Mamo, co Ty wygadujesz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Przecież dzwonię do Ciebie dwa razy dziennie powiedziała zrezygnowana córka.
Ależ nie o to mi chodzi, Martynko westchnęła smutno Nina Krysiak. Po prostu nie mam już żadnych znajomych w moim wieku. Wszystko się rozeszło.
Oj, mamo, nie przesadzaj. Masz przecież szkolną koleżankę Irenę. No i powiedzmy sobie szczerze wyglądasz minimum dziesięć lat młodziej! Daj spokój, co to za melancholia znowu? martwiła się Martyna.
Wiesz przecież, że Irena ma astmę. Przez telefon to zaraz kaszle i ledwo mówi. Poza tym mieszka na drugim końcu Warszawy, palce lizać, zanim się tam człowiek dotoczy! Byłyśmy kiedyś we trzy kiedyś Ci opowiadałam, prawda? Mariola już dawno nie żyje. Wczoraj przychodziła do mnie Terenia z sąsiedniego mieszkania. Dobra kobieta, lubię ją, czasem wpadnie na ploteczki. Przyniosła świeże drożdżówki, akurat piekła dla swoich. Opowiadała o dzieciach, o wnukach. Też już babcia, mimo że z piętnaście lat młodsza ode mnie. Ale jej wspomnienia z dzieciństwa i szkoły to zupełnie inny świat.
A ja bym tak bardzo chciała pogadać z kimś z mojej epoki próbowała wytłumaczyć córce Nina, choć wiedziała, że Martyna i tak nie zrozumie. Za młoda jeszcze, jej czas dopiero się toczy, nie ma co wracać do starych historii. Martyna jest świetną córką, zawsze troskliwa, to tylko nie o to chodzi.
Mamo, mam na wtorek bilety na wieczór piosenki poetyckiej, pamiętasz, chciałaś iść? Koniec marudzenia, wskakuj w bordową sukienkę, w niej wyglądasz jak pierwsza lepsza gwiazda! zaśmiała się Martyna.
Dobrze, dobrze, kochanie, już nie będę narzekać odparła Nina łagodnie. To tylko taki mój wieczorny nastrój, sama nie wiem skąd się bierze. Dobranoc, zadzwonię jutro. Ty też śpij wcześniej, bo się ostatnio przemęczasz.
Pa, mamo, dobranoc rzuciła Martyna i rozłączyła się.
Nina Krysiak zapatrzyła się przez chwilę w okno na błyszczące, wieczorne światła Warszawy…
Dziesiąta klasa, wiosna. Tyle planów na życie. Wydaje się, jakby to było wczoraj. Jej przyjaciółka Irena wzdychała do Sławka Mikołajczaka z ich klasy. Tyle że Sławek podkochiwał się w Ninie. Dzwonił wieczorami na domowy, zapraszał na spacery. Nina go traktowała trochę jak brata nie chciała go zwodzić.
Potem Sławek poszedł do wojska, wrócił, ożenił się. Mieszkał wtedy w tym samym bloku, co Irena. I miał jeszcze stacjonarny telefon! Numer Nina automatycznie wykręciła zapomniany numer, który przyszedł jej do głowy. Najpierw nic, potem szmery i w końcu odezwał się cichy męski głos:
Halo, słucham?
No pięknie, późno, po co właściwie dzwonię? Pewnie to nie on, a nawet jeśli, może już dawno o mnie zapomniał!
Dobry wieczór wydusiła z lekką chrypką.
Jeszcze trochę szmerów i nagle Zdziwiony głos:
Nina? Naprawdę Ty? No jasne, Twój głos poznałbym wszędzie. Jak Ty mnie znalazłaś? Ja tu przypadkiem odbieram
Sławek! Poznałeś! na Ninę spłynęła fala radosnych wspomnień. Nikt jej tak nie nazywał od lat zawsze była mama, babcia albo pani Nina. Czasem tylko Irena mówiła Nina.
A samo Nina brzmiało tak świeżo, tak młodo jakby nie minęło ani pół wieku.
Nina, jak tam u Ciebie? Ale się cieszę, że dzwonisz! Sławek aż się rozpromienił.
Pamiętasz dziesiątą klasę? Jak pływaliśmy z Witkiem Kubickim po Wiśle i on sobie całe dłonie naodgniatał na wiosłach? A potem lody na Starówce i orkiestra pod Zamkiem Nina aż się zaśmiała szczęśliwa.
No ba! A wycieczka pod namiot do Kampinosu? Można było z głodu paść, bo otwieracz do konserw się zgubił rozchmurzył się Sławek.
I jak, gitara nauczyłeś się? dopytywała Nina, tonąc w nostalgii.
A Sławek opowiadał, jakby czas się zatrzymał. O szczegółach, których sama już nie pamiętała.
A co u Ciebie teraz? spytał Sławek, sam od razu odpowiadając: A właściwie nie muszę pytać. Po głosie słychać, że szczęśliwa. Są dzieci, są wnuki? Nadal piszesz wiersze? Byłaś takim promykiem. Trudno z Tobą nie nabrać optymizmu! Wiesz, ci co mają taką mamę i babcię, to prawdziwy skarb!
Oj, przestań, Sławek, aż się rumienię. Moje czasy już minęły
Przestań, dawno nie słyszałem tyle pozytywnej energii naraz! Chyba mi się aparat rozgrzeje od Twojego głosu, haha. Naprawdę, Nina, jeszcze nie powiedziałaś ostatniego słowa! Jeszcze czeka Cię masa słońca i śmiechu.
I niebo i chmurki dla Ciebie fruwają.
I ptaki śpiewają specjalnie dla Ciebie!
Ty wieczny romantyk Nina parsknęła a co tam u Ciebie? Bo ciągle tylko o mnie i o mnie chciała dopytać, ale z telefonu znów coś zaszumiało, zatrzeszczało i połączenie się urwało.
Siedziała chwilę z telefonem w dłoni, chciała wykręcić jeszcze raz, ale pomyślała, że już za późno. Może innym razem.
Jak dobrze było pogadać Ile wspomnień! Nagle telefon zadzwonił. To wnuczka.
Tak, Zuziu, nie śpię jeszcze. Co mówiła mama? Nie martw się, u mnie dobry humor. Wybieramy się z mamą na koncert. Przyjdziesz jutro? Super, czekam, pa pa!
W świetnym nastroju Nina położyła się do łóżka. Plany aż buzowały jej w głowie! Zasypiając, układała wersy do nowych wierszy
Rano Nina postanowiła odwiedzić Irenę. Kilka przystanków tramwajem przecież nie jest jeszcze aż taka stara kobyła!
Irena bardzo się ucieszyła:
No, w końcu! Kto by pomyślał, że dożyję do tego dnia. Patrz, przyniosłaś mój ulubiony torcik brzoskwiniowy! No dawaj, opowiadaj zakaszlała gwałtownie, ale znalazła nowy inhalator, więc zaraz wróciła do żywych. Ty, Nina, jakaś Ty dzisiaj odmłodniała. Co się stało?
Sama nie wiem, chyba piąta młodość mi się odpaliła. Wyobraź sobie: wczoraj zadzwoniłam przypadkiem do Sławka Mikołajczaka. No, Twoja wielka miłość z dziesiątej klasy! On jak zaczął wspominać Ja nawet połowy nie pamiętałam! Ty, co taka cicha, coś nie tak? Znowu atak?
Irena zbladła, patrzyła na Ninę wielkimi oczami. W końcu szepnęła:
Nina, ale przecież Sławek nie żyje już od roku. A mieszkał potem w innym bloku, z tego nr już dawno się wyprowadził
Że jak?! Jak to? Ale przecież z kimś rozmawiałam! Pamiętał wszystko z naszej młodości. Przed rozmową byłam jak zwiędły tulipan, po rozmowie odżyłam.
I stwierdziłam, że życie cały czas trwa, że jeszcze mam energię i marzenia Ale jak to możliwe? Nina była w szoku.
Ale przecież słyszałam jego głos I to, co powiedział: Słońce świeci dla Ciebie. I wiatr gania chmurki po niebie dla Ciebie. I ptaki śpiewają dla Ciebie!
Irena pokiwała głową z powątpiewaniem. Po dłuższej chwili powiedziała:
Wiesz, Nina, nie wiem jak, ale chyba to naprawdę był on. To jego styl, jego słowa. Sławek zawsze Cię kochał. Może chciał Cię po prostu pocieszyć stamtąd. I chyba mu się udało. Już dawno Cię takiej uśmiechniętej i pełnej życia nie widziałam.
Pewnego dnia ktoś poskłada Twoje skołatane serce do kupy. I wtedy przypomnisz sobie, że szczęście to jest właśnie to.



