– Mamo, no znowu swoje! – Agata zirytowana uderzyła dłonią w stół. – Przecież się umówiłyśmy, że pomożesz nam z kredytem!
– Nic się nie umówiłyśmy – spokojnie odparła Danuta Kowalska, mieszając herbatę. – Ty sama zdecydowałaś, że będę wam pomagać.
– Jak to nic? – oburzyła się córka. – Mówiłaś, że się zastanowisz!
– Zastanowiłam się. I postanowiłam, że nie pomogę.
W kuchni zapanowała ciężka cisza. Agata patrzyła na matkę szeroko otwartymi oczami, jakby nie wierzyła w to, co usłyszała. Zięć Tomasz nerwowo przestępował z nogi na nogę przy lodówce, wyraźnie czując się nie na miejscu.
– Mamo, ale my naprawdę mamy trudną sytuację – zaczęła ponownie Agata, próbując mówić łagodniej. – Tomek stracił pracę, ja jestem na macierzyńskim z Oliwką. Pieniędzy brakuje, a bank nie czeka.
– A kiedy o tym myśleliście, biorąc ten kredyt? – Danuta postawiła kubek na spodek. – Przecież was ostrzegałam.
– O jakim kredycie mówisz?! – wybuchnęła Agata. – To przecież nie luksusowy samochód, tylko stary grat! Musieliśmy czymś jeździć!
– Mogliście jeździć autobusem. Ja trzydzieści lat jeździłam i żyję.
– Mamo! – Agata wstała od stołu i zaczęła nerwowo chodzić po kuchni. – Naprawdę uważasz, że powinniśmy z dzieckiem tłuc się komunikacją?
– Dlaczego nie? Ciebie sama wychowałam, pracowałam od świtu do nocy i nikogo o pomoc nie prosiłam.
Tomasz w końcu zdecydował się wtrącić:
– Pani Danuto, my nie prosimy o pieniądze w prezencie. Oddamy, jak tylko znajdę pracę.
– Kiedy znajdziesz? – spytała stanowczo, bez złości. – Miesiąc szukasz, dwa, pół roku? A ratę trzeba płacić co miesiąc.
– Na pewno znajdę. Mam dyplom, doświadczenie…
– Jasne, że znajdziesz – skinęła głową. – Tylko nie wiadomo, kiedy. A co ja będę robiła bez pieniędzy? Będę żyła z powietrza?
Agata gwałtownie odwróciła się do matki:
– Przecież masz dobrą emeryturę! Pięć tysięcy złotych! Prosimy tylko o pomoc z ratą – dwa tysiące. Zostanie ci trzy!
– Na co trzy? – Danuta wyjęła z szuflady zeszyt i okulary. – Policzymy. Rachunki – półtora tysiąca. Leki – tysiąc, czasem więcej. Jedzenie – tysiąc minimum. To już trzy i pół. A ubrania? A jak coś się popsuje? A jeśli pójdę do prywatnego lekarza?
– Mamo, nie kupujesz przecież ubrań co miesiąc – spróbowała zaprotestować Agata.
– A buty? A bielizna? A jeśli zepsuje się pralka albo lodówka? Skąd wezmę na nową?
– Wtedy pomożemy – obiecał Tomasz.
Danuta spojrzała na zięcia z lekkim uśmiechem.
– Jesteś dobrym człowiekiem, Tomku, ale sami będziecie w potrzebie.
Z pokoju rozległ się płacz dziecka. Agata rzuciła matce gniewne spojrzenie i poszła do dziewczynki. Tomasz został z teściową.
– Pani Danuto, wiem, że to niezręcznie prosić – powiedział cicho. – Ale naprawdę jesteśmy w potrzasku. Bank już dzwoni, grozi, że zabierze auto.
– I słusznie – odparła spokojnie. – Nie powinniście byli brać kredytu ponad stan.
– Ale jesteśmy rodziną. Czy rodzina nie powinna sobie pomagać?
– Powinna. Tyle że ja już pomogłam. Trzydzieści lat wychowywałam córkę, dałam jej wykształcenie, mieszkanie w prezencie ślubnym. Myślałam, że teraz ja odpocznę.
Tomasz spuścił głowę. Wróciła Agata z Oliwką na rękach.
– Mamo, nie żal ci wnuczki? – spytała, kołysząc dziecko. – Co, jeśli nas wyrzucą z domu?
– Nikt was nie wyrzuci – zmęczonym głosem powiedziała Danuta. – Przestań grać dramaty.
– Jak to nie? Jeśli nie spłacimy kredytu?
– Zabiorą wam auto, i tyle. Mieszkacie przecież w mieszkaniu, które wam podarowałam.
– Ale jak będziemy dojeżdżać do pracy bez samochodu?
– Tak jak miliony ludzi – tramwajem, autobusem.
Agata usiadła, mocniej przytulając córeczkę.
– Mamo, dlaczego jesteś taka zimna? Zawsze nam pomagałaś.
– Bo wtedy pracowałam i mogłam sobie na to pozwolić. Teraz żyję z emerytury, którą sama zarobiłam.
– Ale przecież nie jesteś biedna! Masz i oszczędności!
Danuta wpatrzyła się w córkę uważnie.
– Skąd wiesz o moich oszczędnościach?
Agata zaczerwieniła się i odwróciła wzrok.
– No… przypadkiem widziałam twoją książeczkę.
– Przypadkiem? – głos Danuty stał się chłodny. – Grzebałaś w moich rzeczach?
– Nie! Leżała na stole, kiedy przyszłam.
– Leżała w zamkniętej szufladzie. Więc jednak grzebałaś.
– Mamo, co za różnica! – machnęła ręką Agata. – Ważne, że masz pieniądze, a my toniemy w długach!
– I co z tego? To moja poduszka bezpieczeństwa na starość, leki, czarną godzinę.
– Jaką czarną godzinę? – wybuchnęła córka. – My już w niej jesteśmy!
– Jesteście, bo żyjecie ponad stan – odparła stanowczo. – Mój czarny dzień jeszcze przede mną. Co będzie, gdy zachoruję? Kto kupi leki?
– My się zatroszczymy.
– Za co? – uśmiechnęła się smutno. – Za moją emeryturę, którą mi zabierzecie?
– Nie zabierzemy, tylko poprosimy o chwilową pomoc!
– Tak, chwilową. A potem wam się spodoba i będziecie co miesiąc z wyciągniętą ręką.
Tomasz znów próbował złagodzić sytuację.
– Pani Danuto, moglibyśmy sporządzić pisemną umowę. Oficjalnie, u notariusza.
– Nie potrzebuję waszych umów – odparła. – Papier wszystko przyjmie.
Dziewczynka znów zapłakała. Agata wstała, by ją utulić.
– Mamo, no dobrze, może faktycznie przeliczyliśmy się z kredytem – spróbowała innego podejścia. – Ale jesteśmy młodzi, popełniamy błędy. Ty jesteś mądra, doświadczona. Naprawdę nie pomożesz córce w trudnej chwili?
– Pomogę – niespodziewanie zgodziła się Danuta.
Twarze młodych rozjaśniły się.
– No właśnie! – ucieszyła się Agata. – Więc przelejesz nam– Pomogę wam znaleźć sposób, jak sami sobie poradzić – powiedziała Danuta stanowczo, patrząc córce w oczy.



