**Dziennik, 15 października**
*Nie dzwoń więcej! Po co tracić czas na coś, co cię nie obchodzi? Już dawno zrozumiałam, że ani ty, ani twoje dzieci nie dbacie o to, czy babcia jeszcze oddycha!*
Ukończenie studiów zbiegło się z dwoma przełomowymi momentami ślubem z Wojtkiem i pierwszą pracą w biurze projektowym w Krakowie. Zostałam tam kierownikiem działu. Po latach poszłam na macierzyński i urodziłam córkę Zosię. Wyrosła na bystrą dziewczynę, więc z mężem nie żałowaliśmy grosza na jej naukę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po dyplomie Wojtek załatwił jej etat w solidnej firmie.
Rok później przedstawiła nam narzeczonego, Kamila. Wkrótce wzięli ślub, a potem na świat przyszły bliźniaczki Hania i Marysia.
Miały osiem lat, gdy ich dziadek odszedł. To był cios dla nas wszystkich. Zosia rozumiała moją rozpacz, więc dzwoniła codziennie po robocie, opowiadając o swoim dniu, a ja dzieliłam się swoimi sprawami.
Ale z czasem córka stała się coraz bardziej zajęta. Gdy dzwoniłam, zawsze była w biegu gotowała, sprzątała, prowadziła dzieci na zajęcia. W końcu ograniczyła telefony do raz na tydzień, i to tylko na pięć minut, jakby z obowiązku. Pewnego dnia nie wytrzymałam i rzuciłam przez słuchawkę:
Jeśli nie masz czasu dla matki, to lepiej wcale nie dzwoń! Po co udawać, skoro i tak myślisz tylko o swoich sprawach?
Przeprosiłam potem za wybuch, a ona na jakiś czas zaczęła dzwonić częściej. Ale szybko wróciła do starych nawyków.
Byłam wściekła i zraniona. Straciłam apetyt, noce spędzałam na przewracaniu się z boku na bok. Punktem kulminacyjnym był tydzień ciszy ani słowa od niej, a moje telefony pozostawały bez odpowiedzi. Gdy w końcu się odezwała, wykrzyczałam:
Nie dzwoń więcej! Nie potrzebuję twoich łask! Wiem, że ani ty, ani moje wnuczki nie myślicie o mnie, dopóki nie trzeba przynieść pierogów czy prezentów na urodziny!
Odpaliła się jak dynamit: Skoro jesteś taka egoistka, to masz rację nie ma sensu dzwonić!. Jej słowa ścisnęły mi gardło, serce waliło jak szalone, a potem ciemność. Ocknęłam się w szpitalu.
Pielęgniarka, słuchając mojej historii, pokiwała głową:
Proszę pani, my, młodzi, mamy ręce pełne roboty praca, dzieci, dom, rachunki. Czasem ledwo starcza czasu na sen, a co dopiero na długie gadanie. Powinna pani cieszyć się, że córka w ogóle pamięta, by zadzwonić, nawet jeśli tylko w drodze do Biedronki. Radzę znaleźć sobie hobby może ogródek, może książki. Wtedy dni będą mijać, a pani nie będzie liczyć każdej nieodebranej rozmowy.
Miała rację. Gdy zajmujesz się tym, co kochasz, przestajesz ważyć każdy gest innych na złotówki i grosze.



