Siedzieli na bulwarze i patrzyli, jak kaczki łapią w locie kawałki bułki rzucane przez dzieci. Sesja za nimi, przed nimi dwa miesiące wolności: ani zajęć, ani nudnych wykładów, ani męczących kolokwiów.
„Co zamierzasz robić?” – zapytał chłopak, nie odrywając wzroku od srebrzystej ścieżki na wodzie.
„Będę się wysypiać, czytać, spacerować…” – odparła dziewczyna bez wahania, jakby wyrecytowała wyuczoną lekcję. „A ty? Jedziesz do domu?” – spytała, nagle zasmucona, z niepokojem patrząc na niego.
„Nie. Wiesz, zawsze marzyłem o morzu. Wyobrażasz sobie, nigdy na nim nie byłem. Koledzy wracali opaleni, chwalili się muszlami, opowiadali o delfinach i meduzach, a ja… Rodzice nigdy nie mieli pieniędzy. A gdy mama umarła, to już zupełnie nie było czasu na marzenia.”
„My co roku jeździliśmy nad morze, kiedy jeszcze tata z nami mieszkał” – powiedziała z zadumą, wpatrując się w dal, jakby tam właśnie było jej szczęśliwe dzieciństwo. „A co, masz teraz pieniądze?” – spytała, wracając do rzeczywistości.
„Nie, ale mogę pożyczyć.”
„Od kogo? Połowa naszych znajomych już w drodze do domu, druga połowa imprezuje na resztki stypendium. I tak czy siak, trzeba będzie oddać” – Kinga spojrzała z wymówką na profil Kamila.
„Wystarczy trochę na bilety i żeby nie umrzeć z głodu. Tam jest ciepło. *Pod każdym jej krzakiem i stół, i dom* – zacytował znaną bajkę. – Mieszkanie można wynająć za grosze. Oddam, zarobię. Tylko potrzeba czasu.”
„Skąd wiesz? W sezonie nic za darmo. Połóż się pod drzewem, a i tak zapłacisz jak w hotelu. A pamiętasz, jak ta bajka się kończy?” – zapytała z przekąsem.
„Ale z ciebie pesymistka. A jeśli znajdę pieniądze, pojedziesz?” – Kamil odwrócił się do niej i złapał jej zdezorientowane spojrzenie.
„Nie sądzę. Mama nigdy by mnie nie puściła” – przyznała szczerze.
Wtedy jedna z kaczek rozpostarła skrzydła i wzbiła się nad wodę, płosząc towarzystwo. Odwrócili na nią uwagę. Ptak złapał kilka kawałków bułki w locie i odpłynął zadowolony.
„Zaraz.” – Kamil wyciągnął z tylnej kieszeni telefon i wybrał numer. „Łukasz? Tak, zdałem… Nie ważne, liczy się, że zdałem. Słuchaj, pożyczysz mi tysiąc złotych… Nie? A ile możesz? Tylko tyle? No dobra, daj. Będziesz wieczorem w domu? Wpadnę. No to mamy pieniądze. Pojedziesz?” – spytał ponownie, chowając telefon.
„Na serio? Wszystkie pociągi na wakacje od dawna wyprzedane” – zauważyła sceptycznie.
„Można jechać z przesiadkami, autostopem. Powiedz lepiej, że się boisz” – uśmiechnął się Kamil.
„Nie boję się” – odparowała z wyzwaniem. „Po prostu… mama nie pozwoli.”
„Zwariowałaś? We dwoje z chłopakiem? Na południe? Wiesz, jakie dziewczyny tak jeżdżą? Nie, o tym nie ma mowy” – ostro odpowiedziała matka i dla pewności pokręciła głową.
„Mamo, jestem dorosła. Nie zmuszaj mnie, żebym uciekała ukradkiem” – głos Kingi zadrżał, w oczach pojawiły się łzy.
„Co ty mówisz? Uciec od własnej matki? I dla kogo?”
„Kocham go, mamo” – cicho powiedziała, wypowiadając ostatni, najbardziej nieodpowiedni argument.
„Córeczko, masz jeszcze całe życie przed sobą. Po co się spieszyć? Skonczycie studia, weźmiecie ślub, wtedy pojedziecie” – powiedziała mama, zmęczona bezskutecznymi perswazjami.
Kinga wyszlochała.
„Nie przekonam cię, tak? Nie chcę, żebyśmy się rozstawały w gniewie. Jedź, ale obiecaj mi, że jeśli będzie ci źle albo będą problemy, zadzwonisz.”
„Obiecuję, mamo” – Kinga przytuliła się do matki. „Zacznę się pakować?” – Odsunęła się i spojrzała wilgotnymi oczami, jakby sprawdzając, czy to nie żart. „Wyjeżdżamy jutro rano.”
„Jak? Myślałam, że chociaż go poznam…”
„Przyjdzie po mnie jutro, zobaczysz. To dobry chłopak” – rzuciła już w drodze do swojego pokoju.
Mama pokręciła głową i powlokła się do kuchni, rozdzierana wątpliwościami i strachem przed przyszłymi problemami, które z pewnością spadną jej na głowę. W myślach złorzeczyła też byłemu mężowi, który je porzucił i nie interesował się losem córki. Gdyby był, Kinga nie śmiałaby nawet wspomnieć o wyjeździe z chłopakiem nad morze. Ale z drugiej strony – nie będzie jej przecież trzymać siłą. Może niepotrzebnie wpada w panikę? Naczynia w jej rękach dzwoniły, jakby dzieliły jej niepokoje.
Następnego ranka rozległo się krótkie pukanie do drzwi. Mama nasłuchiwała, czy nie przesłyszała. Kinga była w łazience. Pukanie nie powtórzyło się. Mimo to otworzyła i drgnęła z zaskoczenia. W progu stał przystojny chłopak z plecakiem.
„Dzień dobry. Jestem Kamil” – przedstawił się, uśmiechając się białymi zębami.
Mama wciąż dochodziła do siebie. Po nieprzespanej nocy pełnej obaw myślała wolniej niż zwykle.
„Już idę!” – z łazienki wyjrzała Kinga z pastą na szczoteczce.
Mama ocknęła się i zaprosiła Kamila do środka.
„Niech się pani nie martwi, wszystko będzie dobrze, będziemy ostrożni” – powiedział.
Zanim zrozumiała sens jego słów, wyszła Kinga i za rękę wciągnęła go do swojego pokoju. Po kilku minutach wrócili, on niósł jej plecak.
„Musimy już iść. Nie martw się, będę dzwonić” – Kinga pocałowała zaskoczoną mamę w policzek.
„A śniadanie?” – oprzytomniała.
„Jeśli można, zabierzemy kanapki na drogę” – uśmiechnął się chłopak, zwracając do niej.
„Tak, zaraz” – mama rzuciła się do kuchni i po chwili podała im torbę z kanapkami i jabłkami.
Zamknęła za nimi drzwi, myśląc, że rozumie córkę. W takiego chłopaka trudno się nie zakochać.
„Gdzie teraz?” – spytała Kinga na ulicy. „Podobałeś się mamie.”
„To dobrzeMijali lata, lecz to, co czuła wtedy nad morzem, pozostawało w jej sercu na zawsze, jak ciepły oddech wiatru na rozgrzanym piasku.



