Idę od Ciebie!
No cóż, przeczucie Marii się sprawdziło najwyraźniej nie znała dobrze swojego męża!
W takim razie wyjdź! Nie da się mnie zmusić do miłości!
A to jeszcze nie koniec! Z Zuzanną zabierzemy dziewczynki do siebie! wykrzyknął Marek. Dziewczynki potrzebują taty i mamy!
Marta poznała Marka na spotkaniu znajomych i od razu spodobał jej się przystojny, milczący mężczyzna. Miał w sobie coś niepewnego, jakby był zagubiony a to było tak nietypowe!
Wszyscy pozostali mężczyźni, których dotąd spotkała, mieli pewność siebie i doskonale rozumieli, co w życiu jest najważniejsze.
Rozmawiali całą noc, Marta była zachwycona, ale wkrótce Lidia, przyjaciółka, która zaprosiła Alicję na urodziny, szepnęła, gdy Marek odszedł do toalety:
Bądź ostrożna z nim ma on przyczepkę!
Co to ma znaczyć przyczepka? nie zrozumiała Marta.
Dosłownie ma dwoje dzieci!
Jak to dwoje dzieci? zdziwiła się Marta, bo przez całą noc nie padło słowo o dzieciach ani o żonie. Jeśli są dzieci, to musi być i żona!
Okazało się jednak, że żony nie ma ona po prostu uciekła. Nie była żoną, a jedynie ukochaną kobietą, z którą planowali wziąć ślub.
Uciekła i zostawiła Marka z dwiema córeczkami bliźniaczkami, które obecnie wychowuje razem z matką.
Co za czarna magia! pomyślała Marta. Ależ facet! To dziś rzadkość!
Może dlatego Marek wydawał się roztrzepany w takiej sytuacji każdy może się zagubić.
Dlaczego nie powiedzieliście mi o dziewczynkach? zapytała zaskoczona Marta, wchodząc do pokoju.
Bo wszyscy się boją! przyznał szczerze po krótkiej chwili milczenia. A Ty pewnie też odejdziesz! A ja naprawdę nie chcę, żebyś uciekała.
Nie ucieknę! obiecała Marta, zdając sobie sprawę, że nie ma dokąd biec. I dotrzymała słowa.
Marek odprowadził ją do domu i umówili się na kolejny spotkanie. Marek bardzo spodobał mu się Alicja, a ona również poczuła przyciąganie do samotnego ojca. Obecność trzylatków nie przeszkadzała jej.
Mama wypychała mnie z domu, kiedy Lidia zaprosiła na urodziny wyjaśnił Marek. Boję się, że w końcu zwariuję. Z dziećmi to nie ma takiego luzu!
Matkę dało się zrozumieć: teściowa uciekła rok temu z innym mężczyzną, zostawiając bliźniaczki na pastwę losu. Nie oddała ich nikomu, a sama zaczęła je wychowywać. To był jakby obywatelski czyn w naszych czasach.
Alicja zrozumiała, że podoba jej się ten milczący, nieco dziwny ojciecsamotnik.
Miała już 25 lat i nieudany pierwszy związek: burzliwy romans studencki, który nie doprowadził do szczęśliwego małżeństwa.
Na początku wszystko ograniczało się do spotkań, a para była świeżutka mówili kochankowie. Obaj studiowali ostatni rok. Gdy zaczęli mieszkać razem po zaślubinach, okazało się, że mają zupełnie odmienne poglądy na życie.
No i co? mówili inni i mieli rację: większość par ma takie rozbieżności. Czy to znaczy, że wszyscy się rozwodzą? Trzeba umieć ustąpić i przystosować się!
Marta postanowiła ustąpić, bo mąż nie chciał tego robić: Moje słowo to prawo!.
Dobrze! zgodziła się Marta. Żona boi się swego męża! Ale wszystko, co mówił kochany, nie było tym, czego oczekiwała.
Po ukończeniu studiów od razu podjęła pracę, a odpowiednie stanowisko dla Marka nie znalazła: wszystkie oferty nie pasowały.
Jedno miejsce nie chciało przyjąć jego godzin pracy, drugie miało niekompetentnego szefa, w trzecim coś jeszcze nie grało. W skrócie nie było tego, czego chcieli.
Sprytny, bezrobotny Wojtek, z którym kiedyś było wesoło, osiedlił się w domu: Mamy wszystko, kochanie!.
Mieli co jeść, a mieszkała w nich babcia, która po śmierci zostawiła Alicji swoją stalinowską kamienicę. To jednak nie była wizja rodziny, jaką wyobrażała sobie Marta.
Co gorsza, Wojtek nie pomagał w domu to nie męskie zajęcie!
Wtedy zatrudnij służących, królu! zasugerowała żona, zmęczona brudem. Albo zamów sprzątanie!
Alicja pojął, że postawiła na niewłaściwego konia. Nie tylko nie dotarła do mety, nie ruszyła się w ogóle sprytny Wojtek okazał się nic nie wartym.
Rozgniewany mąż wrócił do matki, a Alicja trzy lata nie patrzyła na żadnego mężczyznę Dzięki, najedzłam się!
Wtedy w jej życiu pojawił się Marek. Nie tylko się pojawił wkrótce oświadczył się i wprowadził ją w swoją rodzinę: urocze bliźniaczki i mamę Zofię.
Alicja poczuła, że chce być z nimi: zakochała się po uszy.
W domu panował straszny bałagan. Było to zrozumiałe: młoda, ambitna dziewczyna wpychała głowę w otchłań. Nie z przymusu nie pod groźbą pistoletu czy narkozą ale całkowicie dobrowolnie!
Nie sądziłam, że jesteś taka krzyczała matka. Po co się tak męczysz? Są przecież dobrzy faceci, czemu wybierasz jakąś patologię?
Mamo, Marek jest zupełnie normalny! słabo protestowała córka.
Oczywiście, normalny! wtrącił ojciec. Ten normalny zaraz położy sobie na karku swoich przyjaciół! Rozumiesz, co cię czeka?
A co mnie czeka? zdziwiła się Marta. Gdybym urodziła swoje bliźniaki, co by się stało? To samo by się zdarzyło!
Nic takiego! wykrzyczał ojciec. Jedno to nasze dzieci, drugie to obce! Mama uciekła, a geny nie da się po prostu wymazać! Będą rosły ztym czymś. Co wtedy zrobisz?
Dlaczego będą rosły z tym czymś? pomyślała Alicja. Z Markiem będą mieli normalną, pełną rodzinę, kochających tatę i mamę. W wychowaniu człowieka ważna jest nie tylko genetyka, ale i to, co wlewa się w dziecię wczesnym dzieciństwem!
Na ślub nie przyszli rodzice panny młodej, ani rodzice pana młodego matka została w domu z wnuczkami.
Ślub więc był skromny: spotkali się w kawiarni z świadkami i tak po prostu.
Po ślubie facet z przyczepką przeprowadził się do stalinowskiej kamienicy.
Wkrótce w rodzinie Nowaków pojawiło się trzy chłopaki: Alicja urodziła wspólną córkę.
Stopniowo rodzice otworzyli się w końcu wnuczka! i zaczęli się kontaktować. Nie dzielili dzieci, bo byli rozsądni i wiedzieli, że podział prowadziłby do konfliktów. Żyją więc spokojnie i chwała Bogu!
Starsze dziewczynki chodziły do przedszkola, a najmłodsza pomagała babci. Przy okazji teściowoteściowa bardzo się zaprzyjaźniły!
Pierwszą żonę Marka udało się pozbawić praw rodzicielskich rodzice i teściowa wpadli w szał: Złapię ją i przytrzymam!.
Alimenty jednak nie udało się wyegzekwować: Zuzanna zniknęła na dobre. Może tak było lepiej.
Dziewczynki wiedziały, że Marta nie jest ich biologiczną matką: pamiętały jedynie przelotne wspomnienia z wczesnego dzieciństwa o innej mamie. Dlatego ukrywanie nie miało sensu.
Czas płynął, córki rosły i cieszyły rodziców. Alicja z Markiem pracowali zwykła, normalna rodzina.
Pierwsza żona pojawiła się, gdy dziewczynkom skończyło się czternaście lat. Tak, jakby nigdy nie minęło dwanaście lat!
Marek, wracając z zakupów, wrócił do domu z pustą torbą: spotkał Zuzannę!
Jaką Zuzannę? zapytała żona, bo od dawna nie wspominano o tej nieodpowiedniej matce.
Moją Zuzannę! odparł Marek.
Słowo moją zraniło: kim była wtedy? Marta poczuła niepokój. Wszystko zdawało się jak dawniej, a jednak nie.
Gdzie ją spotkałeś?
Przy naszym sklepie!
Co robiła? Również szła do sklepu?
Chodziła po prostu, stała
Po prostu stała? Czy czekała na coś? Co z niej będzie? pomyślała Marta głośno:
Co powiedziała? Przynajmniej coś?
No powiedziała! niechętnie wyznał mąż.
Co? Dlaczego mam wyciągać z ciebie wszystkie informacje?
Marek znowu spotkał największą miłość swojego życia Zuzannę, niezmienioną, słodką jak cukierek. Była jego iskrą, rozświetlającą szarą codzienność. Przecież kochał ją cały czas.
Alicja była zupełnie w innym nastroju
Zuzanna przyznała, że wzięła się w garść. Nie ma co się podjadać! U niej już wszystko się skończyło: znalazła młodszą partnerkę i nie było już dzieci.
Więc może zaczniemy od nowa, Olekdzidziuś? rzekła Zuzanna i delikatnie dotknęła jego ręki palcami.
Olekdzidziuś tak go nazywała w najintymniejszych chwilach był ich tajnym kodem.
I Olek odnalazł się na nowo, jakby lata minęły bez echa.
Czy dziewczynki mnie pamiętają? spytała Zuzanna.
Dziewczynki już jej nie wspominały miały już mamę Martę.
Oczywiście! skłamał mężczyzna. W miłości wszystko jest dopuszczalne.
No to dalej kontynuowała piękna kobieta. Wiem, że jesteś żonaty! Rozwiedz się, zabierz dziewczynki i wróć do mnie!
Wymienili się numerami telefonów: Zadzwoń, czekam! i Olek ruszył do domu. Jak mu powiedzieć żonie o rozwodzie i o zabraniu córek? Mężczyzna całkiem stracił rozum i postanowił tak postąpić Nie żałował ani Alicji, ani dwóm przywykłym dziewczynkom widział cel i nie widział przeszkód. A wszystko to przeklęte hormony
Olek wciągnął powietrze i rzekł:
Odchodzę od Ciebie!
Przeczucie Marty się potwierdziło najwyraźniej nie znała dobrze swojego męża! Jedno krótkie spotkanie z byłą żoną wystarczyło, by wszystko zmieniło.
Alicja chwilę się zatrzymała, zebrała siły, po czym odpowiedziała:
No cóż, skoro tak, odchodź! Nie zmusisz mnie do miłości!
Ale to nie wszystko! Z Zuzanną zabierzemy dziewczynki do siebie! wykrzyknął Olek. Dziewczynki potrzebują taty i mamy!
Naprawdę? zapytała spokojnie żona. A kto ma je dać?
Kto da? My biologiczni rodzice, a prawo po naszej stronie! wykrzywił się mężczyzna. Każdy sąd stanie po naszej stronie!
No i co z tego? odpowiedziała żona, nie zmieniając tonu. A co, że ich mama straciła prawa rodzicielskie? Zapomniałeś, Kasprowa?
Wszystko rozstrzygniemy! dodał Olek. I z opieką! Ty uprzedź córki!
Nie, nie sprzeciwiła się żona. Kto wymyślił, ten i prowadzi.
Był niedzielny dzień, wszyscy byli w domu. Wtedy kochający tata oznajmił dziewczynkom sensacyjną nowinę: wkrótce wszyscy będą razem!
Już i tak jesteśmy razem! krzyknęły w unisonie Ania i Teresa.
Nie, mam na myśli waszą prawdziwą mamę! wyjaśnił ojciec.
Dziewczynki spojrzały po sobie, po czym Ania zapytała:
O której? O której mówisz? To nasza mama! i wskazała na bladą Martę.
Nie, macie jeszcze jedną, biologiczną mamę!
To ta, co zniknęła sto lat temu? I o której babcia Zofia zawsze krzyczała, że? drwiła Teresa.
Ona się zmieniła i przyznała się do błędów!
Cieszymy się za nią, niech się dalej zmienia! Ale po co my?
Co to ma znaczyć? Musimy być razem, bo teraz jesteśmy rodziną!
Alicja milczała, pozwalając córkom samodzielnie podjąć decyzję przyjmie ich wybór.
Tato, serio? zapytała Ania. Naprawdę uważasz, że my i ta obca ciotka powinniśmy razem mieszkać?
Nie mów tak o swojej mamie! nagle krzyknął ojciec, najwyraźniej poważnie. Nie chcecie dobrowolnie, więc wytargujemy to z ZuzannąMarek wreszcie zrozumiał, że prawdziwym domem jest nie to, co buduje się cegłami, lecz to, co tworzy się sercami bliskich ludzi.



