Nie jestem służącą dla teścia

Dzisiaj znowu było to samo. Gdy moja teściowa, Halina Stanisławówna, wyszła na minutę z kuchni, mój teść, Wiesław Janowicz, zwrócił się do mnie rozkazującym tonem: „Kinga, idź podgrzej mi tego kurczaka, bo już ostygł!” Zamarłam, nie wierząc własnym uszom. Czy ja mam być teraz ich służącą? Jeśli ci tak pilno, to sam się rusz – chciałam krzyknąć, ale zamiast tego, głaszcząc kota, który ocierał się o moje nogi, odpowiedziałam spokojnie: „Wiesławie Janowiczu, nie jestem pokojówką, podgrzej sobie sam.” Spojrzał na mnie jak na buntowniczkę, a we mnie aż się gotowało. To nie chodziło tylko o kurczaka – to była granica, której nie zamierzałam przekroczyć.

Z mężem, Bartkiem, mieszkamy osobno, ale co niedzielę przyjeżdżamy do jego rodziców na obiad. Halina Stanisławówna gotuje tak, że palce lizać, i zawsze z przyjemnością tu przyjeżdżam – porozmawiać, zjeść jej słynne gołąbki, posłuchać opowieści. Wiesław Janowicz zwykle milczy, siedzi na czele stołu jak generał i więcej narzeka, niż mówi. Przywykłam, że lubi rozkazywać: „podaj sól”, „posprzątaj talerze”. Ale nie zwracałam na to uwagi – wiek, przyzwyczajenia, co z niego wyciągniesz. Tym razem jednak przesadził.

Tamtego wieczoru jedliśmy smażonego kurczaka z ziemniakami. Halina Stanisławówna, jak zawsze, krzątała się, dokładała nam porcje, a ja pomagałam sprzątać ze stołu. Gdy wyszła na werandę po kompot, Wiesław Janowicz uznał, że to jego moment. Siedziałam, głaszcząc ich kota Łatka, który mruczał mi na kolenach, gdy nagle usłyszałam: „Podgrzej kurczaka!” Przez chwilę myślałam, że się przesłyszałam. Patrzył na mnie tak, jakbym miała natychmiast biec do mikrofalówki. A ja, nie zapomnijmy, po pracy, zmęczona, w odświętnej sukience, przyjechałam w gości, a nie do obsługiwania starszego pana.

Moja odpowiedź wyraźnie go zaskoczyła. Zmarszczył brwi, mruknął coś w stylu: „Młodzież teraz, zero szacunku”. Szacunku? A gdzie szacunek dla mnie? Nie mam nic przeciwko pomocy, ale to nie była prośba, tylko rozkaz, jakbym była tu po to, by spełniać jego zachcianki. Halina Stanisławówna wróciła, wyczuła atmosferę i spytała: „Co się stało?” Chciałam odpowiedzieć, ale Wiesław Janowicz mnie uprzedził: „Nic, Kinga nie ma ochoty pomóc staruszkowi”. Pomóc? Podgrzanie kurczaka to teraz bohaterstwo? Ledwo powstrzymałam gniew i tylko odparłam: „Halino Stanisławówno, zawsze pomagam, ale nie jestem służącą”.

W drodze do domu opowiedziałam Bartkowi. Jak zwykle próbował łagodzić: „Kochanie, tata nie złośliwie, po prostu przyzwyczaił się, że mama wszystko robi. Nie przejmuj się”. Łatwo mu mówić – on nie dostaje rozkazów! Przypomniałam mu, że nie mam nic przeciwko pomocy, ale ton Wiesława Janowicza brzmiał, jakbym była ich pokojówką. Bartek obiecał porozmawiać z ojcem, ale wiem, że nie lubi konfliktów. „Powiem mamie, ona go opanuje” – dodał. Halina Stanisławówna pewnie by się za mną wstawiła, ale nie chcę, żeby przez mnie było nerwowo.

Zastanawiam się, co dalej. Część mnie chce za następnym razem demonstratywnie siedzieć i w ogóle nie pomagać – niech Wiesław Janowicz sam sobie grzeje swojego kurczaka. Ale wiem, że to dziecinada, i nie chcę robić przykrości Halinie Stanisławównie – ona tu nie ma winy. Druga część mnie chce powiedzieć mu wprost: „Wiesławie Janowiczu, szanuję pana, ale nie jestem służką. Traktujmy się z szacunkiem.” Boję się jednak, że uzna to za bezczelność i zacznie się awantura. Koleżanka, której się poskarżyłam, poradziła: „Kinga, odpowiedz żartem, powiedz, że mikrofala sobie z nim poradzi.” Żartować? Może humor by pomógł, ale na razie jestem zbyt wściekła.

Przypomina mi się, że kiedyś Wiesław Janowicz był milszy. Gdy tylko wzięliśmy ślub z Bartkiem, chwalił nawet moje sałatki, opowiadał historie z młodości. A teraz chyba uznał, że mam być na każde skinienie, jak Halina Stanisławówna. Ale ja nie jestem nią! Mam swoją pracę, swoje sprawy i przyjeżdżam tu w gości, a nie po to, żeby mnie traktowano jak pomoc domową. Lubię ich rodzinę, ale nie zamierzam znosić rozkazów. Może to wiek, może przyzwyczMoże następnym razem po prostu przyniosę mu instrukcję obsługi mikrofalówki i uśmiechnę się tak słodko, że sam się zawstydzi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − osiem =

Nie jestem służącą dla teścia