Nie dzwoń już więcej! Po co tracić czas na coś, co cię nie obchodzi? Już dawno zrozumiałam, że ani ty, ani twoje dzieci nie dbacie o to, czy babcia jeszcze żyje i jak się czuje!

Nie odzywaj się do mnie więcej! Po co tracić czas na coś, co cię nie obchodzi? Już dawno zrozumiałam, że ani ty, ani twoje dzieci nie dbacie o to, czy wasza babcia jeszcze oddycha!

Moje studnia skończyły się w tym samym czasie, gdy wyszłam za mąż za Jana Kowalskiego i dostałam posadę w porządnej firmie w Krakowie. Zostałam kierownikiem, a po paru latach poszłam na macierzyński. Urodziłam śliczną córeczkę Zosię. Wyrosła na bystrą dziewczynę, więc ja i mój Jan nie żałowaliśmy grosza, by posłać ją na najlepszy uniwersytet w Warszawie. Gdy skończyła naukę, Jan załatwił jej dobrą robotę w urzędzie.

Rok później Zosia przyprowadziła do domu swojego narzeczonego, Piotra. Wkrótce wzięli ślub i doczekali się bliźniaczek Hani i Kasi.

Moje wnuczki miały osiem lat, gdy odszedł ich dziadek. Dla nas wszystkich to była ogromna strata. Zosia rozumiała, jak mi ciężko, więc codziennie po pracy dzwoniła, by pogadać. Dzieliłam się z nią swoimi troskami, a ona opowiadała o swoim życiu.

Ale z czasem Zosia stała się coraz bardziej zapracowana. Gdy dzwoniłam, zawsze miała wymówkę pranie, gotowanie, wyjście do sklepu. W końcu zaczęła dzwonić tylko raz na kilka dni, i to tak, byle odhaczyć pół słowem, pół uchem. Pewnego dnia wściekłam się i gdy zadzwoniła, rzuciłam jej w twarz:

Jeśli nie masz czasu dla własnej matki, to po co w ogóle dzwonisz? Lepiej wcale!

Zosia jakoś to przemilczała, a ja potem przeprosiłam. Przez chwilę znów dzwoniła częściej, ale wkrótce wróciła do tego raz w tygodniu.

Czułam się jak wyrzutek. Nie jadłam, nie spałam, aż w końcu gdy przez cały tydzień nie odbierała telefonu gdy wreszcie zadzwoniła, wybuchnęłam:

Nie dzwoń więcej! Po co udawać, że ci zależy? Już dawno pojęłam, że ani ty, ani moje wnuczki nie myślicie o mnie, chyba że potrzeba wam pierogów albo prezentów!

Zosia wpadła w złość i krzyknęła, że skoro jestem taka samolubna, to więcej się nie odezwie. Jej słowa ścisnęły mi gardło, serce waliło jak szalone, a potem ciemność. Ocknęłam się w szpitalu.

Pielęgniarka, słuchając mojej historii, pokiwała tylko głową:

Wy, starzy, zawsze zapominacie, że my, młodzi, mamy ręce pełne roboty praca, dzieci, dom, sprawy. Ciężko znaleźć czas na długie gadanie. Powinnaś cieszyć się, że w ogóle pamiętają, dzwoniąc choćby w biegu. Rada? Znajdź sobie zajęcie, a nie zauważysz, jak dni mijają między ich telefonami.

I wiecie co? Miała rację. Gdy robisz coś, co kochasz, nie liczysz godzin, aż ktoś do ciebie zadzwoni.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 5 =

Nie dzwoń już więcej! Po co tracić czas na coś, co cię nie obchodzi? Już dawno zrozumiałam, że ani ty, ani twoje dzieci nie dbacie o to, czy babcia jeszcze żyje i jak się czuje!