Nie jest to hotel – w naszym domu zobaczysz więcej swojej rodziny, Neketine.

W naszym domu nie ma już miejsca dla twojej rodziny, to nie jest hotel! żona miała już dość ciągłych żądań gości.

Nikt się nie spieszył, ale gdy tylko Kinga obroniła dyplom z psychologii, Tadeusz natychmiast się oświadczył, tak jak zawsze marzyła. Ślub był skromny. Ciotka i wujek Tadka zaproponowali, by młodzi przeznaczyli oszczędności i prezenty ślubne na poprawę własnego życia.

I tak Tadeusz został właścicielem niewielkiej działki pod miastem. Rodzice Kingi sprzedali samochód i przekazali pieniądze młodym na budowę, tym bardziej że w mieście auto i tak nie było im aż tak potrzebne.

Kinga trochę bała się życia na przedmieściach myślała o studni, awariach prądu, hodowaniu kur i paleniu w piecu. Tadeusz tylko się zaśmiał i zapewnił, że to nie czasy PRL-u, a za mniejsze pieniądze niż kosztowałoby mieszkanie w Warszawie, będą mieli pełen komfort i mnóstwo przestrzeni.

Dom stanął zadziwiająco szybko. Pomogło to, że Tadeusz dostał awans w pracy, a Kinga zaczęła już zdalnie doradzać. Rodzice dołożyli się, ile mogli, a wujostwo też nie pozostali obojętni.

Helena Aleksandrowna często wpadała na budowę pod byle pretekstem. Raz doradzała ulubiony kolor farby, innym razem idealny żyrandol. Miała dobre intencje, ale z czasem Kinga poczuła, że ich prywatna przestrzeń kurczy się w zastraszającym tempie. Aż pewnego dnia zupełnie zniknęła, gdy Maksymilian Juriewicz postanowił zostać w ich prawie gotowym domu bez uprzedzenia. Miał sprawy w okolicy, zrobiło się późno, więc stwierdził, że przenocuje u siostrzeńca.

Gdyby chociaż zadzwonił, pół biedy. Ale tak wystraszył Kingę swoją nagłą obecnością, że odtąd zawsze pytała, czy w pokoju ktoś jest, zanim do niego wejdzie.

Dzieci, wynoście te torby tam! Helena Aleksandrowna kierowała plecakami dzieci i wskazywała pokój gościnny. Szybciej, bo wam jedzenie się zepsuje, zanim się tu rozlokujecie! Kinga, zrób miejsce w lodówce, dzieci same sobie poukładają rozkazywała gospodyni.

Kingę zdziwiło, że przywieźli własne jedzenie, ale pomyślała, że może chcą je wspólnie zjeść przy stole.

No już, dzieci, zabierajcie się. Kinga wam wszystko pokaże, czujcie się jak u siebie! Helena Aleksandrowna wciąż krzątała się nerwowo.

Maksymilian Juriewicz odpoczywał już na kanapie, przeskakując kanały telewizyjne. Poprosił Tadka, by nalał mu koniaku, bo akurat przypomniał sobie, że dostał kiedyś w pracy całkiem drogi. Tadeusz wrócił z butelką i dwoma kieliszkami.

Wojtku, niech dziewczyny się tym zajmą, chodź do nas, tu męska atmosfera! wołał Maksymilian do syna.

Gdy wszyscy się już rozpakowali, był późny wieczór. Kinga biegała w poszukiwaniu kapci dla gości, ciepłych skarpet, gdyby zmarzli, lub lekkiego koca, gdyby było za gorąco. Z przerażeniem przypomniała sobie słowa Oli, że przyjechali tylko na chwilę, i miała nadzieję, że to tylko zwrot. Kto przyjeżdża na tydzień na urządzanie nowego domu? Nie podobało jej się też, że sami zajęli pokój, który Kinga planowała przeznaczyć dla dzieci. Tymczasem na piętrze był już pokój gościnny.

Kinga, pomóc ci? zapytał mąż.

W końcu ktoś zapytał odparła cicho. Od nich skinęła głową w stronę stołu pomocy się nie doczekasz.

No dobra, wytrzymaj, nie są aż tak uciążliwi uśmiechnął się Tadeusz i zabrał się za obieranie ziemniaków.

Dzięki odparła Kinga, mrugając do niego porozumiewawczo.

Do obiadu rodzinie się znudziło i wyszli na spacer, a po błądzeniu po lesie rozeszli się do swoich pokoi, jak to ujęła Helena Aleksandrowna, na drzemkę.

Tadziu, zapukaj do nas, jeśli do piątej się nie obudzimy, żeby do szóstej wszyscy byli przy stole zmęczonym głosem pogłaskała syna po policzku i poszła do swojego pokoju.

To danie z ryby z radością wyjaśniła Kinga. Trochę jak pasztet, trochę jak suflet, bardzo delikatne. Spróbuj. Podniosła talerz i podała Oli.

O nie, Wojtkowi tego nie wolno, a Sasza ma alergię na łososia!

Tam jest łosoś przestraszona odparła Kinga.

I na wszystkie czerwone ryby też dodała Olga, kręcąc głową. A co to za pyszności?

To skrzydełka kurczaka w słodko-kwaśnym sosie odpowiedziała już ostrożniej Kinga.

Ach, rozumiem ciągnęła Olga, lustrując stół. Wojtku, przynieś z lodówki pieczonego indyka. Tam jest w folii, duży kawał, zobaczysz!

Wiktor posłusznie wstał, podszedł do lodówki i po chwili szperania wyciągnął zawinięty w folię kawał mięsa. Rozwinął go, położył na desce i zaczął kroić w cienkie plastry.

A propos zakupów, Kingu, myślę, że wszystkim byłoby wygodniej, gdybyście mieli drugą lodówkę w kuchni. Ta jest za mała dla trzech rodzin, a znalazłam świetny model w promocji wyślę Tadkowi link uśmiechnęła się Helena Aleksandrowna.

Po co nam druga lodówka i skąd tu trzy rodziny? szczerze zdziwiła się Kinga.

No jak to? To przecież trochę nasz wspólny dom, budowaliśmy go razem, z wspólnych oszczędności, pomagałam wam z wystrojem. Będziemy tu często przyjeżdżać na wspólne święta. Wszyscy jesteśmy różni, więc żeby było wygodnie pod jednym dachem, przygotowałam listę potrzeb Helena Aleksandrowna sięgnęła po torebkę w poszukiwaniu telefonu.

Kinga spojrzała na Tadka, ale on wyglądał na równie zdezorientowanego jak ona.

Aha, mam to tu teściowa założyła okulary na łańcuszku, zmrużyła oczy i przybliżyła ekran. Gdzie to było

Mamo, w aplikacji Listy, na pierwszej stronie podpowiedziała Olga, dokładając Wiktorowi kolejne plastry indyka.

O, jest! uradowała się Helena Aleksandrowna. No więc: lodówka, domowe ubrania, ciepłe bluzy żeby nie trzeba było wozić swoich na spacery wyjaśniała. Indywidualne zestawy kosmetyków, oczywiście kapcie dla wszystkich, to oczywiste zwróciła się do męża. Maksymilianie, coś dodasz?

Maksymilian

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + siedemnaście =

Nie jest to hotel – w naszym domu zobaczysz więcej swojej rodziny, Neketine.