozumiał, co się dzieje.

Proszę się nie zamartwiać, panie Sławku uśmiechnęła się szeroko pani Zofia. Będzie miał u mnie jak w raju.

Mam nadzieję Proszę, tu opłata podałem jej dwie stówki. W razie czego, proszę dzwonić

Oczywiście.

*****

Trzy dni minęły szybciej, niż się spodziewałem. Bartek szczęśliwy, wesele udane, jego żona, Kamila, piękna i sympatyczna. Miło było widzieć, jak zaczynają nowy rozdział życia. Codziennie myślałem o Kacprze. Dzwoniłem do pani Zofii pytać, jak sobie radzi.

Wszystko w porządku, Sławku wzdychała miła kobieta. Ładnie je, ładnie się załatwia, żadnych problemów. Na pewno wróci pan za trzy dni?

Tak, tak! Zresztą bym nawet nie mógł, serce by mi pękło.

Kiedy wróciłem do Krakowa, od razu zadzwoniłem i zapowiedziałem się, że zaraz przyjadę po kota.

Czekam brzmiała w słuchawce zaskakująco smutna odpowiedź. Coś mi się nie podobało. Coś musiało się stać niepokój narastał.

Na miejscu pani Zofia wpuściła mnie do przedpokoju i rzuciła bez owijania w bawełnę:

Pański kot uciekł.

CO?! Jak to?

Remont u sąsiadów nad nami, huk nie do wytrzymania, koty wpadły w popłoch. Wyszłam poprosić, żeby przestali na parę dni. A gdy tylko uchyliłam drzwi na klatkę, Kacper przemknął mi pod nogami i wybiegł na korytarz Byłam w szoku, nie zdążyłam zareagować.

Dlaczego nie zadzwoniła pani od razu?! krzyknąłem. Po co te kłamstwa?

Myślałam, że znajdę go sama Pan Sławku, koty mi się już zdarzało gubić, bo mam ich kilka na głowie. Zawsze je odnajdywałam. Tym razem ogłoszenia wrzuciłam do internetu, szukałam Ale Kacpra nie udało mi się namierzyć. Może pan zabrać pieniądze.

Nie chcę waszych pieniędzy! powtórzyłem z gniewem, rzucając banknoty na podłogę.

Ale to pana pieniądze odpowiedziała spokojnie. A ja nie widzę w tym swojej winy. I proszę nie robić awantury, bo sąsiedzi śpią.

Patrzyłem na nią ze złością, po czym wyszedłem z mieszkania, a każdy krok był cięższy od poprzedniego. Gdy tylko siedziałem na ławce osiedlowej, ciemność zasnuła mi oczy. Łkałem z bezsilności. Po co ja jechałem na ten ślub? Po co zostawiłem Kacpra?

Przed oczyma stanął mi ten grudniowy wieczór, tuż przed sylwestrem, kiedy to wracałem po pracy i natknąłem się na zziębniętą rudą kulkę w bramie. Kot wskoczył na moje nogi, zwinnym ruchem wdrapał się na ramiona, aż w końcu znalazł się w moich rękach.

Cóż za przygoda pomyślałem wtedy.

Zabrałem go do domu. Spędziliśmy razem Sylwestra, święta, pierwsze weekendy nowego roku. Kacper odwdzięczał się czułością spał na moich kolanach i ugniatał mnie łapkami.

Synku, czemu ty nie znajdziesz sobie dziewczyny, tylko koty z ulicy zbierasz mówiła z humorem mama przez telefon.

Życie tak się potoczyło, że najpierw kot, potem dziewczyna. Druga będzie musiała zaakceptować fakt, że jest numerem dwa żartowałem.

W pracy opowiadałem koleżankom historię Kacpra:

Wiecie co? Koty zawsze potrafią znaleźć właściciela w taki dzień, by poruszyć jego serce Wyłażą z kąta, patrzą smutno, jakby mówiły Zabierz mnie do domu. No i człowiek nie ma wyjścia bierze, tuli i niesie do siebie.

Śmiali się ze mnie, że powinienem pisać książki dla dzieci, ale w oczach widziałem, że nie rozumieją jeszcze tej miłości do zwierząt. Ale wszystko przed nimi.

Z pojawieniem się Kacpra dom wypełnił się sierścią, ale też ciepłem, przytulnością, poczuciem bliskości.

Teraz teraz nikogo nie było. Cisza, pustka. Kot zniknął, a ja nie miałem pojęcia, gdzie jest.

Powiedziałem sobie stanowczo: Dość bezczynności! Muszę go znaleźć.

*****

Halo! Jest jakaś wiadomość?! wyrwałem się do słuchawki, gdy jeden z wolontariuszy zadzwonił z informacją o Kacprze.

Może Jedna pani znalazła rudego kota na ulicy, pasuje do opisu. Czeka na pana dziś, wyślę adres SMS-em.

Dziękuję! nie kryłem wzruszenia.

Byłem naprawdę wdzięczny za każdą pomoc. Sam bym nie dał rady. Od ucieczki Kacpra minęło już prawie półtora miesiąca najtrudniejsze tygodnie w moim życiu. Każdego wieczoru przeglądałem fora, ogłoszenia o zaginionych kotach. Bez skutku. Najgorsze, że miałem tylko zdjęcia Kacpra sprzed kilku miesięcy, jeszcze jako kociaka.

Dotarłem pod wskazany adres. Zadzwoniłem domofonem.

Kto tam?

To Sławek, w sprawie rudego kota z ogłoszenia.

Proszę wejść.

Wyszedłem z mieszkania i rozejrzałem się zdezorientowany po okolicy nie było gdzie usiąść, więc łzy płynęły mi na stojąco. Ruduś był śliczny, ale to nie był mój kot. Rozczarowanie bolało tak, jakby ktoś rozdrapał ranę.

W takim razie zostawię go sobie powiedziała z uśmiechem właścicielka kota. Życzę panu powodzenia. Znajdzie pan swojego Kacpra, jestem tego pewna. Proszę nie tracić nadziei!

Po raz pierwszy w życiu poczułem ukłucie zazdrości na widok obcej szczęśliwej osoby.

Dzwoniło jeszcze kilka osób, jeździłem oglądać nie tego kota za każdym razem zawód i rozpacz.

Synku, rozumiem cię mówiła mama przez telefon. Ale trzeba żyć dalej. Może przygarniesz nowego rudaska? U mnie na wsi kociaków pod dostatkiem.

Mamo, dziękuję, ale nie chcę innego.

Kiedy minęło pół roku i wciąż nie miałem żadnych wieści, zrozumiałem jedno nadziei już nie ma.

Jedyne, o co modliłem się codziennie, to żeby Kacper był gdzieś żywy. Może z innymi ludźmi, może nawet z bandą dzikusków na krakowskim podwórku ale żywy.

*****

Nie wiedziałem, jak żyć dalej. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia po co mi był ten ślub? Nie pojechałbym, nic by się nie stało! Kacper byłby przy mnie. Teraz nie miałem pojęcia, co z nim i ta niewiedza była gorsza niż wszystko.

Weekendy spędzałem, szwędając się po mieście, zaglądając w każdą bramę, sprawdzając kontenery śmietników. Nie wierzyłem już, że go spotkam ale i tak szukałem.

Pewnego razu sam nie zauważyłem, jak dotarłem pod schronisko dla zwierząt na Bieżanowie. Może mama miała rację może powinienem wziąć innego kota?

Odrzuciłem ten pomysł prawie natychmiast.

A jeśli Kacper się znajdzie? Co sobie pomyśli? Że go zdradziłem?

Odwróciłem się, by wrócić do domu. Wtedy wyszła do mnie pracowniczka schroniska.

Dzień dobry, szuka pan kota? Może zechciałby pan zobaczyć naszych podopiecznych? Nie musi się pan deklarować, ale czasem ktoś złapie za serce.

Nie chciałem, naprawdę nie chciałem na to patrzeć, ale głupio było odmówić.

Pokazała mi kolejno: Tu Stefan, a tam dalej Jurek Prawda, śliczne?

Tak bardzo.

Stałem tam, a po raz pierwszy od miesięcy poczułem coś na kształt ulgi. Zwierzęta leczyły moją duszę. Nawet pomyślałem, że nie chcę odchodzić.

A tam kto? wskazałem dłonią ostatni wybieg.

Tam mieszka nasz samotnik. Rudzielec, nie daje się podejść, nikogo nie toleruje. Sześć miesięcy temu znaleźliśmy go półżywego. Odratowaliśmy, ale nikogo do siebie nie dopuszcza.

Coś mi przeszyło serce.

Mogę obejrzeć?

Proszę.

Na widok ludzi kot demonstracyjnie się odwrócił. Znałem ten gest.

O, nasz samotnik wyjaśniła dziewczyna. On zawsze się odwraca, gdy ktoś podchodzi.

Ledwo ją słyszałem. Patrzyłem w oczy rudzielcowi i
nie to chyba niemożliwe.

Kacper? zapytałem niepewnie. Kacper, to ty?

Kot powoli się odwrócił, po czym spojrzał na mnie z niedowierzaniem.

To chyba złudzenie

Kacper! zawołałem już pewniej. Boże, ty żyjesz! Chodź do mnie, kochany! Poznajesz mnie?

Kot patrzył przez chwilę z namysłem Pan?!

Tak, poznał mnie. Mój głos, oczy, zapach. Na chwilę jeszcze zawahał się Przecież mnie zostawił może znowu odejdzie? ale coś silniejszego kazało mu ruszyć biegiem.

Pracownica zdążyła otworzyć furtkę, a ja już tuliłem mojego rudzielca.

Patrzyły na nas wszystkie zwierzaki, pracownicy schroniska, nawet słońce, przez chwilę wstrzymując oddech bo w takich chwilach chce się po prostu uśmiechać.

Wyszedłem z Kacprem ze schroniska, obiecując sobie, że będę pomagał temu miejscu, bo pomogli znaleźć moje szczęście.

*****

Po drodze do domu Kacper mruczał głośno jak cały Ursus, miauczał mi o tej feralnej nocy. Jak wtedy się bałem! Taki był hałas, mnie nie było przy tobie. Postanowiłem cię szukać, ale wleciałem pod auto Jak się cieszę, że mnie znalazłeś. Już mnie nie zostawisz?

Nigdy, Kacprze. Nigdy cię nie zostawię.

To doświadczenie nauczyło mnie, że nie zawsze warto wybierać cudze szczęście ponad swoje i że nie należy tracić nadziei, póki w sercu jest miejsce na miłość.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem − 6 =

Nie ma już żadnej nadziei