Idę od ciebie!
No i co, przewidywania Grażyny się potwierdziły: najwyraźniej znała swojego męża kiepsko!
No cóż, skoro tak, to odchodź! Nie da się cię przytrzymać siłą!
To nie koniec! Ja i Klara zabierzemy dziewczynki do nas! wykrzyknął Olek. Dzieci potrzebują taty i mamy!
Grażyna poznała Olka na przyjęciu u wspólnych znajomych i od razu spodobał jej się ten przystojny, mało gadatliwy facet. Miał w sobie coś niepewnego, co tak przyciągało! Wszystkie dotychczasowe mężczyźni, których spotkała, byli pewni siebie i doskonale wiedzieli, w czym tkwi sens życia.
Mówili ze sobą całą noc, a Grażynie było to niezwykle ciekawe. Lecz gdy Lidia, przyjaciółka, zaprosiła Alicję na urodziny i Olek wyszedł do toalety, szepnęła:
Bądź ostrożna z nim on ma przyczepkę!
Co masz na myśli, przyczepkę? dopytała dziewczyna.
Dosłownie ma dwoje dzieci!
Dzieci? zdziwiła się Grażyna. Przez cały wieczór nie słyszałam ani słowa o dzieciach, ani o żonie. Jeśli są dzieci, to musi być i żona!
Okazało się jednak, że żona zniknęła. Nie była żoną, a ukochaną zamierzali wziąć ślub. Odkąd uciekła, zostawiła Olka z dwiema córeczkamibliźniaczkami, które właśnie wychowuje razem z mamą.
Ależ to magia! pomyślała Grażyna. Mężczyzna z przyczepką to naprawdę rzadkość!
Stąd chyba wzięła się jego niepewność: kiedy się coś traci, łatwo się pogubić.
Dlaczego nie powiedzieliście mi o dziewczynkach? zapytała Grażyna, wchodząc do pokoju, gdzie wrócił Olek.
Bo wszyscy się boją! odpowiedział szczerze po chwili ciszy. A ty pewnie i ty nas uciekniesz! Nie chcę, żebyś tak zrobić.
Nie ucieknę! obiecała Grażyna. Zrozumiała, że nie ma dokąd biec i dotrzymała słowa.
Olek odprowadził ją do domu i umówili się na kolejny raz. Przypał jej się Alicja ładna, energiczna, a tatkasamotnika nie przerażały nawet trzyletnie dzieci.
Mama wyrzuciła mnie z domu, kiedy Lidia zaprosiła mnie na urodziny tłumaczył Olek. Mówiła, że zaraz zwariuję, bo z dziećmi nie da się dobrze się bawić!
Matkę można było zrozumieć: ich pierwsza żona uciekła rok temu, zostawiając bliźniaczki samą w świecie. Nie oddała ich nikomu, a sama wychowywała je. To było swego rodzaju obywatelskie poświęcenie w dzisiejszych czasach.
Alicja poczuła, że ten nieco zagubiony, ale uroczy samotny tata bardzo jej się podoba. Miał już za sobą nieudane małżeństwo burzliwy studencki romans, który nie doprowadził do szczęśliwej przyszłości.
Póki co wszystko ograniczało się do spotkań, a para czuła się świetnie, bo oboje byli na ostatnim roku studiów. Gdy jednak zaczęli żyć razem po ślubie, odkryli, że ich poglądy na życie są wręcz przeciwne.
No i co? mówią ludzie i mają rację: prawie wszyscy mają przeciwstawne spojrzenia. Czy to oznacza rozwód? Trzeba umieć ustępować i dopasować się!
Grażyna zaczęła się dostosowywać, bo mąż nie chciał tego robić: Moje słowo to prawo!
Dobrze! zgodziła się Grażyna. Żona się boi męża! Ale wszystko, co mówił, nie było tym, czego dziewczyna się spodziewała.
Po studiach od razu dostała pracę, a dla Olka nie znalazło się żadne odpowiednie miejsce albo godziny nie pasowały, albo szef nie był zbyt rozgarnięty, albo znowu coś nie grało.
Nie ma tego, czego chcę! marudził.
A rozbawiony, bezrobotny Igor, z którym kiedyś było wesoło, twierdził, że wystarczy im dom: Mamy już wystarczająco, kochana!
Wystarczyło. Alicja dostała od zmarłej babci w darowiźnie mały blok z wielkiej płyty. Nie wyobrażała sobie, że tak będzie wyglądać życie rodzinne. Co więcej, Igor wcale nie pomagał w domu to nie królestwo, a rzeczywistość!
Zatrudnij służących, królu! podpowiedziała mu Grażyna, już zmęczona noszeniem brudu po koledze. Albo zamów sprzątanie!
Zrozumiała, że postawiła na niewłaściwego konia. Nie ruszyła się z miejsca, bo Igor okazał się ciastkiem bez nadzienia.
Rozczarowany mąż wrócił do mamy, a Alicja przez trzy lata nie patrzyła na żaden mężczyznę: Dzięki, najadłam się!
Wtedy nagle w jej życiu pojawił się Olek. Nie tylko pojawił się wkrótce oświadczył się i przedstawił rodzinie: uroczym bliźniaczkom i mamie Zosi! Alicja poczuła, że chce być z nimi.
Dom był w rozsypce, ale to wytłumaczyło się tym, że perspektywiczna dziewczyna zrzucała głowę w otchłań. Nie pod przymusu, nie pod groźbą, a zupełnie dobrowolnie!
Nie myślałam, że jesteś taka! krzyczała matka. Dokąd tak uciekasz? Są dobrzy ludzie, czemu wybierasz jakąś patologię?
Mamusiu, Olek jest zupełnie normalny! protestowała powoli córka.
Oczywiście, normalny! wtrącił tata. Ten normalny wisi na swoich przyczepkach! Rozumiesz, co cię czeka?
Co mnie czeka? dopytała Grażyna. A gdybym urodziła swoją podwójną?
Nic takiego! ryczał ojciec. Jedno to dzieci własne, drugie to cudze! Matka uciekła, a geny nie da się wymazać! Będą rosły, ale co z tym zrobić?
Dlaczego będą rosły? pomyślała Alicja. Z Olkiem będzie normalna, pełna rodzina, kochający tata i mama. Bo człowiek kształtuje się nie tylko genetyką, ale i tym, co dostaje w dzieciństwie!
Na ślubie nie przyjechały rodzice panny młodej, ani matka pana młodego została w domu z wnuczkami.
W efekcie ceremonia była skromna: spotkali się z świadkami w kawiarni i już po niej.
Po ślubie tatko z przyczepką wprowadził się do bloku z wielkiej płyty. Wkrótce w rodzinie Nowaków pojawiło się trzy chłopcy: Alicja urodziła wspólną córeczkę.
Stopniowo rodzice się ocieplili w końcu wnuczka! i zaczęli rozmawiać, nie dzieląc dzieci na swoje i cudze, bo byli rozumni i wiedzieli, że podziały prowadzą do kłótni. Żyją więc w zgodzie, dzięki Bogu!
Starsze dziewczynki chodziły do przedszkola, a najmłodsza pomagała babci. Przytulne relacje z teściową też się urosły.
Pierwszą żonę Olka udało się pozbawić praw rodzicielskich rodzice i teściowa ruszyli w pościg: Złapię ją i rozgnętam! krzyczała Zosia.
Alimenty nie udało się wyegzekwować: Klara zniknęła na dobre. Może to i na dobre.
Dziewczynki wiedziały, że Grażyna nie jest ich biologiczną mamą, ale pamiętały od wczesnego dzieciństwa drobne przebłyski o innej mamie. Ukrywanie więc nie miało sensu.
Czas mijał, dziewczynki rosły i cieszyły rodziców. Alicja i Olek pracowali zwykła, normalna rodzina.
Pierwsza żona pojawiła się, gdy córeczkom było czternaście lat. Tak nagle, jakby nic się nie stało!
Olek, wracając z zakupów, przyszedł do domu zupełnie zdezorientowany i z pustą torbą: spotkał Klarę!
Jaką Klarę? zapytała żona, bo dawno nie wspominały o przyczepce.
Moją Klarę! odparł Olek.
Słowo moją uderzyło w nią jak cios. Kto ona była? Grażyna poczuła niepokój. Wszystko wydawało się tak samo, a jednak nie.
Gdzie ją spotkałeś?
W naszym sklepie!
Co robiła? Też szła po zakupy?
Właściwie stała tam…
Po prostu stała? Czy nie czekała na coś? A co się z nią stanie? pomyślała Grażyna i głośno zapytała:
I co ci powiedziała? Co ci powiedziała?
No powiedziała! niechętnie wyznał mąż.
Co? Dlaczego mam z ciebie wyciągać wszystkie kleszcze?
Właśnie dlatego, że znów spotkał największą miłość swojego życia Klarę, niezmienioną, słodką, jak cukierek. Była dla niego niczym zapalniczka w mrocznym życiu.
Alicja była w szoku
Klara przyznała, że wzięła się w garść. Nie trzeba jej tu wątpować! Z Olkiem już nie było szans znalazł młodszą. Dzieci nie pojawiły się.
Może zaczniemy od nowa, Olek? zasugerowała Klara, lekko dotykając jego dłoni.
Olek zanurkował w przeszłość, jakby lata nie istniały.
Czy dziewczyny mnie pamiętają? spytała Klara.
Dziewczyny już dawno nie pamiętały Klary miały swoją mamę, Grażynę.
Oczywiście, że pamiętają! skłamał mężczyzna, bo w miłości wszystko jest dozwolone.
Dobra, więc: mama jest mamą! kontynuowała piękna kobieta. Wiem, że jesteś żonaty! Rozwiedź się, weź dziewczynki i wróćmy do starego życia!
Wymienili numery: zadzwoń, czekam! i Olek ruszył do domu. Jak mu wyjść przyznać żonie o rozwodzie i o zabraniu córek? Stracił rozum i postanowił działać, nie przejmując się ani Alicją, ani dziewczynkami. Hormony chyba szaleją.
Wziął głęboki oddech i krzyknął:
Idę od ciebie!
Przewidywania Grażyny się więc spełniły: nie znała dobrze swojego męża! Jedno spotkanie z byłą żoną wystarczyło, by wszystko odwrócić.
Alicja zatrzymała się na chwilę, zebrała siły i rzekła:
No więc, skoro tak idź! Nie da się cię zmusić!
Ale to nie wszystko! Ja i Klara zabierzemy dziewczynki do nas! wybuchnął Olek. Dziewczynki potrzebują ojca i mamy!
Naprawdę? spytała spokojnie żona. A kto ci je odda?
Kto? My! Jesteśmy biologicznymi rodzicami, prawo po naszej stronie! Każdy sąd stanie po naszej stronie!
No i co? nie zmieniając tonu odpowiedziała żona. A co z tym, że ich matka pozbawiona praw rodzicielskich? Zapomniałeś, Kasyno?
Rozwiążemy to! powiedział Olek. Z opieką też! A ty powiadom dziewczynki!
Nie, nie odparła żona. Kto wymyślił, ten i prowadzi.
Dzień był niedzielny, wszyscy w domu. Tęskny tata przyniósł córeczkom sensacyjne wieści: wkrótce będziemy razem!
To już razem! krzyknęły radośnie Ania i Tosia.
Nie, mam na myśli waszą prawdziwą mamę! wyjaśnił ojciec.
Dziewczynki spojrzały na siebie, a potem Ania rzekła:
O co ci chodzi? Nie rozumiemy! To nasza mama! wskazała bladą Grażynę.
Nie, macie inną, biologiczną mamę!
To ta, co uciekła sto lat temu? I której Zosia zawsze chciała nadciągnąć? Mówisz o niej? drwiła Ania.
Zmieniła się i zrozumiała swoje błędy!
Cieszymy się z niej, niech się dalej przemienia! Ale co to ma wspólnego z nami?
Co to ma znaczyć? Mamy być razem, bo teraz jesteśmy rodziną!
Alicja milczała, pozwalając dziewczynkom samym zdecydować, co zrobią.
Tato, serio? zapytała Ania. Naprawdę myślisz, że my i ta obca ciocia powinniśmy razem mieszkać?
Nie obrażaj się tak o swoją matkę! wykrzyknął nagle ojciec, serio. Nie będziecie się z Klarą cieszyć, my was z nią załatwimy!
Potem odszW końcu wszyscy zrozumieli, że rodzina to nie formalny dokument, a wspólne jedzenie pierogów przy stole, i tak żyli dalej, nieco bardziej pomieszani, ale szczęśliwi.



