Nie ma jej równych

Matka Kingi tylko ciężko wzdychała, patrząc na swoją piękną córkę. Halina nie mogła przekonać dziewczyny, że nie warto całego życia czekać na księcia z bajki. To się nie zdarzy.

– Kinga, żyjesz jak w jakiejš bajce. Rozejrzyj się wokół ciebie tylu dobrych chłopaków. Twój kolega z klasy Grzesiek i Tomek to porządni faceci, kręcą się wokół ciebie. Dlaczego nie wychodzisz z nimi na spacer, gdy przychodzą pod nasz dom? Mogłabyś porozmawiać, zobaczyć, że zwykli chłopcy też mogą mieć piękne dusze.

– Mamo, nie potrzebuję pięknej duszy. Chcę, żeby facet był przystojny, a w naszej wsi nie ma nikogo, kto byłby mnie wart. Spójrz na mnie! Czy jest tu choć jeden chłopak, który zasługuje na mnie? mówiła Kinga, prostując się, przez co jej zgrabna sylwetka wyglądała jeszcze lepiej. O urodzie nawet nie było co mówić.

Matka tylko pokręciła głową.

– Córko, nie rodzisz się piękna, rodzisz się szczęśliwa. To stare przysłowie zawsze się sprawdza.

Kinga od dziecka słyszała te słowa, ale nie zastanawiała się nad nimi. Im była starsza, tym bardziej wierzyła, że piękni ludzie zawsze będą szczęśliwi Od małego przywykła, że wszyscy nią się zachwycają.

– Ach, jaka śliczna dziewczynka! Ach, jakie oczka, ach, jaka urocza! a ona się uśmiechała i cieszyła, a czasem ktoś wręczał jej cukierka, którego nigdy nie odmawiała.

W przedszkolu na występach zawsze grała księżniczkę, a w szkole każda dziewczyna jej zazdrościła. Wszystkie chciały być takie jak ona. Kinga nie rozumiała, że nadmiar uwagi i zachwytów mogą jej wyjść bokiem. Halina często o tym myślała. Mimo to Kinga, pewna siebie, chciała u boku równie przystojnego mężczyzny. A ci koledzy i znajomi, którzy kręcili się wokół niej, widzieli tylko jej drwiący uśmieszek.

– Czy oni naprawdę nie widzą, kim ja jestem, a kim oni? myślała.

Halina starała się wytłumaczyć córce, że przystojni mężczyźni rzadko zostają dobrymi mężami. Ale Kinga wierzyła w coś zupełnie innego. W szkole nie przykładała się do nauki, po szkole poszła tylko do technikum. Tam też nie znalazła faceta, który by jej odpowiadał.

– Mamo, nie potrzebuję zwykłych Wojtków i Grzesiów. I tak doczekam się swojego szczęścia mówiła, gdy matka zaczynała rozmowę o małżeństwie.

Chłopaków wokół niej zawsze było mnóstwo. Po technikum Kinga pracowała w urzędzie gminy. Z czasem miejscowi faceci zrozumieli, że Kinga jest dla nich nieosiągalna, i przestali się nią interesować. Koleżanki i koledzy z klasy pobrali się, mieli już dzieci, a ona wciąż sama.

– Mamo, wyjeżdżam do powiatu. Co tu robić na wsi? Tam jest moje szczęście, a tutaj nikt mnie nie zauważył. Wszyscy tacy zwyczajni, wiejscy, nie dla mnie. Nie ma wśród nich tej urody, której potrzebuję pewnego dnia oznajmiła Halinie i wyjechała.

Matka przyjęła jej słowa spokojnie. Zmęczyła się już przekonywaniem córki, że uroda to nie wszystko, a czas ucieka. A Kinga wciąż nie miała rodziny. Przyjaciółki, spotykając się z Haliną, chwaliły się swoimi dziećmi i domowym szczęściem, a ona nie wiedziała, co powiedzieć o córce.

Kinga skończyła trzydzieści lat, a wciąż była sama. Nie mogła spotkać faceta, który by ją zachwycił. Czas mijał, a gdy miała już trzydzieści siedem, trafiła do solidnej firmy. I tam poznała dyrektora. Takiego właśnie wyobrażała sobie swojego męża. Jego maniery, sposób mówienia, gesty, uśmiech i dołeczek na brodzie, a zwłaszcza regularne rysy twarzy wszystko to na niej zrobiło wrażenie.

Marek był pierwszym mężczyzną, który ją zainteresował, na którym się zatrzymała. I nie miało dla niej znaczenia, że był żonaty i miał dwoje dzieci. Od dawna marzyła o dziecku i to pięknym, takim jak ona. O małżeństwie już nawet nie myślała.

– Niech i tak będzie, że Marek ma żonę myślała ale i tak osiągnę to, czego chcę.

Uwiedzenie dyrektora nie stanowiło dla niej problemu. On sam od pierwszego wejrzenia zauważył jej urodę i zaczął się nią interesować. Zaprosił ją do restauracji.

– Kinga, nigdy nie spotkałem tak pięknej kobiety jak ty. Po prostu mnie urzekłaś. Szkoda, że nie poznałem cię wcześniej. Niestety, jestem żonaty i nie mogę zostawić rodziny mówił szczerze. Ale bardzo się ucieszę, jeśli będziemy się czasem spotykać.

– Marku, nie przejmuj się. Nasz związek to tylko zabawa, nie mam zamiaru wkraczać w twoje życie rodzinne a on bardzo się ucieszył na te słowa.

Wkrótce Kinga zaszła w ciążę. Osiągnęła to, czego chciała. Marek pomagał jej finansowo, a ona była szczęśliwa. Teraz zrozumiała, czym jest prawdziwe szczęście. Całe swoje serce oddała synowi Kacprowi tylko w nim widziała sens życia.

Kacper rósł, był przystojnym i bystrym chłopcem. W szkole miał same piątki, wygrywał olimpiady i konkursy. Uprawiał sport i nie miał sobie równych. Kinga była z niego bardzo dumna.

Kacper też zdawał sobie sprawę ze swojej urody, ale nie zwracał szczególnej uwagi na dziewczyny, które się w nim podkochiwały. Żadna mu się nie podobała. Kinga zaczęła się martwić:

– Czyżby był do mnie podobny i czeka go taki sam los? Tylko żeby nie powtórzył mojego błędu. Nie trzeba czekać na księżniczkę, trzeba żyć teraz.

Ale nie odważyła się porozmawiać z synem. Miała nadzieję, że znajdzie odpowiednią dziewczynę ale koniecznie piękną. Kacper skończył studia, dostał prestiżową pracę z dobrą pensją, szybko awansował i zapowiadano mu świetlaną przyszłość.

Gdy miał prawie trzydzieści lat, zadzwonił do matki:

– Mamo, zakochałem się i zamierzam się ożenić powiedział. Przyjedziemy z Julką do ciebie. To wspaniała dziewczyna, właśnie taka, jaką zawsze marzyłem.

– Dobrze, synku, cieszę się i czekam na was.

Julka okazała się zwykłą, sympatyczną dziewczyną.

Kinga naprawdę się ucieszyła, że syn wreszcie się żeni. Opowiedział jej, że dziewczyna przyszła do nich do pracy po studiach i wtedy ją zauważył. Wreszcie doczekała się dziś przyjeżdżJulka, choć nie zachwycała urodą, okazała się wierną towarzyszką życia, która otoczyła Kingę troską, gdy ta, starzejąc się i słabnąc, w końcu zrozumiała, że prawdziwe szczęście nigdy nie kryło się w lustrze.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × 5 =

Nie ma jej równych