Nie jesteś moją żoną: przecież nie braliśmy ślubu w USC, prawda?

Ty mi nie żona: przecież nie byliśmy w USC, prawda?
Jaka ja ci żona? Chodziliśmy do urzędu? Mamy pieczątki w dowodach? Pierścionek mi dałeś?

Halina spuściła wzrok. Marzyła o tym od lat, ale życie płynęło bez formalności.

Nie! Nie! I jeszcze raz nie! warknął Tomasz. Kim ty dla mnie jesteś? Skąd ci przyszło do głowy, żeby nazywać się moją żoną?

Tomku, nie milcz, porozmawiaj ze mną! błagała, dotykając jego dłoni.

Masz coś jeszcze do dodania? odsunął się. I tak już za dużo powiedziałaś!

Ale ja nic nie powiedziałam szepnęła Halina.

Zapamiętaj raz na zawsze: milczenie jest złotem! Zwłaszcza dla ciebie! demonstracyjnie odwrócił się do okna.

Przestań się dąsać, kochanie! przysunęła się bliżej.

Lepiej byś trzymała język za zębami! Tomasz podniósł ręce. Skąd u was, kobiet, ta umiejętność, żeby jednym zdaniem zrujnować wszystko? W szkole was tego uczą?

Halina pomyślała, że jest obrażony przez poranną kłótnię. Tomasz stłukł dwie filiżanki swoją i jej.

Jak można być takim niezdarą? gotowała się. Inni mają ręce, a ty masz patyki! Swoją rozbiłeś no trudno, ale po co moją ruszałeś? Żeby już żadnej ukochanej nie zostało?

Zwykła domowa sprzeczka. Takie rzeczy powinno się ignorować. Ale Tomasz, naburmuszony, poszedł do pracy, a wróciwszy, cały wieczór zachowywał się jak lód. Nie reagował, nie przyszedł na kolację, choć wołała go trzy razy. Czas się pogodzić.

Daj spokój, w sobotę kupimy nowe w Galerii Mokotów! A ręce no, poćwiczysz!

O jakich filiżankach mówisz?! błysnął oczami. W ogóle rozumiesz, co narobiłaś swoim gadaniem?

Mogę przeprosić zbiła się z tropu. Nie gniewaj się!

Przeprosić? wybuchnął hispterycznym śmiechem. Gdyby twoje słowa dało się wymazać „przepraszam”, byłbym teraz w siódmym niebie! Ale teraz po prostu mnie dobiłaś!

Boże, co ja takiego powiedziałam? w końcu dotarło do niej, że nie chodzi o naczynia.

A kogo dziś nazwałaś moją żoną przed moją szefową?! trząsł się z wściekłości.

Byłeś pod prysznicem, telefon dzwonił zaczęła się tłumaczyć. Odebrałam, powiedziałam, żeby poczekała. Spytała, kim jestem. No to powiedziałam, że żoną. A jak podałam słuchawkę już się rozłączyła. Co w tym złego?

Jeszcze pytasz?! Tomasz zrobił się purpurowy, żyła na skroni mu podskakiwała. Jaka ty mi żona? Byliśmy w USC? Mamy ślub? Dałeś mi pierścionek?

Halina przełknęła ślinę. Marzyła o tym, ale

Nie! Nie! I nie! wrzeszczał. Jesteś nikim! Z jakiej racji nazywasz się moją żoną?

***
I długo ten cyrk ma trwać? uśmiechnęła się ironicznie Stanisława.

Mamo Halina zmarszczyła brwi. Teraz inne czasy. Tobie mówić? Po ojcu sama się z różnymi kręciłaś!

Nie kłam na matkę! kobieta zachowała uśmiech. W moim wieku plotki się nie imają. Ale ty jesteś młoda pomyśl o przyszłości!

Mamo, pięćdziesiąt pięć to nie starość! Jeszcze cię ktoś na ślubny kobierzec wyciągnie!

Jak się trafi porządny mężczyzna czemu nie? poprawiła siwe pasemka. Na razie obchodzę się substytutami.

No ty się urządzasz! prychnęła Halina.

Wtedy matka spoważniała:

Halinko, rozumiem: teraz wielu żyje na kocią łapę, dzieci rodzą. Ale prawnie to tylko konkubinat. Zero zabezpieczeń!

Jeśli jest miłość, zabezpieczenia nie są potrzebne.

Miłość minie, zostanie pustka. A mąż choć alimenty, choć część majątku. A tak nawet sąd ci nic nie przyzna!

Z Tomkiem jest wszystko w porządku! Sześć lat razem. Po co nam papier? Zarabiamy podobnie.

Nieuważne! matka pogroziła palcem. Nawet żartami go podprowadzaj! Mów „mężuś”, żartuj o „żonusi”. Niech się oswoi. Potem pod wianek!

A jeśli go wystraszę? pokręciła głową Halina. Szczęście jest kruche nie kusić losu!

Twoje życie westchnęła Stanisława. Ale pamiętaj: odpowiedzialność to oznaka dojrzałości. A u was same półśrodki.

***
Rady matki utkwiły jej w głowie. Małżeństwo to polisa dla kobiety. Przyjaciółka Ewa też naciskała:

Wyobraź sobie: weźmiecie kredyt. Na Tomka. A jeśli się rozstaniecie?

Pesymistka!

Załóżmy, że zechce przekazać mieszkanie siostrzeńcowi. Nawet nie pisniesz! Sąd bez ślubu strata nerwów.

Zbiorę faktury, znajdę świadków!

Albo Ewa uśmiechnęła się chytrze po prostu się z nim ożeń.

Mama też radzi, żeby „mężusiem” go drażnić. Przyzwyczajać powoli.

No to działaj!

***
Halina zaczęła nazywać Tomka „mężem” przy każdej okazji. Na początku się śmiał, ale z czasem się przyzwyczaił. Nawet ona sama uwierzyła w tę grę aż do dnia, gdy powiedziała jego szefowej to fatalne: „To jego żona”.

***
Przecież jesteśmy razem sześć lat! głos Haliny drżał. Myślałam, że tworzymy rodzinę. Dzieci, starość we dwoje

Miałaś milczeć! chodził wściekły po pokoju. Po co leziesz do Grażyny Stefanowej? Teraz mnie zwalniają!

Przecież zawsze mówię na ciebie „mąż”!

Różnica jest taka, że przez ciebie moja kariera się skończyła! rzucił klucze na stół. Ja nie tylko do USC nie pójdę z tobą nawet mieszkać nie będę! Pakuję się!

Mówisz poważnie? osłupiała. No powiedziałam, że jestem żoną

Grażyna trzymała mnie przez osobisty interes! Teraz, skoro jestem „żonaty” stałaś się jej solą w oku!

***
Po tygodniu do drzwi zadzwoniła sama Grażyna:

Przepraszam za niespodziankę powiedziała ale chciałam wyjaśnić. Nie za zwolnienie za lata oszustwa. Wsz

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + dziewiętnaście =

Nie jesteś moją żoną: przecież nie braliśmy ślubu w USC, prawda?