Nie jesteś żoną, jesteś służącą. Nie masz dzieci!
Mamo, Zosia musi tu zamieszkać na jakiś czas. Remontujemy nasze mieszkanie, nie da się tam żyć w tym kurzu i hałasie. Przecież mamy wolny pokój, czemu ona ma się męczyć? rzucił Tomek, mąż Zosi, do swojej mamy.
Najwyraźniej jemu zupełnie nie przeszkadzał taki układ, chociaż jego żona i jego mama patrzyły na to zupełnie inaczej. Teściowa wręcz nie znosiła Zosi i nie próbowała tego nawet ukrywać.
Muszę pracować, nie mogę tu za bardzo pomagać w domu szepnęła Zosia pod nosem.
Pracowała zdalnie i potrzebowała względnego spokoju. Tomek całymi dniami był w pracy, a ona zostawała sama z teściową pod jednym dachem. Było to trudne, zwłaszcza że Zosia przywykła, że nikt jej w mieszkaniu nie przeszkadza.
Zosia zerkała na teściową i nie wiedziała, co powiedzieć. Właściwie była tu niechciana, ale nie było dla niej innej opcji. Usiedli razem do kolacji.
Zosiu, podasz swoją słynną sałatkę? zapytał Tomek.
Tomku, nie jedz tej chemii. Zrobiłam dla ciebie taką, co nie szkodzi zdrowiu wtrąciła się teściowa.
Twarz Zosi się zmieniła. Przecież Tomek miał alergię na ogórki jak matka mogła o tym zapomnieć? Ona zawsze mówiła, że to niepotrzebne wymysły i jak był mały, dawała mu tabletki, jak się źle czuł, nie szła do lekarzy.
On ma uczulenie. Po co dodawałaś ogórka do sałatki? odezwała się Zosia.
Oj, przestań. Jeden plasterek, nic mu nie będzie mruknęła teściowa.
Może zachorować.
Zosiu, daj już spokój. Moja matka przecież zna mnie lepiej próbował łagodzić Tomek.
Jestem jego żoną, dbam o niego na co dzień.
Ty? Ty jesteś służącą, nie żoną. Dzieci nie masz! Jak będziesz mieć, pogadamy.
Zosia poderwała się nagle od stołu i zaszyła w sypialni. Teściowa zawsze potrafiła uderzyć w najsłabszy punkt. Tomek poszedł za nią, żeby ją uspokoić.
Tomku, przepraszam, ale nie dam rady tak dłużej. Przeniosę się do swoich rodziców. Albo będę pracować u koleżanki. Nie mogę mieszkać z twoją matką pod jednym dachem.
Pozwól mi z nią porozmawiać. Może odpuści.
Nie Tomku Przerabialiśmy to tyle razy. To nie ma sensu.
Musieli więc na jakiś czas wynająć kawalerkę, żeby uniknąć kolejnej rodzinnej awantury. Teściowa się obraziła, ale już nie miała nic do gadania. A Zosia? Doceniała, że ma takiego wyrozumiałego i kochanego męża.



